Piast nie jechał do Warszawy w roli faworyta, a wręcz przeciwnie. Gliwiczanie w tym sezonie słabo spisywali się w na wyjazdach, a Legia u siebie nie przegrała meczu od września minionego roku.
Waldemar Fornalik ma jednak w swojej drużynie, którzy potrafią zrobić różnicę, a jedne z nich Gerard Badia – ma prawdziwy patent nad drużyną ze stolicy. To gol kapitana niebiesko-czerwonych przesądził z zwycięstwie mistrzów Polski na trudnym terenie w Warszawie.
Waldemar Fornalik (Piast):
– Odnieśliśmy cenne zwycięstwo z zespołem, który ostatnio prezentował się znakomicie. Wykonaliśmy wielka pracę. Czerwona kartka miała wpływ, ale z Legią nie gra się łatwo nawet w takiej sytuacji. Każdy błąd mógł być wykorzystany przez rywali. Kluczem do zwycięstwa był nasz atak pozycyjny.
Pamiętam z przeszłości, że moje drużyny grały w osłabieniu i potrafiły wygrywać. Można dywagować, co by było, gdyby obie ekipy występowały w pełnych składach. Pozostaje nam radość ze zdobycia trzech punktów w Warszawie – dodał.
Już w Gdańsku czy w Poznaniu potrafiliśmy grać dobrze i stwarzać sobie dobre sytuacje. W Warszawie byliśmy skuteczni i dlatego potrafiliśmy zdobyć trzy punkty. Do tego doszła piękna bramka Gerarda Badii. Takie gole nie zdarzają się zbyt często.
Nowy kontrakt Hiszpana? Nie znam szczegółowych zapisów w jego umowie. To dla nas ważny piłkarz. Czasami nie gra, bo zmieniamy system, ale nie jest tak, że Piast nie jest zainteresowany przedłużeniem kontraktu.
Mamy jeszcze cztery mecze w rundzie zasadnicze i siedem spotkań w kolejnej fazie. Nie wybiegamy daleko w przyszłość, bo stawianie sobie dalszych celów mogłoby się okazać złudne.
Aleksandar Vuković (Legia):
Nie był to dla nas udany wieczór. Piłka nożna ponownie pokazała, że jest nieprzewidywalną grą. Zawsze trzeba brać pod uwagę taki czynnik. Nawet, gdy wydaje się, że wszystko jest super. Przypadkowy faul, który wygląda groźniej niż jest w rzeczywistości, zmienił całe spotkanie. Drużyna zasługuje na duże pochwały za charakter, serce i próby. Mimo okoliczności, chcieliśmy ugrać jak najwięcej i za to jestem wdzięczny zespołowi. To droga, którą postępujemy i wiemy, że następne mecze będą dalszymi wyzwaniami.
System VAR ma jedną wadę – pokazuj sytuacje w zwolnionym tempie, przez co ma się wrażenie, że dany faul jest sześć razy groźniejszy. Nie ma rzeczywistego obrazu ruchu, który pokazuje impet lub jego brak. Kante obejrzał czerwoną kartkę, choć równie dobrze mógł jej nie zobaczyć.
W zeszłym roku, po porażce z Piastem, problemem nie było ich zachowanie, a nasze reakcja. Nie obawiam się tego i wiem, że nic nie jest jeszcze rozstrzygnięte. O każdy punkt trzeba mocno powalczyć. Szkoda sytuacji Gwilii. Takie okazje powinno się wykorzystywać. Inna sprawa, że nie mamy najlepszego boiska w lidze. Są lepsze murawy, na których prościej o skuteczne wykończenie.
Źródło: Legia.net






















Wynik cieszy. Jednak styl słaby. Trzeba przyznac, że poza dwiema bramkami to dostaliśmy z tyłu. L miała więcej strzałów, więcej z gry. Lepiej wyglądali.
Taki jest aktualny potencjał kadrowy obu drużyn więc tym większe pochwały , że potrafiliśmy ich przechytrzyć
Nie potrafiliśmy ich przechytrzyć. Mieliśmy szczęście, że pomimo większej ilości ich strzałów były one mniej celne. A Wszołek robił co chciał.
Za styl nie ma punktów. Ponadto czego się spodziewasz po meczu na Łazienkowskiej? Pięknej i otwartej gry Piasta? Nasi zachowali się jak prawdziwi mistrzowie.
Mistrz powiedział STOP. Piast zatrzymał rozpędzoną Legię. Ile meczy przegrywaliśmy będąc lepszą drużyną…Śląsk, Płock. Czas odebrać stracone punkty.
Ze ślepej miłości do Parzyszka Fornalik pozbawił drużynę Piasta jej naturalnego lidera, czyli Gerarda Badii. Mecz z Legią znów dobitnie udowodnił, że z Parzyszkiem Piast gra praktycznie w dziesiątkę, co na wyjazdach okazywało się całkowicie zgubne. Dopiero czerwona dla legionisty i 70 minut gry w 10 na 10 (a po zejściu Parzyszka wreszcie w 11 na 10) przyniosły zwycięstwo wyjazdowe.
Gdyby nie to dramatyczne obciążenie Piasta ciągłą wyjazdową grą w „10” przeciw jedenastce przeciwników, to obrona tytułu byłaby całkiem realna. Wpierdole z Pogonią, Płockiem i Rakowem nie musiały być wpierdolami. Wystarczyło zestawić skład z samych piłkarzy, bez paździerzowej atrapy.