Znamy już komplet ćwierćfinalistów Pucharu Polski w sezonie 2023/24. Jedyna niespodzianką jest brak w ósemce Legii Warszawa. Obrońca trofeum przegrał z Koroną Kielce 1:2. W grze pozostaje jedna drużyna spoza Ekstraklasy, a jest nią Wisła Kraków, która wyeliminowała Resovię Rzeszów.
Najłatwiejsze zadanie miał Piast. Gliwiczanie bowiem trafili na autsajdera trzeciej ligi. Po pierwszej połowie wydawało się, że niebiesko-czerwoni łatwo wywalczą ten awans. Na początku drugiej połowy jednak stracili dwa gole i przez długą chwilę grali w dużej niepewności.
– Myślę, że pierwsza połowa przebiegała całkowicie pod naszą kontrolą. Trzeba jednak przyznać, że źle weszliśmy w drugą część meczu. Można powiedzieć, że “zostaliśmy w szatni”. Straciliśmy dwa głupie gole, ale cieszę się, że dobrze zareagowaliśmy na nie i odpowiedzieliśmy. Dla nas najważniejsze jest to, że meldujemy się w ćwierćfinale. Teraz musimy skupić się na przygotowaniach do niedzielnego meczu, aby tam też powalczyć o dobry wynik – powiedział po zakończonym spotkaniu Ariel Mosór.
Drużyna Piasta w Ekstraklasie ma miano najlepiej broniącej. W tym meczu pokazała jednak chwile słabości, które ewidentnie są konsekwencją zbytniego rozluźnienia w pierwszym kwadransie drugiej odsłony. Do doprowadziło do nerwowej sytuacji, ale na szczęście udało się uniknąć dogrywki.
– W pierwszej połowie zdecydowanie dominowaliśmy na boisku. Mogliśmy strzelić jeszcze więcej bramek, ale ostatecznie schodziliśmy do szatni z dwubramkowym prowadzeniem. Druga część meczu nie zaczęła się najlepiej i sami zafundowaliśmy sobie tę nerwówkę. Jeżeli chcemy być klasową drużyną, która gra o najwyższe cele, to nie możemy sobie tak skomplikować meczu na własne życzenie. Z 2-0 robi się niepotrzebny remis, mając sytuację na 3-2. Finalnie cieszymy się z tego awansu. Wiedzieliśmy, że musimy zagrać na maksa i nie było mowy o lekceważeniu przeciwnika – przyznał Grzegorz Tomasiewicz.
Gliwiczanie cztery z pięciu goli zdobyli po strzałach głową, co też jest godne odnotowania. Jedną z tych bramek strzelił Patryk Dziczek. Trzeba przyznać, ze pomocnik Piasta świetnie się zachował przy stałym fragmencie gry. Zdaniem pomocnika rywal okazał się bardziej wymagający niż wskazuje jego pozycja w hierarchii ligowej.
– Wiedzieliśmy, że Carina Gubin postawi wysoko warunki i będzie chciała wygrać to spotkanie. Mamy świadomość, że jak przyjeżdża drużyna z Ekstraklasy, to te zespoły, które grają niżej chcą się szczególnie pokazać. W drugiej połowie szybko straciliśmy bramkę i niepotrzebnie wprowadziliśmy nerwówkę. Całe szczęście, że później udało nam się zdobyć trzecią, czwartą i piątą bramkę. Efektem tego jest awans do kolejnej rundy. Z tego się cieszymy i jedziemy bardziej zbudowani na niedzielny mecz ligowy z Lechem Poznań. Chcielibyśmy podtrzymać tę dobrą passę – podsumowuje Dziczek.
W niedzielę Piast zagra z Lechem Poznań, który w 1.8 finału pokonał Arkę Gdynia 1:0. Spotkanie to odbędzie się w niedzielę o godzinie 12:30 na stadionie Lecha.
Opracowanie: piast.gliwice.pl
Cyt za: piast-gliwice.eu






















Jak powszechnie wiadomo dziś już nie ma słabych drużyn to łatwo nie było;)Nawet nie wiem czy Mosor może grać z Lechem.Za to Huk przy 2 bramce dla Cariny zachował sie jak junior.Wolę Munoza.
A czy może masz jakieś nieoficjalne info z klubu czy nasz Wilk wypatrzył jakiegoś napastnika z którym rozmawiamy?
Cisza jak makiem zasiał.Za to Wilczek znowu uraz.
Wiek robi swoje
Po tych kontuzjach prędko do formy nie wróci