Polska – Rosja, okiem kibica (tekst i zdjęcia)

Zazwyczaj piłkarskie widowiska mam okazję oglądać z trybuny prasowej. Siłą rzeczy moja uwaga skupia się głównie na sportowym aspekcie. We wtorek jednak mogłem wreszcie wcielić się  w rolę kibica, udając się na mecz Euro 2012 w którym Polska zmierzyła się  z Rosją. Wynik pewnie wszyscy znają, więc ocenę sportową pozostawią specjalistą od kadry narodowej.  Chciałbym natomiast opowiedzieć jak okiem kibica, a nie redaktora  wyglądał ten mecz oraz to co działo się przed i po nim, a działo się naprawdę dużo

ZOBACZ  ZDJĘCIA

Bilety nabyłem w drodze losowania. Cztery cenne wejściówki. Zabieram na mecz całą rodzinkę, czyli małżonkę i dwoje synów W drogę wyruszamy o 7 rano. Podróż bez przygód, za oknem fruwają szaliki Polski. Auto około godz. 11:00  zostawiamy na parkingu przy lotnisku Okęciu. Do centrum docieramy tramwajem. W tym środku lokomocji jeszcze  nie widać, że w stolicy dzieje się coś wyjątkowego. Wysiadamy koło Pałacu Kultury i od razu  rogal na twarzy, bo wokół sporo fanów w narodowych barwach Polski i Rosji.  Z kolejowego dworca wychodzą już trochę zawiani kibice, śpiewając Polska, biało-czerwoni! To nam się podoba.  Zmierzamy do Strefy Kibica, ale tu jeszcze pustawo, więc zapada decyzja, że idziemy zobaczyć co się dzieje pod Muzeum Wojska Polskiego, gdzie mieli zbierać się kibice Rosji. Po drodze nabywamy dodatkową czapeczkę Polski.  O 12:30 jeszcze Rosjan w miejscu zbiórki nie ma. Oglądamy, co by się nam przydało z arsenału muzeum na mecz. Na placu stoi sporo czołgów i armat. Nie zabieramy ich oczywiście, bo wnoszenie czy wjeżdżanie ciężkim sprzętem na stadion jest zachowaniem zabronionym.

Udajemy się na Plac Zamkowy. Już na Nowym Świecie ogródki piwne  i kawiarnie pełne fanów, dominują Rosjanie, którzy jedzą i  piją, co tylko lokale oferują Nie brak i Polaków, ale ci przeważnie spacerują.  Część z  nich brata się z fanami „Sbornej”.

Wszędzie pełno natomiast policji, żandarmerii wojskowej i straży miejskiej. Przed Zamkiem w miarę spokojnie. Na Rynku full, wszystkie miejsca zajęte. Opuszczamy więc go szukając wodopoju. Pełnoletni z nas piją browar w jednej z pizzerii, młodszt cole Za chwilę jednak zaczyna coś się dziać. Dwa wozy straży miejskiej wjeżdżają na sygnale na Rynek. Wracamy, aby zobaczyć co się wydarzyło, ale za późno. Już wszystko posprzątane.

Około godz. 15:00 Rynek i Plac zamkowy  zaczynają opuszczać kibice. Wszyscy przemieszczają się  w okolice Muzeum Wojska Polskiego, gdzie ogłoszono zbiórkę kibiców z Rosji. Gdy docieramy tam około godz. 16:00,  są już dwie grupy, który dopingują jeszcze kulturalnie swoje reprezentacje. Sytuacja jednak zaczyna się zmieniać wraz z gęstniejącym tłumem. Pod muzeum podjeżdżają kolejne radiowozy. Wyskakują z nich zbrojni, oddzielając kordonem Polaków od Rosjan.

Magle ktoś rzucił petardą ze strony polskiej, z tamtej ktoś odpala race. My siedzimy w kawiarence przy wieży  mostu Poniatowskiego. Ktoś mówi, że na  rondzie De Gaulle doszło do starć kibiców z policją.  Słychać syreny. Policjanci obstawili w tym czasie całą ulicę i most. Takiej liczby funkcjonariuszy nie widziałem od czasu stanu wojennego.

Około godz. 17:00 w eskorcie mundurowych Rosjanie ruszają w marsz na stadion. Polakom nie pozwalają iść razem z nimi. Za chwilę ustawiają mur z dwóch rzędów zbrojnych na początku mostu. Przepuszczani są tylko kibice „Sbornej”.

Stoimy około pól godziny. Polskich fanów, których jest już tysiące zaczyna to irytować. Policja mamy bilety! Policja chcemy na stadion! Policja to nasz kraj nie Rosjan! To te najłagodniejsze okrzyki kierowane w kierunku służb porządkowych. Nerwy na szczęście nie puszczają. Nad nami krąży śmigłowiec.

Wreszcie około godz. 17:45 policja otwiera blokadę. Tysiące biało-czerwonych rusza przez most  w kierunku narodowego. Takiego pochodu nie było nawet w święto 1-go maja za komuny. Wszyscy na biało-czerwono.

Nie trzeba chyba dodawać, że komunikacja miejska  jest całkowicie zablokowana. Wcześniej odcięto te ulice dla ruchu samochodowego. Zabawnie wyglądają oczekujący na przystankach ludzie, którzy robią wrażenie jakby nie wiedzieli, że jest mecz.

Długo marsz nie trwa. Na końcu mostu znów blokada, w tył już nie można, za barierkami rzeka. Podobno to wszystko dla bezpieczeństwa. Maja nas w kleszczach. Zaczynamy się obawiać, czy zdążymy na mecz. Ktoś uspokaja, że można wejść nawet 15 min przed końcem. Marna to jednak pociecha. Po godz. 18 puszczają nas już, za mostem nie mają też szans założenia kolejnej blokady. Idziemy w kierunku bramy wejściowej. Jest tylko jedna, tam sprawdzają czy mamy  bilety. Kontrola na bramkach jest dalej. Tu nie miła sytuacja. Pani ochroniarka nie pozwala wnieść flagi Polski na której pisze Tyskie. Mówi, że to niedopuszczalny napis. Nie pomaga tłumaczenie, ze to browar rozdaje takie do piwa. Widać nie pijąca i nie wie co to piąty stadion. Zostawiamy flagę, szkoda, ale mamy  plecaku, którego nikt nie zauważył jeszcze dwie zapasowe. Za chwilę jesteśmy pod stadionem i tu uwaga, kibice z Rosji jak i Polski chodzą sobie gdzie chcą, mieszają, robią wspólne zdjęcia.

Są stoiska z gastronomią i pamiątkami. Coca Cola kosztuje 10,99, piwo 12 zł, hamburger 15 zł. Ceny nie niskie, ale to w końcu Euro, a po za tym i tak są kolejki.

Idziemy na sektor, tu już luzik. Tylko bramo furty takie jak na Okrzei, ale już nic nie sprawdzają. Już pierwsze wejście na obiekt robi wrażenie. Stadion tonie w biało-czerwonych barwach. Rosjanie nie rzucają się w oczy, bo są w podobnych kolorach.  Na trybunach jesteśmy półtorej godziny przed pierwszym gwizdkiem. Nie nudzimy się ani chwili. Cały czas prowadzący tą imprezę zapowiada kolejne atrakcje. Dodatkowo na telebimach leci mecz Czechy – Grecja.  Najpierw puszczają oficjalne piosenki  Euro 2012 Polski i Ukrainy , czyli Koko Spoko i  Wboliwaj czy jakoś tak. Potem hymny państwowe.  Przy rosyjskim gwizdy, nie jest to sympatyczne.  Z 50 tysięcy polskich gardeł natomiast niesie się Mazurek Dąbrowskiego.

Tuż po rozpoczęciu meczu część kibiców siada, nie na długo – To nie Powązki, tu się kibicuje, a nie umiera, wstawać k. mać – motywuje jeden z fanów.  Za chwilę już nikt nie siedzi. Jak kto umie tak dopinguje. Gdy w 19 minucie Polanski strzela gola , stadion eksploduje. W euforii kibice nie zauważyli, że bramka nie została uznana. Na chwilę stadion cichnie, gdy pada gol dla Rosjan, ale już za moment Polacy – nic się nie stało.  W tym czasie na murawie ląduje raca rzucona z sektora Rosjan. 55 tys. ludzi na stadionie patrzy jak dopala się na boisku.

Drugą połowę zaczynamy z wiarą, że uda się odrobić straty i jest. Gol Kuby Błaszczykowskiego doprowadza trybuny do  trudnej do opisanie euforii. Okazuje się, że Rassija  nie taka straszna jak ją  malują i też można jej  strzelić gola. Na 5 minut przed końcem na stadion wchodzi Policja. Zbrojni ustawiają się w kilku rzędach przed trybuną Rosjan. Podobno mieli wbiec po meczu na murawę. Rosjanie zostają na trybunach. Wynik 1-1 kibice odbierają jako dobry. Polacy zachowują szansę na awans.

Stadion opuszczamy sprawnie. Nie idziemy z resztą na most Poniatowskiego gdzie udaje się większość fanów. Potem dowiadujemy się, że służby bezpieczeństwa  znów blokują most. Wykorzystujemy to, że obok stadionu jest nowy dworzec kolejowy. Wsiadamy do pociągu, który zawozi nas na lotnisko. Tu zaskoczenie, bo okazuje się, że przystanek usytuowany jest po drugiej stronie lotniska, gdzie zostawiliśmy auto. No cóż nasza wina. Spacer nocą przez płytę, gdzie lądują i startują samoloty nie wchodzi w grę. Wsiadamy z powrotem do pociągu, wysiadamy na przystanku Warszawa- Rakowiec. Jest już północ. Na przystanku tramwajowym dowiadujemy się, że w centrum są dymy kibiców z Policją. Więcej dowiemy się na drugi dzień z telewizji.   Ruszamy z buta w kierunku parkingu. Po drodze stoi tramwaj. Obok niego trzy policyjne radiowozy, karetka pogotowia, w środku trwa udzielani pomocy. Po chwili karetka na sygnale rusza w kierunku centrum. Policja zostaje, ale  tramwaje ruszają. Dojeżdżamy do miejsca, gdzie zostawaliśmy auto.  Okazuje się, że na ten pomysł wpadło więcej fanów. Jeszcze wspólne śpiewanie, za chwilę ruszamy w drogę domu. W Gliwicach lądujemy o 5 rano, zmęczenie, ale zadowoleni. Wspomnienia pozostaną na całe życie.

Grzegorz Muzia

0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze