Dmytro Pidczenko to trzynasty zawodnik z pola, a 17 w kadrze, który w tym sezonie dołączył do futsalowej drużyny Piasta. Nie będzie to jednak jego pierwsza przygoda z gliwickim klubem.
Pochodzący z Ukrainy futsalista w sezonie 2013/14 bronił barw Nbit Gliwice. Był jednym z najlepszych zawodników i strzelców pomarańczowo-srebrnych. Los jednak sprawił, że musiał wrócić do swojego kraju. Po czterech latach wrócił, ale do Piasta. Nowy rozgrywający nie ukrywa, że „pomogły” w tym kontuzje graczy gliwickiego klubu.
– Najpierw była propozycja od prezesa Jarosława Jenczmionki, potem spotkałem się z trenerem Klaudiuszem Hirschem. Odbyła się rozmowa, zaprosił mnie na trening. W zespole akurat było sporo kontuzji, kilku zawodników nie mogło grać. Miałem w tej sytuacji spróbować pomóc drużynie. Mecz z Clearexem oglądałem jeszcze z ławki rezerwowych, ale w Katowicach już zagrałem. Potrzebuję jeszcze troszkę czasu, aby dopasować się do poziomu chłopaków. Z każdym dniem jednak jest coraz lepiej – opowiada nowy nabytek Piasta.
Przez ostatnie cztery lata słuch w Polsce o nim zaginął, ale okazuje się, że Pidczenko cały czas obracał się w piłkarskich klimatach, niekoniecznie jednak futsalowych.
– Grałem w piłkę, ale też pracowałem. Jestem skautem piłkarskim z dużego boiska. To jest moje drugie zajęcie, działam w całej Europie – zdradza 27-latek.
Dima ma już swoje osiągnięcia na tym polu. Udało mu się wypatrzyć i przekonać prezesa Metalist Charków do ściągnięcia Argentyńczyków,
– To uważam, za największe mój sukces na tym polu. Z tym, że wtedy pracowałem w zespole, czyli dostawałem zadania do wykonania. Teraz próbuję działać już samodzielnie – zaznacza.
Przez te ostatnie cztery lata zmieniło się dużo w Futsal Ekstraklasie, nie ma też Nbitu, a jest Piast, który powstał na bazie tego klubu.
– Na pewno poziom jest zdecydowanie wyższy zarówno ligi jak i drużyny. Wtedy graliśmy w I lidze, a teraz jest Ekstraklasa. Natomiast jeszcze nie miałem zbyt dużo okazji, aby dobrze poznać przeciwników. Trener jednak poświęca dużo czasu na analizę gry rywali. Z każdym dniem moja wiedza jest większa. Na ten moment jednak najważniejsze są najbliższe mecze, na tym się skupiam – podkreśla Pidczenko
Zawodnik, którego będziemy oglądać z nr 14 swój debiut zaliczył w meczu z AZS UŚ Katowice. Klaudiusz Hirsch zdecydował posłać go do boju przy wyniku 1:0 i zaraz potem, po jego akcji Piast prowadził już 2:0.
– Wprawdzie ja zacząłem akcję, ale nie byłem ostatnim podającym. W hokeju punkt pewnie by mi przyznano za asystę drugiego stopnia, ale w futsalu czegoś takiego nie ma – śmieje się Dima.
– Na ten moment jestem, by móc wejść na zmianę i wesprzeć drużynę, ale chciałbym jak najszybciej być w pełni wartościowym zawodnikiem – zdradza swój cel na najbliższą przyszłość – rozgrywający.
Pidczenko wskoczył do składu w momencie, kiedy gliwiczanie przełamali się i zaliczyli trzy zwycięstwa z rzędu. Moment na wejście do drużyny jak najbardziej odpowiedni.
– Na pewno tak, szczególnie, że po takiej serii zawsze humory dopisują i z niecierpliwością czeka się na kolejne mecze. Nasza sytuacja w tabeli wciąż nie jest jednak taka, jakbyśmy sobie życzyli. Musimy pokonać Chojnice i dopisać sobie kolejne trzy punkty – przekonuje futsalista z Ukrainy.
Najbliższa okazja, aby zobaczyć Dmytro Pidczenko na żywo będzie już w najbliższą sobotę. O godzinie 16:00 w małej hali Areny Gliwice Piast podejmować będzie Red Devils Chojnice.
źródło: piast.gliwice.pl/futsal





















