Jakub Szmatuła przez kolejne 12 miesięcy będzie zawodnikiem Piasta Gliwice. To obecnie najdłuższy stażem piłkarz drużyny z Okrzei. 41-letni bramkarz do Piasta trafił w 2008 roku z Warty Poznań. Od tamtej pory rozegrał 197 spotkań. W tym czasie sięgnął po trzy medale mistrzostw Polski. Obecnie w PKO BP Ekstraklasie nie ma czynnego zawodnika, który miałby tak długi staż w jednym klubie.
Aktualnie wierność klubowym barwom jest coraz rzadziej spotykana. Po spędzeniu pewnego czasu w jednym klubie zawodnicy często szukają nowych wyzwań i zmieniają otoczenie. Rzadkością są zawodnicy, którzy przez całą karierę lub znaczną jej część występują w tym samym zespole. Takim wyjątkiem jest Jakub Szmatuła.
Dla niego będzie to już 15 sezon w niebiesko-czerwonych barwach. Biorąc pod uwagę liczbę lat spędzonych w Piaście, pochodzący z Poznania zawodnik zrównał się z Leszkiem Dunajczykiem, Rudolfem Stachem i Jarosławem Kaszowskim. Wyprzedza go już tylko trzech piłkarzy: Jerzy Apostel, Ryszard Kałużyński i Tadeusz Pawlik.
Pierwszy kontakt z drużyną z Okrzei bramkarz miał w sezonie 2005/06, kiedy to występował w Górniku Polkowice.
– Przyznam, że za bardzo nie pamiętam tych spotkań. Za to kojarzę pojedynki z Piastem, jak broniłem w Warcie Poznań. W Gliwicach zremisowaliśmy 1:1. W Poznaniu przegraliśmy po golu Piotrka Petasza w doliczonym czasie gry. To były dobre mecze. Piast miał sporo sytuacji więc ja miałem dużo udanych interwencji. Zaraz potem ówczesny menadżer Piasta – Janusz Bodzioch zaproponował mi angaż w Piaście. Najpierw był telefon, ale nie odebrałem. Wysłał mi sms, że jest z Piasta i prosi o kontakt. Odbyła się rozmowa i tak się tu znalazłem – wspomina swój początki golkiper.
Szmatuła do drużyny dołączył, gdy jeszcze nie było wiadomo na jakim poziomie będzie grał Piast. Było to bowiem przed sezonem 2008/09, kiedy to przy zielonym stoliku decydowano o kształcie ówczesnej ekstraklasy. Przypomnijmy, że gliwiczanie zajęli wówczas trzecie miejsce, mieli grać w barażach, ale po degradacji klubów za korupcję ostatecznie wylądowali w Ekstraklasie.
– Jak dołączyłem do zespołu na zgrupowaniu w Kamieniu to nic nie zapowiadało, że Piast wkrótce awansuje do Ekstraklasy. Wszyscy pamiętają te zamieszanie po meczu z Polonią Warszawa. Najpierw awansu miało nie być, potem się okazało, że jednak zagramy. Od tego momentu jakoś to leci – zauważa Szmatuła.
Początki jednak łatwe nie były, bo choć urodzony w Poznaniu piłkarz był przykładem jak należy pracować na treningach, zdyscyplinowany i omijały go poważniejsze kontuzje, to z miejscem w pierwszej jedenastce miał problem.
– Nie zawsze z uśmiechem wychodziło się na trening. Bywały czasy, kiedy nie łapałem się nawet do meczowej osiemnastki nie wiedząc nawet czemu, choć nie byłem gorszy od moich konkurentów. Zaciskałem więc zęby i pracowałem, bo wiedziałem, że za darmo nikt mi nic nie da – opowiada Szmatuła.
Po dwóch sezonach pobytu w elicie, niebiesko-czerwoni spadli z Ekstraklasy. Najlepszy bramkarz sezonu 2015/16 nie miał jednak w tym udziału, bo wiosną był wypożyczony do Górnika Zabrze. Wrócił, a dwa lata później Piast ze Szmatułą w bramce wygrał I ligę w imponującym stylu. Potem przyszły kolejne sukcesy i we wszystkich swój udział miał wychowanek Sokoła Rakoniewice.
– Tak się złożyło, że do każdego tego sukcesu swoją cegiełkę dołożyłem. Było wicemistrzostwo i mistrzostwo Polski, zostałem wybrany najlepszym bramkarzem Ekstraklasy, dostałem „Złote Buty” od „Sportu”, a to dla mnie najbardziej cenne indywidualne wyróżnienie. To wszystko tak szybko się wydarzyło. Wcześniej przecież nawet nie byłem w kadrze, grałem w rezerwach, a tu zostaje najlepszym bramkarzem, ale jak ktoś ciężko pracuje to w końcu ta nagroda przyjdzie – wzdycha zawodnik.
W życiu każdego człowieka, a szczególnie sportowca bywają takie chwile, których się nie zapomina do końca życia.
– Dużo tego było, ale wiadomo – pamięta się to co było niedawno. Myślę, że ten końcowy gwizdek sędziego Marciniak po meczu z Lechem w mistrzowskim sezonie. Popłynęły łzy, długo to potem do mnie nie docierało. Może kiedyś będzie czas usiąść i to jakoś wszystko uporządkować – na razie jednak trzeba trenować i grać – uśmiecha się
W ciągu ostatnich 14 lat przez pierwszą drużynę przewinęło się kilkunastu bramkarzy nie tylko z Polski. Byli wśród nich lepsi i gorsi. Aktualnie numerem 1 jest Frantisek Plach. Dziś więc nie jest pierwszym wyborem dla Waldemara Fornalika, ale szkoleniowiec wie, że może liczyć na tego doświadczonego zawodnika.
– Cieszy to, że w końcu swoją postawą przekonałem do siebie trenerów. Teraz już mogę przekazywać kolegom swoją wiedzę i doświadczenie. Nawet jak oglądam mecz z ławki czy trybun to mocno trzymam za nich kciuki . To co osiągnąłem nikt mi nie zabierze. Awansu do Ekstraklasy, wicemistrzostwa, mistrzostwo, tytułów najlepszego bramkarza, to jest historia, ale ja mam w to w głowie i pamiątki domu – zaznacza.
W ostatnich 13 latach nie tylko zmieniali się bramkarze, ale też trenerzy. Było ich w tym czasie jedenastu. Który z nich najmocniej zapisał się w pamięci Kuby Szmatuły?
– Wszystkich mile wspominam, bo każdy coś wniósł do mojego rozwoju. Natomiast bardzo pomógł mi Krzysiu Szumski, który też przez moment był pierwszym trenerem i przez długi czas pracował w klubie i z pierwszą drużyną – podkreśla piłkarz.
Jakub Szmatuła swoje pierwsze piłkarskie kroki stawiał w klubach z Wielkopolski, ale potem grał na Dolnym Śląsku. Od 14 lat z rzadka jednak opuszcza Górny Śląsk.
– Rzeczywiście tak jest. W zasadzie pod Poznaniem bywam od święta. Wydaje mi się, ze jestem już gliwiczaninem. Tu jest moja praca, mój dom z Gliwicami wiąże też swoją przyszłość po zakończeniu kariery zawodniczej – mówi bramkarz mistrza Polski.
Najczęściej piłkarskie buty zawiesza się na kołku w wieku 35-38 lat. Granica ta jest nieco wyższa dla bramkarzy. Wiek jednak nie stanowi przeszkody w zdobywaniu najwyższych laurów, a przede wszystkim realizacji marzeń. Dino Zoff, jeden z najsłynniejszych golkiperów świata, karierę zakończył mając 41 lat. Szmatuła ten wiek już osiągnął i nie zamierza kończyć.
– Chcę grać jak najdłużej, ale powoli trzeba myśleć o zakończeniu kariery. Ukończyłem kurs trenera UEFA B, ale jak będzie zdrowie, bo siła i chęci są, to jeszcze będę chciał pomóc chłopakom na boisku i powalczyć o miejsce w składzie – zdradza swoje najbliższe plany 41-latek.
Piast Gliwice – występy wg sezonów
Jerzy Apostel – 21
Ryszard Kałużyński – 20
Tadeusz Pawlik – 16
Lesław Dunajczyk – 15
Rudolf Stach – 15
Lesław Gil – 14
Jarosław Kaszowski – 14
Jakub Szmatuła – 14
Ryszard Majka – 13
Jan Mirka – 12
Jan Szczech – 11
Grzegorz Żmuda – 11
Andrzej Śliz – 10
Andrzej Sala – 10
Marcin Żemaitis – 10
Adam Statowski – 10
Stanisław Kwietniowski – 10
Wywiad: archiwum piast.gliwice.pl
























Kawał dobrej i pozytywnej historii! Dziękujemy za wszystko
Taki rezerwowy bramkarz to skarb. Doświadczenie,mental, ktoś może powiedzieć,że dziadek. A i owszem. Taki dziadek,to złoto. Gwarancja odpowiedniej jakości.
Panowie wyniki sparringów nie mają znaczenia ale jakieś wnioski można wyciągnąć. I po wczorajszym meczu widać jak na dłoni że jak Fero teraz odejdzie to będzie dramat. Gol z 25-30 metrów na wysokości rąk bramkarz ani drgnął.Znalezienie dobrego następcy to będzie nie lada problem.
Może właśnie Kuba dlatego przedłużył umowę
Dokładnie,są bramkarze jak Kuba czyli wiecznie żywi, a są tacy jak Szymański,czyli wieczni rezerwowi.