Drużyna Piasta jesienią był cieniem zespołu, który wiosną 2022 roku wygrywała mecze i ostatecznie zakończyła sezon na 5 miejscu. Wydawało się, że w nową kampanię podopieczni Waldemara Fornalika wejdą z przytupem, szczególnie że udało się ściągnąć z powrotem Jorge Felixa, a potem jeszcze do ekipy z Okrzei dołączył Patryk Dziczek. Niestety tak się nie stało. Niebiesko-czerwoni pierwszą część sezonu zakończyli na 16 miejscu.
W konsekwencji pod koniec października klubowe władze zdecydowały się na zmianę trenera. Fornalika zastąpił Alexandar Vuković. Efekt nowej miotły jednak nie zadziałał, choć udało się jeszcze zdobyć cztery punkty i dzięki temu zachować kontakt z zespołami z bezpiecznej strefy. Wszyscy jednak podkreślali, że możliwości i potencjał sportowy drużyny z Okrzei jest o wiele większy niż lokata w tabeli. Nowy trener miał prawie trzy miesiące, aby zmienić sposób grania i poprawić wszystko to co nie funkcjonowało. Gry kontrolne zdawały się potwierdzać, że wszystko idzie w dobrą stronę. Sparingi jednak to nie to samo, co mecze o punkty. Nie mniej jednak Piast był faworytem starcia z Jagiellonią.
Gliwiczanie dobrze zaczęli ten mecz. Atakowali, szybko przemieszczali się do przodu i stwarzali sytuacje, ale piłka nie chciała wpaść do bramki. Po zmianie stron podopieczni Alexandra Vukovicia jeszcze bardziej podkręcili tempo, ale to Jagiellończycy cieszyli się z gola. Udało się szybko wyrównać Kamilowi Wilczkowi, ale więcej bramek już gliwiczanie na swoim koncie nie dopisali i mecz zakończył się wynikiem remisowym 1:1, który nie usatysfakcjonował zawodników z Okrzei.
– Wszyscy pokazaliśmy, że zasługiwaliśmy na zwycięstwo w tym meczu. Dominowaliśmy, byliśmy agresywni, dużo biegaliśmy, mieliśmy słupki i poprzeczki, ale to rywale otworzyli wynik, strzelając bramkę życia i musieliśmy gonić. Odrobiliśmy tę stratę i później znowu mieliśmy sytuacje. Jesteśmy rozczarowani wynikiem, ale budujące jest to, że byliśmy lepszym zespołem i zasługiwaliśmy na zwycięstwo – tak ocenił wynik tego meczu Kamil Wilczek, autor gola dla Piasta.
Wilczek rozegrał pełne spotkanie, po raz pierwszy od wrześniowego meczu z Górnikiem Zabrze. To może świadczyć o tym, że piłkarz jest dobrze przygotowany do tej części sezonu, ale niepokojące jest to, że to aktualnie to jedyny doświadczony napastnik w drużynie. W przerwie zimowej klub wypożyczył Rauno Sappinena i Alberto Torila, nie zatrudniając żadnego zawodnika na pozycję nr 9. Oby nie przydarzyła mu się kontuzja.
Kluczem do dominacji na boisku jest dobra gra w środku pola. Wydaje się, że pod tym względem linia pomocy spisała się bez zarzutu. Defensywni pomocnicy rozbijali ataki nie dopuszczając rywali do stwarzania sobie sytuacji. Kądziorowi i Chrapkowi udało się też wykreować kilka akcji, które przy odrobinie szczęścia Wilczek, Felix czy Ameyaw mogli zdobyć bramki. W tej formacji dobre spotkanie rozegrał Patryk Dziczek, który także nie krył rozczarowania po końcowym gwizdku.
– Po tym meczu czujemy niedosyt i jesteśmy źli. Uważam, że powinniśmy trzy punkty powinny zostać przy Okrzei. Byliśmy lepszą drużyną, która stworzyła więcej sytuacji. Jagiellonia w drugiej połowie oddała jeden celny strzał, który zamienił się na bramkę i trzeba było gonić wynik. Na pewno jesteśmy zdenerwowani, ale już od jutra zaczynamy pracę przed kolejnym meczem – podsumowuje Dziczek.
Najwięcej pretensji w tym meczu można mieć do defensorów. Obrona jeden błąd dopuszczając do strzału Łaskiego, co niestety przełożyło się na gola. Takie sytuacje jednak się zdarzają, natomiast zarówno Czerwiński jak i Mósór grali nerwowo, momentami niepewnie, co być może wynikało ze stawki tego meczu, która jednak była dość wysoka, bo zapewnienie sobie dobrego startu do rundy rewanżowej. Wahadłowi: Pyrka i Katranis też mogli więcej wnieść do gry szczególnie w przodzie.
Niedawno w rozmowie z Przeglądem Sportowym Bogdan Wilk stwierdził, że największym sukcesem transferowym tego okna było zatrzymanie w klubie Frantiska Placha. Niewątpliwie jest to osiągnięcie, bo Słowak jest jednym z najlepszych bramkarzy w PKO BP Ekstraklasie. Nie mniej jednak golkiperzy nie wygrywają spotkań, choć maja w tym czasem spory udział., W tym meczu Plach nie miał zbyt wiele okazji do interwencji, bo na jego bramkę oddano ledwie trzy celne strzały z czego jedne to gol, a pozostałe dwa łatwe do obrony.
Gliwiczanie mieli aż 18 prób uderzeń, co w tym sezonie jest rzadkością. Z tych 18 uderzeń 7 było celnych. Pod tym elementem było więc dobrze, ale padła tylko jedna bramka i tym faktem rozczarowany był Frantisek Plach.
– Bardzo chcieliśmy wygrać w tym meczu, bo na to zasłużyliśmy, ponieważ stworzyliśmy sporo szans. W końcówce mieliśmy sytuację po której mogła paść bramka dająca zwycięstwo, ale niestety nie dopisało nam szczęście. Szkoda tego spotkania, ale musimy również szanować jeden punkt. Teraz jest czas na wyciągniecie wniosków z tego spotkania i kontynuowanie przygotowań do następnego meczu ligowego w Częstochowie – przekonywał Plach.
Podsumowując: dużym plusem było to, że zawodnicy Piasta potrafili narzucić rywalowi swoje warunki, a nawet długimi momentami zdominować przeciwnika, ale aby wygrywać mecze trzeba być jednak skuteczniejszym.
– Nie raz widzieliśmy zwycięskie mecze drużyn, które potrafiły to zrobić po jednej sytuacji bramkowej. Wcześniej mieliśmy problem ze stwarzaniem okazji, ale podczas tego spotkania, z tego co widziałem, to oddaliśmy około osiemnaście strzałów, z czego 5-6 było bardzo groźnych. Dodatkowo trafiliśmy w słupek i poprzeczkę – analizował Alexandar Vuković
W następnej kolejce poprzeczka powędruje zdecydowanie wyżej, bo Piast jedzie do lidera – Rakowa Częstochowa. Paradoksalnie to może być jednak łatwiejsze spotkanie niż te z Jagiellonią, bo Raków musi wygrać, aby nie stracić przewagi nad Legią, która po pierwszej kolejce stopniał o dwa punkty.

Opracowanie: piast.gliwice.pl
Cyt. za: piast-gliwice.eu























Piast nie zawiódł?! 6-ta drużyna zeszłego sezonu nie potrafi sobie poradzić z 15 drużyną? Jakie my mamy aspiracje, utrzymanie czy górna połowa tabeli? Kto redaguje te tytuły? Taki wynik to dla Nas porażka do jasnej ciasnej!
Niestety ale w tym klubie zaczną rwać włosy na głowie dopiero w 29 kolejce z tym że wtedy będzie może już za późno.
Kto to widział aby w pierwszej drużynie mieć tylko jednego napastnika i do tego grającego bez jakiegoś szału. Do tego
Felix kompletnie bez formy i brak dobrego prawego obrońcy.
Widocznie ponad pół roku to za krótko dla naszego pseudo
dyrektora aby coś znaleźć.
Potrzebujemy znacznie więcej niż remisy. Obawiam się, ze sam Wilczek nie da rady. Nie wierze, ze pozbyliśmy się dwóch napastników i nie mamy planu by ich zastąpić przynajmniej jednym. Choćby juniorem.
Mam podobne odczucie iż jakiś napastnik się pojawi,chyba ze zarówno Torro jak i Rauno na obozie pokazali wybitna formę i trzymanie ich w składzie było pozbawione sensu
Pensja tych 2 asów zapewne starczy na ściągnięcie kogoś kto min te 7 bramek strzeli w tej rundzie