Trochę się wkurzyłem – Gerard Badia

Gerard Badia strzelał już dla piasta arcyważne bramki i w trudnych momentach potrafi, jak prawdziwy kapitan poderwać drużynę do walki.

W meczu z Rakowem wyszedł od pierwszej minuty i mocno się starał, aby kreować akcje. Częstochowianie nie dali jednak sobie narzucić warunków przez gospodarzy, a wręcz przeciwnie. To oni prezentowali się lepiej, co szybko przełożyło się na objęcie prowadzenia.

– To jest futbol. Trzeba grać przez pełne 90 minut, walczyć i pracować i wierzyć do końca. Cieszymy się z wygranej, ale to ni był dobry mecz w naszym wykonaniu. Raków to poukładana i profesjonalnie przygotowana drużyna. Mają bardzo dobrych zawodników, którzy potrafią grać w piłkę, co pokazali w meczu  z nami – ocenił Gerard Badia.

Końcowy wynik za sprawiedliwy uznać nie można. Gliwiczanie mieli sporo szczęścia, że wygrali. Pierwszego gola zdobyli po kontrowersyjnym karnym, sędzia pomógł też im wyrzucając z boiska Sapalę, a potem bramka samobójcza dała gospodarzom trzy punkty.

– Wszyscy zakładają, że jak jesteśmy mistrzami Polski, to łatwo będziemy wygrywać  po 5:0, ale to tak nie działa. To jest profesjonalna piłka, trzeba się bardzo napracować i nabiegać, aby wygrać bez względu z kim się gra. Raków miał sytuacje, ale my byliśmy bardziej skuteczni. Najważniejsze są trzy punkty, ale to już historia. O stylu za kilka dni nikt nie będzie pamiętał. Teraz trzeba już myśleć o kolejnym meczu – przekonuje Katalończyk.

Gliwiczanie dobrze byli przygotowani do tego pojedynku, ale i tak nie potrafili sobie poradzić z  bardzo konsekwentnie grającym beniaminkiem.

– Nie zaskoczyli nas, wiedzieliśmy, że „presują” bardzo wysoko. To nie oznacza jednak, że było łatwiej. Przy takiej grze nasza obrona miał mniej czasu by grać piłką, szybciej trzeba ją oddawać i stąd robiły się błędy – przyznaje Badia.

Już w 6. minucie goście objęli prowadzenie po golu, który z perspektywy trybun i boiska został zdobyty z pozycji spalonej.

– Jak padła bramka dla Rakowa, to powiedziałem do Jorge – spokojnie, gola nie będzie, ale sędzia uznał potem, że jeden z naszych stał na linii i spalonego nie było – kiwa głową kapitan niebiesko-czerwonych.

Az do 75 minuty podopiecznym Waldemara Fornalika nie udawało się stworzyć większego zagrożenia pod bramką Rakowa. Wtedy to na samotny rajd przed polem karnym zdecydował się własnie Gerard Badia.

= Byłem już trochę wkurzony na siebie, bo nie miałem w tym meczu okazji, brakowało mi  piłki, aby przeprowadzić taką akcję 1 na 1. Kiedy wreszcie dostałem podanie przed polem karnym, to powiedziałem sobie – to jest ten moment. Minąłem slalomem  chyba trzech zawodników Rakowa, ale siły się skończyły, dobrze, że był Jorge, było komu zagrać, potem szczerze mówiąc to nie widziałem dalej tej akcji, bo tak szybko się wszystko potoczyło – zdradza pomocnik.

Chwilę później było już 2:1 dla Piasta.

– To była bardzo fajna akcja. Krzyknąłem do Tuszyńskiego, żeby mi zagrał, bo miałem przed sobą pustą bramkę, ale wyręczył mnie zawodnik Rakowa – opowiada.

Następny mecz ligowy Piast zagra w niedzielę o 12:30. O takiej porze grywało się dawniej, gdy na stadionach nie był jupiterów. Dla kapitana jedenastki z Okrzei to nie jest jednak problem.

– W Hiszpanii w II lidze takie topowe mecze rozgrywano właśnie w  niedzielę  w samo południe.  To bardzo dobra pora dla kibiców. Po meczu idzie się na obiad, można wypić jakieś piwo, podyskutować. Mi to nie przeszkadza, ze zagramy tak wcześnie  – podkreśla Katalończyk.

Zanim jednak Piast zmierzy się z Arką, która podniosła się z kolan – gliwiczanie rozegrają mecz w Pucharze Polski. Zmierzą się z drugoligową Unią Skierniewice. Faworytem będą mistrzowie Polski, ale nie od dziś wiadomo, że puchary rządzą się swoimi prawami.

źródło: piast.gliwice.pl

4 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
RamPamPam

Nie od dziś wiadomo,jak w Gliwicach traktuję się rozgrywki PP.

Benek

Dokładnie. Odpadniemy w jednej z pierwszych rund z jakimiś ogórkami z II ligi grając głębokimi rezerwami… 🙁

piotr

To nie była żadna kontrowersyjna sytuacja przy karnym, może dla Węgrzyna z Canal + oraz innych hejterów , obrońca stał na linii i zagrodził ręką piłkę która po odbiciu się najpierw od kolana zmierzała do siatki, koniec tematu, czerwona dlatego że był na linii bramkowej i zapobiegł utracie bramki.Potwierdził to pan Sławek Stępniewski , ekspert z Canal + Extra.

impresti

Tutaj akurat Stępniewskiemu udało się dobrze zawyrokować. Ale jeszcze nie słyszałem z jego ust, żeby sędzia boiskowy się pomylił….. mimo strasznych baboli również przeciwko nam.