90 minut z Kamilem Glikiem, relacja, zdjęcia

W środę  w kawiarni Pinocchio zgodnie z zapowiedzią punktualnie o godz. 17:00 pojawił się Kamil Glik, były piłkarz Piasta Gliwice i reprezentant Polski. Aktualnie gracz włoskiego AC Torino przybył tam na zaproszenie Jarosława Kaszowskiego, aby spotkać się z dziećmi z jego piłkarskiej szkółki oraz  z kibicami, którzy też przybyli na to spotkanie. Były obrońca Piasta Gliwice  przez 90 minut opowiadał o reprezentacji, włoskiej piłce, życiu prywatnym piłkarza, planach na przyszłość.

ZOBACZ ZDJĘCIA

Kamil Glik, mimo że wyrasta na gwiazdę polskiej piłki, wciąż pozostaje tym samym Glikiem, którego znamy z występów przy Okrzei. Uśmiechnięty, otwarty, chętnie  odpowiadał na pytania  dzieci i dorosłych, a było ich naprawdę sporo. Obecni dopowiedzieli się m.in, że szkolenie młodzieży i treningi we włoskich klubach różnią się znacznie od polskiej ligi – Drużyny młodzieżowe szkolą zawodowi trenerzy i tylko tym się zajmują, a nie jak u nas, że najczęściej są to nauczyciele W-fu. Nasze treningi różnią się od tych w Polsce. Przygotowanie fizyczne odbywa się w lecie, kiedy jest przerwa w rozgrywkach. Potem gramy tak często, że nie ma już czasu na siłowe treningi. Pierwszy trener jest tylko od taktyki, my natomiast pracujemy z jego asystentami. Nie ma też takiej odnowy jak w Polsce, czyli sauna, kąpiele, jacuzzi. Bezpośrednio po meczu trzy razy po 30 sekund zanurzamy się w zimnej wodzie i to jest wszystko. Poniedziałki mamy wolne, w czwartki gramy mecz z juniorami, albo z drugą drużyną, ćwicząc już taktykę pod konkretnego rywala. Już w dniu meczu, przy obiedzie wolno nam wypić lampkę a nawet dwie wina, co w Polsce jest niedopuszczalne  – opowiada jak to jest we włoskim futbolu Kamil Glik.

Glik odniósł się  też do ciemnej strony piłki – Wszyscy wiemy, że we Włoszech głośno jest o korupcji. Niestety sam tego doświadczyłem. Grając w Bari spadliśmy z ligi. Wydawało mi się, że jesteśmy słabi, ale tak nie było. Niestety okazało się, że niektórzy zawodnicy tej drużyny sprzedawali mecze. Ja nic o tym nie wiedziałem, ale to wyglądało tak, że graliśmy w 5,6 przeciwko 18, a nie 11 zawodnikom  – dzieli się wrażeniami Glik

Jedno z pytań brzmiało jak zaczynał swoją przygodę z piłką. – Miałem 9 lat, kiedy poszedłem na pierwszy trening. Zaczynałem w rodzinnym mieście w Mosirze Jastrzębie, potem tak jak Wy trenowałem  w piłkarskiej szkółce. Gdy miałem 16 lat wyjechałem do Hiszpanii, gdzie spędziłem cztery lata.  Po powrocie trafiłem do Piasta Gliwice – wyjaśnia Kamil, dodając, że sportową karierę połączył z nauką. – Skończyłem liceum – podkreśla.

Nie obyło się też bez trudnych pytań, a więc: dlaczego jego zdaniem Polska nie wyszła z grupy, dlaczego Franciszek Smuda nie zabrał go na Mistrzostwa, dlaczego piłkarzom brakowało sił. – Graliśmy nierówno, jedną połowę potrafiliśmy zagrać bardzo dobrze, a w drugiej już nie wiele  nam  wychodziło, ale nie potrafię wyjaśnić czemu tak się działo. Na zgrupowaniu w Austrii treningi były ciężkie. Za przygotowanie fizyczne odpowiadali Amerykanie i Remigiusz Rzepka (specjalista, który nadzoruje również przygotowania zawodników Piasta Gliwice – przy.red). Trochę było mi żal, ze nie pojechałem, ale ktoś musiał odpaść. Gram w dobrym klubie, regularnie, mam nadzieję więc, że jeszcze nie raz wystąpię w reprezentacji narodowej.

Dzieci dowiedziały się też, że Włochy to piękny kraj, który warto odwiedzić, że Glik sam wynajmuje mieszkanie, które dzieli z żoną i pieskiem – Na koniec kariery chciałbym wrócić do Gliwic i do Piasta. – Mam nadzieję, że Piast będzie do tej pory grał w  Ekstraklasie – uśmiecha się środkowy obrońca AC Torino.

Spotkanie trwało ponad godzinę. Potem tradycyjnie już były wspólne zdjęcia, autografy i dzielenie się wrażeniami. Ci co przyszli, z pamiątkami i wspomnieniami opuszczali kawiarnię Pinocchio, ci co nie przyszli, niech żałują.

Opracowanie: Grzegorz Muzia
Foto: Michał Duśko

0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze