Rok 2020 miał być dla Piasta Gliwice wyjątkowy. 18 czerwca klub bowiem obchodził swoje 75 urodziny. Pierwszą sekcją, która w 1945 roku została powołana do życia była właśnie piłka nożna. Już od stycznia trwały przygotowania, aby godnie uczcić tę rocznicę. Na początku marca jednak wszystko „stanęło na głowie”, po tym jak na całym świecie w tym i w Polsce szybko zaczął rozprzestrzenia się koronawirus SARS CoV-2.
Po zdobyciu tytułu mistrza Polski – Piast z często lekceważonej drużyny z dnia na dzień stał się liczącą się siłą w PKO BP Ekstraklasie. Do klubu napłynął szeroki strumień pieniędzy zarówno z Ekstraklasy jak i ze sprzedaży Patryk Dziczka i Joela Valencii. To plus dotacja z miasta sprawiło, że przy Okrzei można było realnie zakładać walkę o obronę tytułu, a przynajmniej o medale. Na koniec 2019 roku jednak sytuacja gliwiczan w tabeli nie była taka, jak sobie zaplanowano. Niebiesko-czerwoni z dorobkiem 31. punktów zajmowali na 6. miejscu, tracąc do prowadzącej Legii 7. oczek, a do miejsca na podium 4.
W przerwie w rozgrywkach władze klubu i trenerzy próbowali wzmocnić skład. Za kwotę 700 tys. Euro ściągnięto Christophera Vidę. Węgier miał zastąpić w składzie Joela Valencję, który latem opuścił klub. Przyszło tez kilku młodych zawodników, którzy mieli wkrótce zająć miejsce Sebastiana Milewskiego. Z drugiej strony zrezygnowano z usług Dani Aqiuno. Pochodzący z Hiszpanii napastnik miał być gwiazdą Piasta, a kompletnie się nie sprawdził.
Rozgrywki wznowiono na początku lutego. Piast rozpoczął ten etap od zwycięstwa nad Zagłębiem Lubin 2:0. To rozbudziło wyobraźnie kibiców. Szybko jednak przyszedł zimny prysznic, bo w następnej kolejce lepsi od gliwiczan okazali się zawodnicy Lechii Gdańsk. 4 marca podopieczni Waldemara Fornalika pokonali Arkę Gdynia 1:0, a tydzień później wygrali na wyjeździe z Legią Warszawa 2:1. To był moment w którym znów uwierzono, że można jeszcze powalczyć o obronę tytułu.
– Strata do Legii wynosi jeszcze 8 punktów. ale będziemy walczyć do końca. Na pewno wygrana na tym stadionie da nam dużo takiej pozytywnej energii. To było nam bardzo potrzebne – powiedział po tym meczu Gerard Badia, autor zwycięskiej bramki.

W tle jednak rozwijała się już epidemia koronawirusa. Codziennie przybywało zarażonych i już dzień po zwycięstwie w Warszawie kluby zaczęły wstrzymywać sprzedaż biletów na kolejne mecze. Już bez udziału kibiców udało się rozegrać mecz Pucharu Polski w którym Lechia po raz czwarty tym sezonie pokonała Piasta, a zaraz potem zawieszono rozgrywki. Na początku jeszcze liczono, że po zakończeniu narodowej kwarantanny uda się wrócić do rywalizacji, jednak były to złudne nadzieje.
W klubach w tym i w Piaście ze względu na brak wpływu z dnia meczowego oraz wycofywaniu się sponsorów zdecydowano się obniżyć piłkarzom i trenerom pensje o połowę. Nie było też mowy o uczeniu 75-lecia klubu, tak jak to wcześniej planowano. Uroczystości te najpierw chciano przenieść na wrzesień, a potem zdecydowano, że odbędą się już w 2021 roku.
Największym problemem i zarazem wyzwaniem przed trenerami i zawodnikami był brak możliwości wspólnego trenowania. W kulminacyjnym momencie piłkarze nie mieli nawet możliwości wychodzenia z domu. Takiej sytuacji w profesjonalnym sporcie jeszcze nie było. Powoli jednak wszyscy zaczęli oswajać się z nową, covidową rzeczywistością. Na początku maja drużyny wróciły do wspólnych treningów. W czerwcu wznowiono rozgrywki.
Gliwiczanom przerwa wyszła na dobre, bo zaczęli od efektownego zwycięstwa 4:0 nad Wisłą Kraków. Potem przywieźli komplet punktów z Kielc i bezbramkowo zremisowali z Górnikiem Zabrze. Po zwycięstwie nad Jagiellonią 2:0 Piast umocnił się na drugim w miejscu w tabeli, a do prowadzącej Legii gliwiczanie tracili tylko 7. punktów.
– Myślę, że to pokazuje, ze nasza forma jest stabilna, a drużyna zgrana. Postaramy się zdobyć tych punktów jak najwięcej, ale bez napinki. Patrzymy na najbliższy mecz i na siebie, a nawet nie wiem z kim zagramy – powiedział po tym spotkaniu Patryk Sokołowski.
Zaraz potem rozpoczęła się runda finałowa. Piast jednak już na jej początku przegrał z Lechem Poznań 0:2. Porażka ta pogrzebała szanse gliwiczan na obronę tytułu. Z podopiecznych Waldemara Fornalika wyraźnie zeszło powietrze, bo na tym etapie nie grali już ani efektownie, ani efektywnie. Wykorzystali to lechici, którzy przeskoczyli niebiesko-czerwonych w tabeli. Piast jednak nie dał się zepchnąć z podium i po ostatnim meczu w sezonie już w obecności kibiców na stadionie mógł świętować zdobycie brązowego medalu, a było to dokładnie 19 lipca 2020 roku.
– Przed sezonem było trochę zmian w kadrze. Odeszli kluczowi zawodnicy (Patryk Dziczek, Aleksandar Sedlar i Joel Valencia przyp. red.). Na początku byliśmy zaangażowani w puchary. W pewnym momencie byliśmy dalecy od podium, jesień kończyliśmy ledwie z dwupunktową przewagą nad dolną ósemką. Solidnie przepracowana zima plus zawodnicy, którzy do nas doszli, to sprawiło, że kończymy sezon na miejscu medalowym, co uważam jest bardzo dużym sukcesem dla klubu i miasta, które nam bardzo pomaga – tak ocenił ten wynik szkoleniowiec.Piasta.
Przerwa w rozgrywkach trwała niespełna miesiąc. W tym czasie w drużynie zaszły kolejne zmiany. Klub nie przedłużył umów z Urosem Korunem i Tomem Hateleyem. Z gry przy Okrzei zrezygnował też lider drużyny i najlepszy strzelec minionego sezonu – Jorge Felix. Tego ostatniego miał zastąpić Michał Żyro, a Anglika – Patryk Lipski. Potem jeszcze do zespołu dołączył Jakub Świerczok. Napastnik ten jednak szybko złapał kontuzję i przez prawie dwa miesiące Waldemar Fornalik nie mógł korzystać z jego usług.
Liczono się z tym, że początek sezonu będzie dużym wyzwaniem dla sztabu szkoleniowego, bo zespół miał rywalizować na trzech frontach: Ekstraklasie, eliminacjach do Ligi Europy oraz Pucharze Polski. W efekcie gliwiczanie w przeciągu 40. dni mieli rozegrać aż dziewięć spotkań. Niebiesko-czerwoni z powodzeniem rywalizowali w Lidze Europy, eliminując z tych rozgrywek najpierw Dynamo Mińsk, potem TSV Hartberg. Odpadli dopiero w starciu z FC Kopenhaga, Łatwo też przeszli pierwszą przeszkodę w Pucharze Polski, wygrywając 4:0 z Resovią Rzeszów. Wszystko to jednak odbyło się kosztem rozgrywek ligowych. Na koniec września gliwiczanie mieli na koncie zaledwie 1. punkt i zajmowali ostatnie miejsce w tabeli. Tak złego startu jeszcze w historii występów w Ekstraklasie klub z Okrzei nie miał. Do sportowego pecha dołączył jeszcze koronawirus, który dopadł najpierw trenera a potem zawodników. Piast, podobnie jak wiele innych klubów musiał poprosić o przełożenie ligowego i pucharowego meczu.
Odrodzenie przyszło w prestiżowym, bo derbowym pojedynku z Górnikiem Zabrze, Piast odniósł wtedy pierwsze w sezonie zwycięstwo wygrywając 2:1. Trzy dni później niebiesko-czerwoni pokonali Lechię Gdańsk 2:0. Po raz drugi z rzędu na listę strzelców wpisał się Świerczok, który zaczął już trafiać regulowanie. Jego gol zdobyty w Warszawie przerwał zwycięską serię Legii. Ukoronowanie dobrych występów całej drużyny w tym czasie była najwyższa w historii wygrana w Ekstraklasie. W 13. kolejce Piast pokonał Podbeskidzie Bielsko Biała 5:0. Dwukrotnie w tym meczu na listę strzelców wpisał się Jakub Świerczok. Na koniec jesieni Piast zremisował z Rakowem 0:0.

W tym sezonie 14. rozegranych meczach Piast zgromadził 14. punktów. To mało zważywszy na aspiracje i możliwości tej drużyny. Przez całą rundę jednak piłkarze przekonywali, że miejsce w tabeli nie odzwierciedla potencjału drużyny i to kwestia czasu, kiedy zespół zacznie piąć się w górę tabeli. Waldemar Fornalik także jest optymistą przed rundą rewanżową.
– Można podsumować ten rok i powiedzieć, że mimo wszystko był to dla nas dobry rok. Zdobyliśmy brązowy medal, nie daliśmy plamy w europejskich pucharach, jedynie ten pierwszy okres w lidze nie był najlepszy, ale od jakiegoś czasu wszystko wróciło do normy. Znowu prezentujemy się jak ten Piast, który przez dwa ostatnie sezony walczył o medale. Trzeba być zadowolonym i z optymizmem patrzeć w przyszłość – mówi szkoleniowiec Piasta.
A jaki będzie rok 2021 dla Piasta? Niewątpliwie wciąż wpływ na rozgrywki i na klubowe finanse będzie miał jeszcze koronawirus. Mamy jednak nadzieję, że coraz wieksza świadomość ludzi o zagrożeniu oraz powszechne szczepienia sprawią, że za rok epidemia będzie już tylko przykrym wspomnieniem.
Opracownie: piast.gliwice.pl





















