Wyszliśmy jak po swoje – Martin Konczkowski

Przed meczem z Wisłą w Gliwicach panował umiarkowany optymizm. Zespół dobrze wykorzystał stosunkowo krótki czas na przygotowanie się do tego i następnych spotkań. Nawet jednak najwięksi optymiści nie spodziewali się, że zwycięstwo będzie tak okazałe.

–    Nie mogliśmy lepiej zacząć. Mamy pierwszą minutę i strzelamy bramkę, a po 12 minutach jest już  2:0. Niewątpliwie mogła mieć na to wpływ sytuacja. Nawet ta zimowa przerwa nie bywała tak długa,. Brak treningów, potem zajęcia w małych grupach. To było trudne dla wszystkich. Zawsze wtedy przy starcie jest jakaś niewiadoma, ale mamy mocny zespół, pewny swoich umiejętności, stąd taki wynik – mówi Martin Konczkowski.

Krakowianie tylko przez kilkanaście minut drugiej połowy byli w stanie nawiązać walkę z gospodarzami. Przez resztę meczu w zasadzie asystowali gliwiczanom na murawie.

–  Od początku wyszliśmy jak po swoje. Narzuciliśmy swoje warunki. W defensywie zagraliśmy bardzo konsekwentnie. Nie daliśmy krakowianom swobody w rozegraniu. W konsekwencji wyszedł bardzo dobry mecz w wykonaniu całej drużyny – analizuje „Konczi”.

Przed przerwaniem rozgrywek Wisła zanotowała serię ośmiu spotkań bez porażki. W starciu z Piastem jednak podopieczni Artura Skowronka popełnili serię szkolnych wręcz błędów.

– Wisła popełniła kilka błędów, które my od razu wykorzystaliśmy. To cieszy, bo w niektórych poprzednich spotkaniach gra wyglądała nieźle, ale szwankowała skuteczność, dziś tego już nam  nie zabrakło – zauważa pomocnik.

Spotkanie było rozgrywane przy pustych trybunach. Obowiązywały też wyjątkowe procedury.

– Wiedzieliśmy jak to będzie wyglądać. Starałem się o tym nie myśleć. Żyjemy z wirusem od dłuższego czasu, maseczki, obostrzenia. Atmosfera rzeczywiście była specyficzna, ale  najważniejsze to co na boisku, a tu dla nas było dobrze – podkreśla zawodnik Piasta.

W poprzednim sezonie Konczkowski był  miał najwięcej asyst w Piaście, nie zabrakło też goli. W obecnym już tak dobrze nie jest, ale w meczu z Wisłą wreszcie zanotował asystę pierwszego stopnia.

– Mi ten sezon ciężko zaliczyć do udanych. Najpierw ciągnąca się kontuzja, potem szukałem optymalnej formy. Teraz ta gra jest już na niezłym poziomie, a taka asysta doda tylko wiary we własne umiejętności – uśmiecha się „Konczi”.

– Cieszy jednak to, że trener mi zaufał. Myślę, że najważniejsze jest zwycięstwo, a nie indywidualne osiągniecia. Zrobiliśmy to w dobrym stylu – dodaje.

Przed Piastem teraz mecz z Koroną, po którym liga przyśpieszy. Czasu na treningi już nie będzie.

– Po takiej długiej przerwie, teraz nic tylko grać. Fajnie, ze gramy w piątek, a potem mamy mały maraton. Nie będzie rozprężenia tą wygraną. Twardo stąpamy po ziemi, będziemy się starać robić swoje – komentuje Martin Konczkowski.

Opracowanie: piast.gliwice.pl

1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
orion

Ogląda ktoś mecz w Płocku?Wychodzi na to że w Kielcach czeka nas ciężka przeprawa.Nigdy nie grało nam się tam dobrze.Jestesmy silni ale też Korona wygląda dużo lepiej niż Wisła Kraków. Oby King odpowiednio ustawił druzyne i będzie dobrze.Ciekaw jestem też czy Sokołowski wróci do składu?