Jakub Szmatuła zakończył piłkarską karierę

Jakub Szmatuła zakończył piłkarską karierę – poinformował w środę klub z Okrzei. Pochodzący z Poznania bramkarz do Piasta trafił w lipcu 2008. Od tamtej pory z półroczną przerwą bronił barw gliwickiego klubu. 41-latek będzie teraz będzie wspólnie z Mateuszem Smudą trenował bramkarzy Piasta.

Szmatuła jeśli chodzi o wiek nie jest rekordzistą, ale niewątpliwie niewielu jest takich piłkarzy, nawet na tej pozycji, co tak długo kontynuowali karierę na ekstraklasowym poziomie. Zasadniczo jednak Szmatuła już od ponad dwóch lat nie stawał między słupkami. Ostatni raz w niebiesko-czerwonym trykocie wystąpił w marcu 2020 roku w wyjazdowym meczu Pucharu Polski przeciwko Lechii Gdańsk. Do pracy jako trener przygotowywał się już wcześniej. Po tym jak klub ogłosił przedłużenie umowy z Plachem, szansa na to aby być chociaż drugim spadły praktycznie do zera.

Jakub Szmatuła został zawodnikiem Piasta w lipcu 2008 roku. Przez ten czas w niebiesko-czerwponych barwach rozegrał łącznie 197 spotkań, w których 66 razy zachowywał czyste konta.  Razem z zespołem zdobył złoty, srebrny oraz brązowy medal mistrzostw Polski. W sezonie 2015/16 został wybrany najlepszym bramkarzem Ekstraklasy oraz został laureatem plebiscytu Katowickiego Sportu „Złote Buty”.

Aktualnie wierność klubowym barwom jest rzadkim zjawiskiem. Po spędzeniu pewnego czasu w jednym klubie zawodnicy często szukają nowych wyzwań i zmieniają otoczenie. Rzadkością są zawodnicy, którzy przez całą karierę lub znaczną jej część występują w tym samym zespole. Takim wyjątkiem jest, albo jak kto woli był Jakub Szmatuła.

Dla niego obecny sezon był już 15, w niebiesko-czerwonych barwach. Biorąc pod uwagę liczbę lat spędzonych w Piaście, pochodzący z Poznania zawodnik zrównał się z Leszkiem Dunajczykiem, Rudolfem Stachem i Jarosławem Kaszowskim. Wyprzedza go już tylko trzech piłkarzy: Jerzy Apostel, Ryszard Kałużyński i Tadeusz Pawlik.

Pierwszy kontakt z drużyną z Okrzei bramkarz miał w sezonie 2005/06, kiedy to występował w Górniku Polkowice.

– Przyznam, że za bardzo nie pamiętam tych spotkań. Za to kojarzę pojedynki z Piastem, jak broniłem w Warcie Poznań. W Gliwicach zremisowaliśmy 1:1. W Poznaniu przegraliśmy po golu Piotrka Petasza w doliczonym czasie gry. To były dobre mecze. Piast miał sporo sytuacji więc ja miałem dużo udanych interwencji. Zaraz potem ówczesny menadżer Piasta – Janusz Bodzioch zaproponował mi angaż w Piaście. Najpierw był telefon, ale nie odebrałem. Wysłał mi sms, że jest z Piasta i prosi o kontakt. Odbyła się rozmowa i tak się tu znalazłem – wspomina swój początki golkiper.

Szmatuła do drużyny dołączył, gdy jeszcze nie było wiadomo na jakim poziomie będzie grał Piast. Było to bowiem przed sezonem 2008/09, kiedy to przy zielonym stoliku decydowano o kształcie ówczesnej ekstraklasy. Przypomnijmy, że gliwiczanie zajęli wówczas trzecie miejsce, mieli grać w barażach, ale po degradacji klubów za korupcję ostatecznie wylądowali w Ekstraklasie.

– Jak dołączyłem do zespołu na zgrupowaniu w Kamieniu to nic nie zapowiadało, że Piast wkrótce awansuje do Ekstraklasy. Wszyscy pamiętają te zamieszanie po meczu z Polonią Warszawa. Najpierw awansu miało nie być, potem się okazało, że jednak zagramy. Od tego momentu jakoś to leci – zauważa Szmatuła.

Początki jednak łatwe nie były, bo choć urodzony w Poznaniu piłkarz był przykładem jak należy pracować 41. latek na treningach, zdyscyplinowany i omijały go poważniejsze kontuzje, to z miejscem w pierwszej jedenastce miał problem.

– Nie zawsze z uśmiechem wychodziło się na trening. Bywały czasy, kiedy nie łapałem się nawet do meczowej osiemnastki nie wiedząc nawet czemu, choć nie byłem gorszy od moich konkurentów. Zaciskałem więc zęby i pracowałem, bo wiedziałem, że za darmo nikt mi nic nie da – opowiada Szmatuła.

Po dwóch sezonach pobytu w elicie, niebiesko-czerwoni spadli z Ekstraklasy. Najlepszy bramkarz sezonu 2015/16 nie miał jednak w tym udziału, bo wiosną był wypożyczony do Górnika Zabrze. Wrócił, a dwa lata później Piast ze Szmatułą w bramce wygrał I ligę w imponującym stylu. Potem przyszły kolejne sukcesy i we wszystkich swój udział miał wychowanek Sokoła Rakoniewice.

– Tak się złożyło, że do każdego tego sukcesu swoją cegiełkę dołożyłem. Było wicemistrzostwo i mistrzostwo Polski, zostałem wybrany najlepszym bramkarzem Ekstraklasy, dostałem „Złote Buty” od „Sportu”, a to dla mnie najbardziej cenne indywidualne wyróżnienie. To wszystko tak szybko się wydarzyło. Wcześniej przecież nawet nie byłem w kadrze, grałem w rezerwach, a tu zostaje najlepszym bramkarzem, ale jak ktoś ciężko pracuje to w końcu ta nagroda przyjdzie – wzdycha zawodnik.

W życiu każdego człowieka, a szczególnie sportowca bywają takie chwile, których się nie zapomina do końca życia.

– Dużo tego było, ale wiadomo – pamięta się to co było niedawno. Myślę, że ten końcowy gwizdek sędziego Marciniaka po meczu z Lechem w mistrzowskim sezonie. Popłynęły łzy, długo to potem do mnie nie docierało. Może kiedyś będzie czas usiąść i to jakoś wszystko uporządkować – uśmiecha się.

Jakub Szmatuła – Piast Gliwice

W ciągu ostatnich 14 lat przez pierwszą drużynę przewinęło się kilkunastu bramkarzy nie tylko z Polski. Byli wśród nich lepsi i gorsi. Aktualnie numerem 1 jest Frantisek Plach. Dla Waldemara Fornalika Szmatuła nie był więc pierwszym wyborem, ale szkoleniowiec wiedział, że może liczyć na tego doświadczonego zawodnika.

– Cieszy to, że w końcu swoją postawą przekonałem do siebie trenerów. Teraz już mogę przekazywać kolegom swoją wiedzę i doświadczenie. Nawet jak oglądam mecz z ławki czy trybun to mocno trzymam za nich kciuki . To co osiągnąłem nikt mi nie zabierze. Awansu do Ekstraklasy, wicemistrzostwa, mistrzostwo, tytułów najlepszego bramkarza, to jest historia, ale ja mam w to w głowie i pamiątki domu – zaznacza.

W ostatnich 14 latach nie tylko zmieniali się bramkarze, ale też trenerzy. Było ich w tym czasie jedenastu. Który z nich najmocniej zapisał się w pamięci Kuby Szmatuły?

– Wszystkich mile wspominam, bo każdy coś wniósł do mojego rozwoju. Natomiast bardzo pomógł mi Krzysiu Szumski, który też przez moment był pierwszym trenerem i przez długi czas pracował w klubie i z pierwszą drużyną – podkreśla piłkarz.

Jakub Szmatuła swoje pierwsze piłkarskie kroki stawiał w klubach z Wielkopolski, ale potem grał na Dolnym Śląsku. Od 15 lat z rzadka jednak opuszcza Górny Śląsk.

– Rzeczywiście tak jest. W zasadzie pod Poznaniem bywam od święta. Wydaje mi się, ze jestem już gliwiczaninem. Tu jest moja praca, mój dom z Gliwicami wiąże też swoją przyszłość – mówi bramkarz mistrza Polski.

Najczęściej piłkarskie buty zawiesza się na kołku w wieku 35-38 lat. Granica ta jest nieco wyższa dla bramkarzy. Wiek jednak nie stanowi przeszkody w zdobywaniu najwyższych laurów, a przede wszystkim realizacji marzeń. Dino Zoff, jeden z najsłynniejszych golkiperów świata, karierę zakończył mając 41 lat. Szmatuła ten wiek już osiągnął i też postanowił zakończyć przygodę zawodniczą, ale butów na przysłowiowym kołku nie zawiesza

– Co można powiedzieć. Kariera piłkarza nie trwa wiecznie, więc ta chwila musiała kiedyś nadejść. Zdecydowałem się zakończyć moją przygodę z piłką, jako zawodnik i chcę teraz w stu procentach oddać się pracy trenerskiej. Jestem wdzięczny klubowi za zaufanie i szansę, by zacząć ją już teraz. Na oficjalne pożegnanie z murawą przyjdzie jeszcze czas, a teraz przebieram się w czerwony dres i rozpoczynamy przygotowania do rundy wiosennej – powiedział Jakub Szmatuła w rozmowie z oficjalną stroną klubu.

Piast Gliwice – występy wg sezonów

Jerzy Apostel – 21
Ryszard Kałużyński – 20
Tadeusz Pawlik – 16
Lesław Dunajczyk – 15
Rudolf Stach – 15
Jakub Szmatuła – 15
Lesław Gil – 14
Jarosław Kaszowski – 14
Ryszard Majka – 13
Jan Mirka – 12
Jan Szczech – 11
Grzegorz Żmuda – 11
Andrzej Śliz – 10
Andrzej Sala – 10
Marcin Żemaitis – 10
Adam Statowski – 10
Stanisław Kwietniowski – 10

Opracowanie; piast.gliwice.pl

2 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
Max.

W takich chwilach czuje, że się starzeję. Dziękuję Kuba. Byłeś i jesteś wielki.

Catcher

Wielki szacun i podziękowania za te wszystkie lata.