Piast przegrał z Legią Warszawa 0:2 i była to trzecia już porażka odniesiona w tym sezonie przez gliwiczan w starciu z mistrzami Polski.
Sobotnie starcie było jednak najmniej emocjonującym z dotychczas rozegranych i na pewno też nie można go określić jako hit kolejki, a tego można wymagać, gdy gra druga z czwartą drużyna w tabeli.
Gliwiczanie rozpoczynali ten mecz bez czterech zawodników, którzy jeszcze niedawno wychodzili w pierwszym składzie. Powodem nie była jednak słabsza dyspozycja czy kontuzje, ale kartki, jakie zobaczyła ta czwórka w poprzedniej kolejce. W tej sytuacji Waldemar Fornalik musiał dokonać zmian nie tylko w składzie, ale też w ustawieniu. Od początku na murawie zameldowali się m.in. Korun i Pietrowski. Ten pierwszy ustawił się przy boku Czerwińskiego, a dugi powędrował na lewą obronę.
Pierwsze nieszczęście spadło na Piasta już w 8 minucie. Wtedy to na murawie usiadł Jodłowiec, a za chwilę opuścił plac gry. Zastąpił go Sokołowski, który wprawdzie doskonale czuje warszawski klimat, bo w piłkę uczył się grać w szkółce Legii, ale w tym sezonie występował sporadycznie. Drugi cios gliwiczanie otrzymali w 20 min. Przypadkowo odbita piłka od nogi jednego z piłkarzy Piasta trafiła pod nogi Nagya przed linią 16. metra. Ten z klepki zagrał prostopadle do Kulenovicia, który będąc w sytuacji sam na sam z zimną krwią posłał piłkę do bramki obok bezradnego Placha i Legia objęła prowadzenie. Do tego momentu trudno było powiedzieć, ze to mistrzowie Polski dyktowali warunki na boisku. Piast też przeprowadził kilka akcji zaczepnych, a po jednym z rzutów wolnych Sedlar bliski był wyrównania. Potem jednak gra toczyła się głównie w środku pola. Gospodarze nie kwapili się do kolejnych ataków, czekając na okazję na kontry, a goście nie chcieli ryzykować zbyt otwartą grą, by nie dostać drugiego gola, który praktycznie zamknąłby mecz. W tym okresie warto odnotować strzały Hlousk i Kulenovicia, ale nie były to celne uderzenia. W 40 minucie dodatkowych emocji kibicom zafundował Plach, który poślizgnął się przy przyjmowaniu piłki o mało co nie skończyło się to golem dla Legii. Bramkarz Piasta zdołał jednak ubiec napastnika gospodarzy. Za chwilę Sedlar po stałym fragmencie gry uderzył celnie na bramkę Legii, ale pewnie interweniował Majecki. Jeszcze w 45 min gliwiczanie, a konkretnie rzut wolny wykonywał Hateley, ale wrzucił piłkę zbyt głęboko i padła łupem bramkarza Legii. Gdyby nie gol zdobyty przez Kulenovica, ta połowa poszłaby do zapomnienia.
Pierwsze 10 minut drugiej odsłony było jeszcze słabszym widowiskiem, niż to, co oglądaliśmy w pierwszej połowie. Na dodatek jeszcze sędzia starał się jak mógł by gra była szarpana, co chwilę gwiżdżąc faule. Dopiero po 55 minucie gliwiczanie mieli najpierw rzut wolny, a potem rzut rożny po którym było trochę zamieszania w polu karnym Legi i gdy William Rémy odbił piłkę ręką w polu karnym, ale arbiter nawet nie skorzystał z VAR. Od 65 min Piast przejął inicjatywę, ale nie przekładało się to na klarowne sytuacje. Mieli jednak goście kilka rzutów wolnych, a to zawsze okazja, aby stworzyć sobie sytuację bramkową. Czym dłużej trwał ten mecz tym trudniej było go oglądać. W 83 min legioniści wyszli z kontrą, która zakończyła się golem. Cafu zagrał na prawe skrzydło do Szumańskiego, ten zagrał do środka do Carlitosa, który zgubił Koruna i będąc w sytuacji sam na sam pokonał Placha. bramka ta w zasadzie przesądziła o tym, że trzy punkty zostały w Warszawie. Można nawet powiedzieć, że zasłużenie, bo też gliwiczanie nie stworzyli sobie ani jednej stuprocentowej sytuacji.
15 grudnia 2018, 20:30 – Warszawa (Stadion Wojska Polskiego)
Legia Warszawa – Piast Gliwice 2:0 (1:0)
Bramki
Sandro Kulenović 20, Carlitos 84
Legia: 30. Radosław Majecki – 20. Marko Vešović, 44. William Rémy, 55. Artur Jędrzejczyk, 14. Adam Hloušek – 18. Michał Kucharczyk (88, 34. Iñaki Astiz), 26. Cafú, 6. Chris Philipps (88, 8. Cristian Pasquato), 53. Sebastian Szymański, 21. Dominik Nagy – 99. Sandro Kulenović (66, 27. Carlitos).
Piast: 26. František Plach – 20. Martin Konczkowski, 88. Uroš Korun, 4. Jakub Czerwiński, 5. Marcin Pietrowski – 11. Jorge Félix, 6. Tom Hateley, 25. Aleksandar Sedlar, 3. Tomasz Jodłowiec (12, 18. Patryk Sokołowski), 7. Aleksander Jagiełło (79, 77. Denis Gojko) – 9. Piotr Parzyszek (89, 99. Karol Stanek).
żółte kartki: Szymański, Vešović, Jędrzejczyk, Philipps – Czerwiński, Korun, Sedlar.
sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń).
widzów: 12 000.






















Panie trenerze Fornalik niech pan wreszcie powie głośno i oficjalnie na konferencji prasowej że zostaliśmy ordynarnie wydymani przez tego Pana Sędziego Stefańskiego!Niech pan się nie boi jebał ich pies!Niech się kurwa udławią tymi punktami do pozygania.
Pewnie są teraz dumni z wygranej.O PZPN to już szkoda nawet pisać.Jebal was pies kanalie.
Panie Trenerze stałem na Łazienkowskiej jakieś 10 m wyżej niż Pan. Może widziałem więcej z tej perspektywy i obrałem sobie za cel obserwację Parzyszka. Bardzo bym chciał, żeby ten chłopak odpalił. Niestety- straty, niekonstruktywne podania. Po co taki zawodnik na boisku??? Walczący Hateley, pewny Konczkowski, ale po co marnujemy miejsce w składzie dla zawodnika, który nie ma odbioru piłki, nie wie, gdzie się znaleźć na boisku, przegrywa pojedynki… To już może lepiej wystamy Vasilieva na szpicę;-) Szczerze- Legia była dzisiaj bardzo słaba… prócz Carlitosa nie bałbym się nikogo- szkoda meczu…
Właśnie dlatego że jest słaba nie pozwolono nam zagrać z nimi tak jak potrafimy.
Jak zawsze – przepierdalamy gładko i łatwo mecz, w którym przeciwnik gra chujnię. Po prostu są to wszystko przegrane w głowach. W szatniach, w tunelach, na rozgrzewce. Tylko za Latala było inaczej. Przyjeżdżała drużyna Piasta, naładowana mocą w nogach i wiarą, że wygra. I odrabiała mnóstwo straconych goli, wydzierała zwycięstwa, odwracała wyniki. Dzisiaj, jak widzę, że po kwadransiku mamy już w dupę 0-1, to jestem na 99% przekonany o porażce wyjazdowej. Z kimkolwiek. Fornalik przesyła bezjajeczne fluidy drużynie, on taki jest i to się nigdy nie zmieni.
Masz pretensje do trenera za ten mecz albo do drużyny?Nie widzisz że zostaliśmy zrobieni w bambuko w biały dzień?Nie mamy takiego potencjalu żeby osłabieni brakiem połowy drużyny wywieźć punkty z Warszawy.Poczytaj wywiad z Sedlarem.Nawet Fornalik o tym mówi.Ten mecz musiał się tak skończyć i sędzia o to zadbal.Na boisku i w wozie var.Niech się udławią tymi punktami.
Daleko idąc, może to była w pewnym sensie taktyka sztabu szkoleniowego? Wykartkować się na Legię, z którą zawsze chcemy wygrać i rzadko się to zdarza – teraz jest powód – kartki. A na wiosnę, od pierwszych spotkań mamy zespół przygotowany, pierwszą ’11’ bez obaw że zaraz ktoś nam wypadnie?
Taka daleko idąca podejrzliwość – teoria spiskowa. Mecz z Legią spisany na starty – kosztem czystych kont. Swoją drogą to też 2 kartki były za bezsensowne zagrania – bez większego pożytku.
A poza tematem – WF już sondował ściągnięcia swoich byłych – Monetę i Mazka z Lubina.