Gliwiczanie do pojedynku z Koroną przystępowali w roli zdecydowanego faworyta. Kielczanie bowiem z dorobkiem ledwie 8 punktów zamykali tabele.
Polska ekstraklasa rządzi się jednak swoimi prawami. Tu każdy może wygrać z każdym, a niespodzianki typu ostatni zespół urywa punkty pierwszemu zdarzają się wręcz regularnie. Takie też stwierdzenia pojawiały się w przedmeczowych wypowiedziach, a wydarzenia na boisku to potwierdziły. Korona miała stuprocentowe sytuacje, by otworzyć wynik, ale Piast ma Placha i szczęście.
– Mieliśmy przeczucie, że może to być dla nas trudny mecz. Byliśmy po dwóch wygranych spotkaniach, a z drugiej strony przyjeżdżał do nas zespół, który nie miał nic do stracenia – stwierdził na pomeczowej konferencji Waldemar Fornalik.
Jego podopieczni w pierwszej połowie dali sobie narzucić warunki Korony. 15 minut dobrej gry po przerwie wystarczyło jednak, by zainkasować trzy punkty.
– Widać, że potencjał ludzki w Koronie jest duży. Przy naszej trochę słabszej dyspozycji kielczanie dobrze się prezentowali. Mieliśmy problemy w pierwszej połowie, z kolei druga była już lepsza. Mogliśmy ten mecz zamknąć w sytuacji Patryka Tuszyńskiego – podsumował szkoleniowiec.
Z każdą kolejną wygraną rośnie presja i oczekiwania. Czy to mogło mieć wpływ na postawę drużyny z Okrzei?
– Nie jest sztuką wygrywać ,jak się kontroluje mecz. Sztuką jest przełamać niemoc, bezsilność, czy też słabszą dyspozycję. Tym bardziej cieszymy się z trzech punktów zdobytych w meczu z Koroną – zaznacza Fornalik.
Gdy jedzie się na boisko mistrza Polski i zespołu, który jest na fali wznoszącej, zazwyczaj zaczyna się mecz od obrony. Kielczanie tymczasem zastosowali inną taktykę, trochę zaskakując gospodarzy.
– Podeszli dość wysoko, bo rozgrywanie piłki pod swoją bramką jest ryzykowne. Trudniej więc dochodziło nam się do sytuacji. Korona z tego co się orientuję ma na swoim koncie najwięcej pojedynków w defensywie.. Tak po prostu gra. Ja przed meczem powiedziałem, że nie spodziewam się przeciwnika, który tylko i wyłącznie się cofnie i będzie murował. To się potwierdziło – przyznał szkoleniowiec Piasta.
Po trzeciej wygranej z rzędu Piast wskoczył na fotel lidera. Jak na tę część sezonu jest to wynik bardzo dobry.
– Pozycja lidera cieszy. Po tych wszystkich nie tyle zawirowaniach, co zmianach, doszliśmy do momentu, że mamy do dyspozycji 24 zdrowych zawodników w dobrej formie. Szkoda, że mogę wystawić tylko jedenastu. Kluczowe w meczu z Koroną były zmiany. Tomek Jodłowiec czy Patryk Tuszyński dali dobre zmiany. Kolejni czekają i jest w drużynie rywalizacja – ocenia trener niebiesko-czerwonych.
Smaczkiem tego pojedynku była obecność na boisku Malarczyka i Rymaniaka. W Kielcach ich nie chciano. W meczu tym pokazali, że są to wartościowi piłkarze, którzy mogą dużo dać drużynie.
– Trafili do zespołu mistrza Polski, który zdążył ugruntować swoją formę oraz pozycję. Weszli do pierwszej jedenastki i swoją grą udowadniają, że podjęliśmy słuszną decyzję. Cieszę się, że obydwaj są w naszej drużynie, bo są to bardzo dobrzy piłkarze i bardzo dobrzy ludzie. Charakterni faceci, którzy potrafią funkcjonować w grupie oraz niejednokrotnie w trudnych momentach potrafiący dodać coś od siebie – zaznacza na koniec Waldemar Fornalik.
Dodajmy, że Bartosz Rymaniak w tym spotkaniu zaliczył czwartą już w tym sezonie asystę, a jeśli drużyna kończy mecz na zero z tyłu, to znaczy, że obrona wykonbałą swoje zadanie.
Mirosław Smyła: (trener Korony) – Po raz pierwszy, od kiedy jestem w Koronie, czułem, że mam drużynę, która bardzo chce, która przez ten tydzień dobrze przygotowała się do tego meczu, pracowała i wydawało się, że ta nadzieja na zdobycz punktową była. Niestety, wyrafinowanie oraz jakość Piasta wzięły górę i byli lepsi o tę jedną bramkę. Ja się skupiam na naszej drużynie i uważam, że zagraliśmy niezłe zawody, stworzyliśmy kilka sytuacji i chcieliśmy w tę piłkę grać. Niestety piłka jest okrutna. My musimy się znowu podnieść, ale już z nadzieją, odrobiną pozytywu po tym meczu. Warunek natomiast jest jeden – że to nie będzie jedno spotkanie, tylko wrócimy znowu w tym tygodniu do poprawy jakości gry w piłkę, skuteczności, bo to kolejna potyczka, kiedy tworzymy sytuacje i nie zdobywamy bramki. Boli to niesamowicie, ale trzeba z tym żyć. Jeżeli jeden zawodnik roni łzy po meczu, inny gra do końca, choć jest podejrzenie, że złamał nos, świadczy to o tym, że coś się tworzy. Dzisiaj jestem bardziej zbudowany i mocniej wierzę, że Korona będzie zdobywać punkty, niż po wygranym meczu ze Śląskiem Wrocław
Opracowanie: piast.gliwice.pl






















Szukałem w słowniku jęz polskiego słowa „wykonbałą” ale nie znalazłem. Może to jakaś odmiana chińskiego albo inny bliżej nieznany.
AMPuła,
jeśli jesteś prawdziwym kibicem Piasta proszę nie komentuj meczu.
Fajna jest konstruktywna wymiana zdań, ale jak zaczyna się jazda po chłopakach to coś nie gra.
Teraz czekam na kolejny dowód naszej wyższości nad Górnikiem, chociaż po meczu z Lechią jak będzie remis to nie będę wieszał psów na chłopakach. Oni potrzebują spokoju, a my punktów, my .możemy spokojnie grać swoje i to co czytałem wcześniej brakuje kogoś bardziej kreatywnego w środku pola. Sokół i Hateley bali się brać odpowiedzialność na siebie.
Ciekawe co z Konczim, Aquino i Alvesem?
Prawdziwy, czy nie, nie lękam się, ponieważ wiem, że przez zimowe okienko ucieknie Felix.
Wtedy dopiero talent Parzyszka rozbuchnie tak, że wydmie statystyki i zdmuchnie kandydatów do Złotej Piłki.
Teraz Parzyszek jest tłamszony przez tego szybko biegającego, sprytnie się ustawiającego, swobodnie dryblującego, świetnie trzymającego piłkę przy nodze, dobrze główkującego mimo niepozorności, celnie strzelającego i rozsądnie starającego się grać przodem do bramki Hiszpana.
Kiedy tego wszystkiego zabraknie w wykonaniu Jorge Felixa, wtedy o wiele korzystniej będą wyglądać Parzyszkowe przypadkowe kopnięcia w kierunku linii końcowej, bezładna bieganina pożerająca energię, strzały soczyste jak suszone żołędzie i śledzenie przelotów piłki w stójce tyłem do bramki przeciwnika.