Na trybunach hali gliwickiej Areny, gdzie swoje mecze rozgrywa futsalowa drużyna Piasta, praktycznie na każdym meczu można spotkać znanych trenerów czy zawodników lub inne osobistości związane z popularną halówką.
W minioną sobotę mecz Piasta z Red Devils Chojnice oglądał Daniel Lebiedziński. Wychowanek gliwickich klubów (występował m.in w P.A. Nova i Radanie), największe swojej sukcesy odnosił jednak broniąc barw drużyn z Wielkopolski. W latach 2005-2012 grał dla Akademii FC Pniewy, z którą w sezonach 2009/2010, 2010/2011 i 2011/2012 zdobywał Mistrzostwo Polski. Dodajmy, że Akademię prowadził wówczas Klaudiusz Hirsch, obecny szkoleniowiec Piasta. Obaj panowie znają się więc doskonale i darzą dużą sympatią. Były reprezentant Polski nie założy jednak koszulki w barwach Piasta, nie będzie też pomagał szkolić zawodników z gliwickiej Areny.
– Nic z tych rzeczy – zaznacza – Jak jest okazja zobaczyć dobry futsal, to melduję się na trybunach. Akurat przyjechałem do Gliwic odwiedzić rodziców, a że jeszcze nie byłem w nowej hali, wpadłem zobaczyć mecz i spotkać się z przyjaciółmi – zdradza Lebiedziński.
Każdy, kto pierwszy raz zobaczy Arenę z zewnątrz, a potem przemierzy korytarze i usiądzie na trybunach, jest pod wrażeniem. Na tak nowoczesnym obiekcie nie gra żadna futsalowa drużyna w Polsce.
– Przed wyjazdem z Gliwic grałem w hali w Sośnicy, która wówczas wcale nie była zła, a wręcz przeciwnie. Natomiast Arena to obiekt zupełnie z innej bajki. Brakuje jednak drużynie Piasta punktów zdobywanych na tym super parkiecie – mówi były zawodnik Akademii Pniewy, Wisły Kraków, czy Euromaster Głogów.
Gliwiczanie zawiedli w meczu przeciwko Red Devils. Dali sobie strzelić trzy bramki, a odpowiedzieli tylko jednym trafieniem, zaliczając tym samym piątą porażkę w tym sezonie.
– Liczyłem, że będzie wygrana, bo ostatnio forma rosła, ale niestety jest porażka, tak jednak bywa w sporcie. Drużyna z Chojnic schowała się z tyłu, nie stwarzała siebie zbyt wiele sytuacji, ale trzykrotnie trafili do bramki i wygrali mecz – zauważa Lebiedziński.
Zaznacza jednak, że goście wygrali zasłużenie.
– Trzeba docenić grę Chojnic w obronie. Odsunęli ”Franka” od własnego pola karnego, musiał grać głębiej. Trafili na 1:0, co przy ich taktyce jeszcze bardziej im pomogło. Piastowi natomiast brakowało skuteczności, bo sytuacje były. W futsalu trzeba wykorzystywać takie okazje, jak się chce wygrywać – podkreśla.
Postawa niebiesko-czerwonych w tym sezonie martwi i zaskakuje, bo nie tylko eksperci od futsalu są zgodni, że zespół ten stać na więcej.
– Na pewno chłopaków stać na dużo więcej niż pokazali w tym meczu. Mi podoba się bardzo Sebastian Szadurski. Ma ogromną łatwość prowadzenia piłki. Jest też Rafał Franz, którego promować nie trzeba i inni zawodnicy. Myślę, że w drugiej rundzie chłopaki odpalą i pójdą w górę – przewiduje 36-latek
Od tego sezonu zawodnikiem Piasta jest też Michał Lebiedziński. Zbieżność nazwisk nie jest przypadkowa.
– Michał to mój kuzyn w najbliższej linii – mówi Daniel – Też chciałem go zobaczyć, może nie w akcji, bo zdaję sobie sprawę, że musi trochę czasu upłynąć, zanim będzie znaczącą postacią w zespole Piasta – dodaje.
Daniel Lebiedziński zakończył już karierę na poziomie Ekstraklasy, ale jeszcze można zobaczyć go na parkiecie
– Moja przygoda z futsalem na tym poziomie już się zakończyła. Jeszcze gram w II lidze wielkopolskiej, ale to już bardziej zabawa, stricte dla przyjemności zdradza na koniec mistrz Polski, zdobywca Pucharu Polsku, uczestnik europejskich pucharów i reprezentant Polski.
Michał Lebiedziński w swojej karierze zawsze grał z nr 19 (na zdjęciu w pomarańczowej koszulce)
Źródło: piast.gliwice.pl/futsal





















