AZS UŚ Katowice to chyba jedna z ulubionych drużyn dla podopiecznych Klaudiusza Hirscha. Piast bowiem jeszcze nigdy nie przegrał z Akademikami.
Od momentu pojawienia się w tabelach niebiesko-czerwonych, Piast na sześć spotkań z Akademikami wygrał cztery, a dwa zremisował. W tym sezonie można jednak mówić o nokaucie. Stosunek goli bowiem wynosi 10:2 na korzyść zespołu z Gliwic.
– W niedzielę wygrała drużyna lepsza piłkarsko, która stworzyła sobie klarowniejsze sytuacje, choć przy odrobinie szczęścia wynik mógłby być odwrotny. Zresztą w tym sezonie, może za wyjątkiem tego pierwszego spotkania z Piastem wszystkie nasze pojedynki są stykowe, ale czegoś nam brakuje, aby wygrywać – podsumowuje występ katowiczan – Miłosz Kocot, trener AZS-u
Mimo zwycięstwa nie do końca zadowolony był z postawy swojego zespołu Klaudiusz Hirsch.
– Spodziewaliśmy się, że katowiczanie zagrają solidnie w obronie i ciężko będzie nam się przebić. Sami jednak trochę utrudniliśmy sobie życie. Gdyby po pierwszej połowie nasze prowadzenie było wyższe, ten mecz pewnie wyglądałby inaczej. Nie zamieniliśmy jednak naszych sytuacji na bramki, a sami popełniliśmy bardzo prosty błąd po którym goście strzelili gola –ocenia pierwszą część meczu trener gliwiczan.
Przed przerwą oglądaliśmy dobre, futsalowe widowisko, ale emocje sięgnęły zenitu w samej końcówce, kiedy to najpierw czerwoną kartkę zobaczył Mateusz Omylak, a chwilę później goście zdobyli bramkę na 3:2.

– W mojej ocenie bardzo wątpliwa czerwona kartka dla Mateusza Omylaka, jeśli już to żółta. Dla mnie to ewidentny błąd jeśli chodzi o wymiar kary – przekonuje Klaudiusz Hirsch.
– Co do przebiegu drugiej połowy, to momentami była wyrównana, ale to my mieliśmy więcej sytuacji. Cieszą trzy punkty wywalczone po trudnym meczu i to, że w odpowiednim czasie zadaliśmy ciosy po których drużyna z Katowic już się nie podniosła. Słowa uznania dla moich zawodników, że w tym kluczowym momencie wykazali się skutecznością, ale też były niepotrzebne zachowania i straty, czym prowokowaliśmy okazje dla rywala – podkreśla szkoleniowiec Piasta.
– Nie uniknęliśmy błędów, co Piast bezwzględnie wykorzystał. Warto tez podkreślić postawę Michała Widucha, który wybronił kilka setek. Gdyby przynajmniej ze dwie wpadły, to do końca wynik byłby niepewny – ocenia Miłosz Kocot.
– W rundzie zasadniczej nie zobaczymy już gliwiczan na ich parkiecie, ale jeszcze niebiesko-czerwoni muszą zdobyć przynajmniej cztery punkty, aby bez oglądania się na przeciwników zapewnić sobie grę w grupie mistrzowskiej.
– To był ostatni mecz w tej części sezonu na własnym parkiecie. Przed nami jeszcze dwa spotkania wyjazdowe i Puchar Polski. Liczę, że zakończą się dla nas pozytywnie – mówi na koniec Klaudiusz Hirsch.
Źródło: piast.gliwice.pl/futsal
Foto: Irek Dorożański





















