Wokół Damiana Kądziora ostatnio było dużo szumu medialnego, głównie za sprawą potencjalnego transferu, ale też jego powrotu na boisko po dłuższej przerwie. Przypomnijmy, że przez ostatnie kilka tygodni trwały negocjacje z Lechem Poznań, który był zainteresowany zatrudnieniem tego piłkarza. Sprawa jednak upadła, bo włodarze „Kolejorza” nie byli chętni wyłożyć kwoty, która by satysfakcjonowała klub z Okrzei.  

Kądzior pozostał więc w Gliwicach, choć jak przyznał dyrektor sportowy Piasta – Bogdan Wilk do klubu wpłynęły zapytania z innych drużyn. Nie jest więc przesądzone, że piłkarz zostanie w Gliwicach.

W poprzednim sezonie, szczególnie w rundzie wiosennej 30-latek był wiodącą postacią w zespole. Kreował grę, strzelał bramki i zaliczał asysty. Z powodu kontuzji jednak nie trenował z drużyną w okresie przygotowawczym.

– Te problemy ciągnęły się za mną już kilka miesięcy. Z tym urazem grałem praktycznie całą końcówkę sezonu. Nie da się tak zrobić, aby wszystko z dnia na dzień wróciło – mówił po meczu z Zagłębiem Lubin na antenie Canal+Sport Kądzior.

Jego brak był widoczny w przegranym 0:2 meczu z Jagiellonią Białystok.  Spotkanie z Zagłębiem Lubin rozpoczął na ławce rezerwowych, ale pojawił się na murawie w 67 minucie zmieniając Alberto Torila. Mógł zanotować przysłowiowe wejście smoka, bo szybko miał sytuację bramkową, a potem kolejne. Żadnej jednak nie zamienił na gola.

– Cieszę się, ze dziś zagrałem więcej niż 20 minut. Miałem tych sytuacji tyle, ile w trzech ostatnich meczach minionego   sezonu, ale nie wiem czy to dobrze czy źle, bo żadnej nie wykorzystałem. Nie mniej jednak jest to jakiś powód do optymizmu na przyszłość – analizuje zawodnik.

Czasem tak bywa, gdy bardzo się chce to nie wychodzi i tak było w przypadku Kądziora. Pomocnik robił co mógł, aby pomóc drużynie, zabrakło jednak precyzji i wyrachowania.

– W pierwszych 10  minutach  ruszyłem tak mocno, że potem jak miałem piłkę to już było ciężko coś z nią zrobić. Czucie piłki to jedno, a drugie, że przegrywaliśmy  a czasu było mało. Chciałem pomóc drużynie, ale to nie jest takie proste po takiej przerwie w grze. W treningu jestem dopiero dwa tygodnie. Jest lepiej, ale jeszcze trochę tych sił brakuje. Ważne jednak, że wracam do zdrowia – wyjaśnia.

Czytaj też Piast – Zagłębie, pod szatniami

W 90 minucie spotkania Tom Hateley wykonywał rzut wolny tuż przed linią pola karnego. Gracz Piasta nie zdecydował się jednak na strzał, tylko podał piłkę do Kądziora. Ten uderzył w światło bramki, ale zbyt lekko i futbolówkę zatrzymał zawodnik Zagłębia.

– Po tym zagraniu Tomiego widziałem, że wszyscy poszli w bramkę, a ja miałem cały róg odsłonięty,  kopnąłem piłkę jednak w zawodnika, który stał naprzeciw mnie. Niestety przegrywamy drugi mecz z rzędu i  nie strzelamy żadnej bramki – podsumował Kądzior.

Konsekwencją porażki jest spadek na przedostatnie miejsce w tabeli i jest to powód o niepokoju, bo gliwiczan czekają teraz dwa bardzo trudne wyjazdy. Najpierw Piast zmierzy się z Legią Warszawa, a potem z rewelacyjnie spisującą się Cracovią. Czas jednak pracuje na korzyść Damian Kądziora i klubu z Okrzei. Jeśli uda się poprawić skuteczność, to jest szansa na zdobycie pierwszych punktów już w Warszawie.

W meczu z Zagłębiem Lubin zabrakło skuteczności

Opracowanie: piast.gliwice.pl
Cyt za: Canal+sport