Joachim Marx wygrał z koronowirusem

Joachim  Marx to rodowity gliwiczanin. Urodził się 31 sierpnia 1944, czyli gdy jeszcze gród znad Kłodnicy leżał w niemieckich granicach. Tego jednak pewnie nie pamięta.

Joachim Marx na zdjęciu po prawej/foto: polsatsport.pl

Swoją przygodę z piłką zaczynał w Sośnicy Gliwice, szybko jednak trafił do GKS Gliwice, czyli wylęgarni piłkarskich talentów. Występował na pozycji środkowego napastnika. Jeszcze przed fuzją w 1963 roku  stał się pierwszoligowym zawodnikiem Gwardii Warszawa.

Najlepsze lata klubowej kariery przeżywał jednak na Śląsku, a konkretnie w Ruchu Chorzów, w którym występował w latach 1969–1975, rozgrywając 162 mecze w ekstraklasie i zdobywając 66 bramek. W 1974 i 1975 wywalczył tytuły mistrza Polski z Ruchem, zaś w 1974 Puchar Polski.

Reprezentacyjną karierę Joachim Marx rozpoczął w 1966, debiutując w meczu z Izraelem (0:0). W reprezentacji rozegrał 23 mecze, w których strzelił 10 goli. Do dorobku tego wpisują się również 4 występy w reprezentacji olimpijskiej i 2. zdobyte w niej bramki.  W 1972 roku wywalczył z kadrą złoty medal na igrzyskach olimpijskich w Monachium. Dwa lata później choroba wykluczyła go z kadry na pamiętne Mistrzostwa Świata w których Polska zajęła trzecie miejsce.

W 1975 roku wyjechał do Francji, gdzie występował w klubie RC Lens w latach 1975–1979. Z klubem z Lens zdobył wicemistrzostwo Ligue 1 w 1977 r. Karierę zakończył w 1982 w prowincjonalnym klubie US Nœux-les-Mines. Po zakończeniu kariery zawodniczej założył szkółkę piłkarską w Liévin.

Joachim Marx – lata 70-te XX wieku/ foto Ruch Chorzów – ywitter

Francja jest jednym z  pięciu najbardziej dotkniętych pandemii ą koronowirusa krajów na świecie. Niestety nie ominęło to także gliwiczanina.

– Zbijałem temperaturę paracetamolem. Miałem takie wahania, że o godzinie 15.00 termometr pokazywał 39,9, a dwie godziny później 36,6. Trzy dni przeleżałem w domu w półśpiączce. Nie byłem w stanie otworzyć oczu. Udawało się czasem na kilkanaście sekund, to patrzyłem w sufit. Ciało miałem tak rozgrzane, że piekły mnie policzki. Nie miałem siły wstać nawet do toalety. Czekałem do ostatniej chwili z załatwieniem się, żeby nie chodzić po dwa, trzy razy, dopiero po zbiciu temperatury tabletką dawałem radę podnieść się z łóżka. Nie mogłem mówić, męczyłem się po paru słowach. Wydawało mi się, że nie ma mnie już na ziemi. W pewnym momencie doszła do 41,2 stopni. Wtedy karetka zabrała mnie do szpitala. Trafiłem tam na dziesięć godzin, pod kroplówkę. W środku nocy, o godzinie 2, lekarze powiedzieli, że nic groźnego mi nie dolega i nie mogą mnie dłużej trzymać. Odwieźli mnie do domu – tak opisuje początek swojej choroby Marx w rozmowie z sportowefakty.wp.pl..

To był jednak dopiero początek walki z wirusem.

– To był koszmar, tylko tak mogę określić tę chorobę. Czułem zapachy nie z tej planety. Nie mogłem umyć zębów pastą, od razu mnie cofało, wypluwałem ją. Przez dwa tygodnie płukałem usta samą wodą. Kiedy żona robiła w kuchni obiad i zapach do mnie docierał, miałem odruch wymiotny. Przez całą chorobę chciało mi się wymiotować i ciągle czułem smród. Odpychający swąd nie do zniesienia, jakby ktoś wylał mi w domu gnój. Przez 10 dni nie byłem w stanie włożyć niczego do buzi, żona dawała mi chleb z masłem, żebym cokolwiek zjadł. Schudłem 7 kilo – opowiada były piłkarz.

Jak groźna i wykańczająca jest to choroba, nie świadczy ten opis i niech to będzie ostrzeżenie przed łamaniem wprowadzonych zasad.

– Boję się pójść pod prysznic, żeby się nie poślizgnąć. Nawet golenie sprawia trudność. Po takich prostych czynnościach muszę się później położyć, odpocząć, mój organizm jest bardzo osłabiony. Na 10-15 minut wychodzę do ogródka, złapać trochę słońca, ale męczę się siedząc. Po przejściu kilku metrów zatyka mnie, jakbym przebiegł sprintem dystans boiska. Ale jest coraz lepiej, lekarz powiedział, że siły powinienem odzyskać w ciągu miesiąca od wyleczenia choroby – mówi..

Francuska służba zdrowia, choć jedna z najlepszych w Europie nie daje rady pomóc wszystkim. Lekarze wiec po prostu próbują ulżyć w cierpieniu

– Chorego we Francji wprowadza się w śpiączkę na 3-4 dni. Jeżeli nie ma szans wyzdrowieć, odłącza się aparaturę i czeka aż zarażony umrze – mówi nam Joachim Marx.

Wychowanek Sośnicy Gliwice wygrał swój kolejny mecz. Wielu jednak się nie udało. Zostańcie więc w domach na te Święta.

Opracowanie: piast.gliwice.pl/sportowefakty.wp.pl

 

2 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
Baz

Brawo. Pozdrawiam i zdrowia życzę !!!

AMP

Wiadomo, chłop chorował, bo to zacofana Francja.
Uczyliśmy ich jeść widelcem ślimaki.
A Polacy w Polsce są jeszcze bardziej bezpieczni, bo właśnie premier na lotnisku witał radośnie duży samolot, który przywiózł z Dalekiego Wschodu 9 milionów bawełnianych szmatek z gumkami. Sukces godny konferencji prasowej.
Brakowało mi widoku całowania płyty, albo chociaż koła samolotu.