Piast Gliwice już w 42 minucie rozegranego w sobotę meczu kontrolnego przegrywał z Wisłą Kraków 0:3. Wynik mógłby wskazywać na to, że pomiędzy tymi zespołami jest różnica co najmniej klasy. Gdyby jednak gliwiczanie wykorzystali te okazje, które stworzyli, a zagrali nieco bardziej uważnie w defensywie, wynik mógłby być zupełnie inny. – Myślę, że w naszym wykonaniu było to dobry mecz, mimo że go przegraliśmy. Wisła to znany zespół, który z pewnością w przyszłym sezonie będzie walczył o tytuł mistrzowski. Rywal bardzo wymagający, a więc i sparing bardzo wartościowy – tuż po końcowym gwizdku sędziego powiedział Pavol Cicman
Wisła wygrała pierwszą połowę, bo miała w składzie zawodników, którzy potrafili bezbłędnie wykorzystać wszystkie, stworzone przez siebie sytuacje. Piast przeciwnie, co potwierdza Słowak – W pierwszej połowie popełniliśmy trzy błędy w obronie, które Wisła bezlitośnie wykorzystała. Zresztą krakowski zespół miał tylko te trzy okazje. Myśmy też mieli swoje sytuacje, ale ich nie wykorzystaliśmy i właśnie na tym to polega, że jak ma się szanse, to trzeba strzelić gole.
Te okazje o których mówi Słowak, to sytuacje sam na sam Bzdęgi, Świeczoka i Sikory. Ten ostatni jednak, mimo że gola nie strzelił, rozegrał dobre zawody. Były piłkarz Podbeskidzia kilkakrotnie oszukał defensorów Wisły, a ci przecież dobrze swój fach znają.
W drugiej połowie Marcin Brosz najpierw wymienił część graczy odpowiedzialnych za grę w destrukcji, a potem rzucił do boju swoje żądła, czyli Rubena Jurado, Podgórskiego, Kędziorę i Ccmana. W między czasie trener Wisły, Michał
Probierz ściągnął z boiska zawodników grających w pierwszej połowie, a dał szanse pokazania się rezerwowym. Te dwa czynniki sprawiły, że od 70 min na boisku niepodzielnie rządził Piast. Pomijając nawet ten fakt, można z dużą dozą prawdopodobieństwa powiedzieć, że na inauguracje Ekstraklasy z wyjątkiem bramkarza, od początku wybiegną ci piłkarze, którzy grali przeciwko Wiśle przez ostatnie pół godziny. – Cieszę się, że wyglądaliśmy lepiej od Wisły. Nie zgadzam się jednak z tym, że w tej części tego spotkania grała pierwsza jedenastka. Do pierwszego meczu jest jeszcze dwa tygodnie i sporo się może zmienić. Każdy z nas musi cały czas dawać z siebie wszystko, by pokazać trenerom, że zasługujemy na to, by grać od początku – mówi Cicman.
Skrzydłowy Piasta nie może też pogodzić się, że on i jego koledzy nie strzelili więcej bramek. – Stworzyliśmy sporo sytuacji, były rzuty rożne, rzuty wolne, strzały. Po uderzeniu Kędziory koledzy mówili, ze była ręka w polu karnym, powinien być dla nas rzut karny.
Już niedługo Pavol Cicman, piłkarz o którym rok temu nikt w Polsce nie słyszał rozpocznie nowy rozdział w swoim życiu i zarazem wielką przygodę, jaką będzie gra w Ekstraklasie – Już się nie mogą doczekać i sam jestem ciekaw jak to będzie. Będą super mecze, znane zespoły, jeszcze lepsza atmosfera, będziemy grać na stadionach, gdzie było Euro – zaciera ręce Słowak. A wszystko zacznie się kręcić 17 sierpnia 2012 roku
Opracowanie: Grzegorz Muzia





















