Po 33 kolejkach Legia miała cztery punkty przewagi nad Piastem. Gdyby warszawianie pokonali u siebie drużynę z Gliwic, to mogliby już zacząć mrozić szampany.
Trudno bowiem byłoby w trzech ostatnich spotkaniach odrobić siedmiopunktową stratę. Gospodarze mieli za sobą nie tylko kibiców i swój stadion, ale też przewagę psychologiczną. W rundzie zasadniczej dwukrotnie bowiem pokonali niebiesko-czerwonych i to wyraźnie, bo 3:1 i 2:0. Nigdy też w historii nie przegrali na Łazienkowskiej z drużyną z Okrzei. Po stronie gości była jednak wiara i bardzo dobra forma.
– Wiemy, że Legia jest mocną drużyną. My jednak skupiamy się na sobie, idzie nam dobrze, czujemy się mocni. Na boisku jesteśmy pewni swoich umiejętności i jedziemy do Warszawy po trzy punkty. Od nas będzie zależeć jak potoczy się spotkanie. Jak zagramy na swoim, bardzo dobrym poziomie, to bez względu na okoliczności jesteśmy w stanie ich pokonać – mówił przed wyjazdem do stolicy Martin Konczkowski.
Początek tego spotkania zdawał się potwierdzać, że większa presja jest na gospodarzach. Legioniści grali niedokładnie, a już w 3 minucie Dziczek oddał celny strzał z którym jednak poradził sobie Cierzniak. Potem wydawało się, że gospodarze zaczynają opanowywać sytuację, ale w 14 minucie goście wyprowadzili kontrę po której Konczowski na pełnym biegu dograł piłkę w pole karne, a tam na 7 metrze sam był już Badia, który strzałem bez przyjęcia z lewej nogi otworzył i jak się potem okazało zamknął wynik tego spotkania. Gerard Badia wyszedł w pierwszym składzie dlatego, że za czerwoną kartkę pauzował Jorge Felix. Kto wie, jakby się potoczyło to spotkanie i losy mistrzostwa, gdy Hiszpan mógł grać.
To była jednak dopiero 17 minuta. Legioniści otrząsnęli się i w 38 minucie stworzyli sobie dogodną okazję na wyrównanie. Carlitos uciekł obrońcom Piasta, ale jego strzał obronił Plach. Po chwili piłka po strzale Kucharczyka odbiła się od spojenia słupka z poprzeczką. Gospodarze cały czas podkręcali tempo, ale w końcówce tej połowy Piast odzyskał inicjatywę i dowiózł korzystny wynik do przerwy.
Cel na drugą połowę wydawał się oczywisty. Nie stracić gola i jeszcze dołożyć drugą bramkę i tym samym powtórzyć wynik z Gdańska. Legia jednak więcej goli w tym sezonie strzelała rywalom po przerwie. W 49 minucie gospodarze wypracowali sobie pierwszą okazję na wyrównanie. Po dograniu z prawej strony – Hamalainen celnie strzelał głową, ale Plach przeniósł piłkę nad poprzeczką. Gliwiczanie przetrzymali to i sami zaczeli naciskać. W 57 minucie po rzucie wolnym wykonywanym przez Badię – Sedlar zdołał oddać strzał głową po którym piłka o centymetry minęła słupek bramki pilnowanej przez Cierzniaka. W 60 minucie natomiast Hateley uderzył z dystansu, bramkarz Legii końcami palców zbił piłkę na poprzeczkę, jeszcze dopadł do niej Parzyszek, ale zdołał skutecznie dokończyć dzieła Anglika. W 67 minucie Valencia ograł dwóch graczy gospodarzy, ale trafił tylko w słupek. Potem przewagę mieli gospodarze, ale gliwiczanie bronili się skutecznie, a jeszcze mieli w bramce Frantiska Placha, który wybronił m.in. dwa strzały Williama Remy. Wielka Legia, jedyny faworyt do zdobycia mistrzostwa nie dała rady nawet strzelić gola drużynie, którą przed sezonem skazywano na walkę o utrzymanie.
– Wygraliśmy z Lechią, z Legią, pokazaliśmy, że Piast ma siłę i dobrych zawodników. Mamy szanse na tytuł. A skoro są szanse, to musimy walczyć. To byłaby ogromna niespodzianka, w poprzednim sezonie walczyliśmy przecież o utrzymanie do ostatniej kolejki. Mamy trzy mecze do końca sezonu, z tego dwa u siebie. Nie wiem, na którym miejscu skończymy ligę, ale jestem przekonany, że zabawa o tytuł będzie trwała do samego końca – mówił po tym meczu Gerard Badia.
– Można wygrać z Legią w Warszawie, gdy drużyna jest w słabszej formie. Natomiast gdy gra fajną piłkę, jest w niezłej dyspozycji, to tym bardziej wygrana dobrze smakuje. By to było możliwe, każdy musiał zagrać na sto procent swoich możliwości. Legia ma nad nami punkt przewagi, jest w lepszej sytuacji, ale gramy dalej o swoje. Gramy o mistrzostwo, trudno bym dziś powiedział, że jest inaczej. Każdy kolejny mecz będzie niezwykle istotny. Mamy tydzień by się solidnie przygotować na końcówkę ligi – tak natomiast podsumował wyczyn swoich podopiecznych Waldemar Fornalik.
Dobre wieści napłynęły też z Krakowa, gdzie tamtejsza Cracovia ograł Lechię Gdańsk 2:0. Tym samym Piast wskoczył na drugie miejsce w tabeli.
04.05.2019 – Warszawa, ul, Łazienkowska
Legia Warszawa – Piast Gliwice 0:1 (0:1)
Bramka:
0:1 – 13 min Gerard Badia (asysta Martin Konczkowski)
LEGIA: Radosław Cierzniak – Marko Vesović, Artur Jędrzejczyk, William Remy, Luis Rocha – Domagij Antolić (Mirosłav Radović 84’), Andre Martins – Michal Kucharczyk (Juri Medeiros 46’), Kasper Hamalainen, Sebastian Szymański – Carlitos (Sandro Kulenović 73’)
Rezerwowi: Arkadiusz Malarz, Paweł Stolarski, Mateusz Wieteska, Cafu,
Trener: Aleksandar Vuković
Opracowanie: piast.gliwice.pl
Foto: Jan Szurek/legia.net
























To była najpiękniejsza wiosna w moim życiu. Aż ciężko uwierzyć jak wszystko się powywracało do góry nogami i jak bardzo brakuje takich spotkań jak to z Legia czy Jagą. „To były piękne dni, naprawdę piękne dni(…)” 😉
Szalony, niesamowity sezon!
TAK 🙂 i jeszcze w czerwcu… co najmniej, będziemy mogli pisać i śpiewać
Mistrzem Polski Jest
Ukochany Nasz
Mistrzem Polski Jest
Nasz Piast Gliwice
Hej Nie płacz Legio
Na Nic Twe Żale
Mistrzem Polski Jest
Mistrzem Polski Jest
Piast Gliwice
Było pięknie.