Na zakończenie najlepszego w historii piłkarskiej drużyny Piasta, gliwiczanie przegrali na wyjeździe z Wisłą Płock 1:2. Obie bramki dla gospodarzy zdobył Giorgi Merebaszwili, a dla gości trafil Gerard Badia.
Piast przystępował do tego podbudowany zwycięstwem nad ŁKS-em Łódź, ale Wisła z przysłowiowym nożem na gardle, bo w przypadku porażki płocczanie mieliby już dużą stratę do grupy mistrzowskiej.
Atutem gospodarzy był ich stadion. Zawodnicy Piasta zresztą podkreślali, że jest to trudny teren. Stan murawy tez był fatalny. Na płycie bowiem zalegała warstwa piachu zmieszana z trawą i wodą.
Piast szybko mógł otworzyć wynik meczu. Już w drugiej minucie groźnie strzelał Tom Hateley, ale nie trafił w bramkę. Potem jednak inicjatywę przejęli gospodarze, ale ich ataki kończyły się na linii obrony. W końcu jednak Nafciarze dopięli swego. W 16. minucie z rzutu wolnego dośrodkował Dominik Furman, piłkę wybił Korun, ale tak, ze ta spadła pod nogi Merebaszwiliego, który bez przyjęcia uderzył. Futbołowka jeszcze odbiła się od Patryka Sokołowskiego, ale gol został zapisany Gruzinowi.
Zaraz potem gospodarze mogli „dobić” mistrzów Polski, ale precyzyjny strzał głową Urygy, w ładnym stylu obronił Frantiszek Plach. Później Wisła się cofnęła. Piast próbował to wykorzystać, ale długo nie potrafił. Udało się to dopiero w 35. minucie, kiedy do dośrodkowania Pietrowskiego wyskoczył Badia i strzałem głową pokonał bramkarza gospodarzy. Więcej goli kibice w tej połowie już nie zobaczyli.
Z przebiegu tej pierwszej połowy można by wysnuć wniosek, że remis to będzie wynik, którym zakończy się to spotkanie. Wisła ma jednak Merebaszwilego, który wziął na siebie ciężar gry. To on w 49 minucie sprawdził czy Plach nie został myślami w szatni. W 57. minucie bramkarz Piasta był jednak bezradny po kolejnym strzale Gruzina. Merebaszwili przyjął piłkę na lewej stronie i pobiegł w poprzek pola karnego. Gdy znalazł się przed bramką mocno uderzył w okienko i ponownie wyprowadził Wisłę na prowadzenie. 10 minut później Piast miał najlepszą sytuację w drugiej części. Po faulu Urygi na Parzyszku, z rzutu wolnego celnie uderzał Badia, ale bez powodzenia. Gliwiczanie jeszcze próbowali zmienić wynik, ale nie dali rady i to płocczanie po sześciu meczach bez wygranej cieszyli się ze zwycięstwa, dzięki któremu spędzą przerwę zimową w górnej ósemce, podobnie zresztą jak Piast.
21 grudnia 2019, 17:30 – Płock
Wisła Płock – Piast Gliwice (2:1 (1:1)
Bramki:
1:0 – 16` Giorgi Merebaszwili
1:1 – 35` Gerard Badía (asysta Marcin Pietrowski)
2:0 – 57` Giorgi Merebaszwili
Piast: 26. František Plach – 5. Marcin Pietrowski, 88. Uroš Korun, 34. Piotr Malarczyk, 2. Mikkel Kirkeskov – 19. Sebastian Milewski, 18. Patryk Sokołowski (61, 3. Tomasz Jodłowiec), 6. Tom Hateley, 11. Jorge Félix, 21. Gerard Badía (80, 28. Bartosz Rymaniak) – 9. Piotr Parzyszek (73, 89. Patryk Tuszyński).
Wisła: 30. Thomas Dähne – 20. Cezary Stefańczyk, 2. Damian Michalski, 18. Alan Uryga, 7. Piotr Tomasik – 9. Mateusz Szwoch, 6. Damian Rasak, 8. Dominik Furman, 28. Maciej Ambrosiewicz (85, 24. Ángel García), 10. Giorgi Merebaszwili (90, 44. Suad Sahiti) – 21. Ricardinho (79, 88. Olaf Nowak).
żółte kartki: Ricardinho – Malarczyk, Pietrowski.
sędziował: Paweł Gil (Lublin).
widzów: 2318.
Opracowanie: piast.gliwice.pl






















Piats grał trzema zawodnikami, Plach, Badia i Felix. Reszta odwaliła popelinę
Smutne to co mowisz, ale tak bylo. Reszta byla myslami w samolotach, w drodze powortnej do domow, przy stolach wigilijnych.
To co zrobil Pietrowski z Hateleyem przy drugiej bramce – to nieporadnosc do kwadratu.
Jak mozna dopuszczac do takich sytuacji, wiedzac ze ten ma strzal z prawej nogi?
O rzutach wolnych w wykonaniu Furmana nie wspomne…
Piłkarze Piasta podawali Parzyszkowi i podawali, buty zdarli, pot wycisnęli i stawy ukręcili. I nic. Jaskrawobrązowe, pełnogówniane, jak zawsze wielkie Parzyszkowe NIC. Z czasem, piłkarze Wisły Płock coraz gorzej się z tym czuli. Bezwzględny instynkt zawodowego sportowca ustępował pod naporem widoku ogromu nieszczęścia 10 zawodników Piasta. Wreszcie, w akcie litości, Parzyszkowi podał bramkarz z Płocka. Rzucił stanie w bramie, pobiegł aż na linię własnego pola karnego i podał Parzyszkowi piłkę. Do nogi.
Równie dobrze mógł podać Parzyszkowi książkę kucharską po persku. Slipy z wikliny. Pół kajaka.
Kobzę do sklejania. Wazon gazobetonowy.
To wszystko byłoby dla Parzyszka równie użyteczne, jak piłka od bramkarza Wisły.
Lecz się