Martin Konczkowski po kłopotach zdrowotnych wrócił do pierwszego składu i już nie zamierza go opuszczać. Waldemar Fornalik też nie zamierza sadzać go na ławce, bo zawodnik imponuje przede wszystkim forma do biegania.
– Im więcej gram, tym lepiej się czuję. Nawet czasami, gdy mamy przerwę na kadrę i dostajemy dwa dni wolnego, to nigdy nie jest tak, że nic nie robię. Wiem, że to może wybić mnie z rytmu. Jestem taki, że lubię ciężko pracować i trenować. Zawsze też korzystam z możliwości dodatkowego treningu – zdradza w rozmowie ze sportdziennik.pl Konczkowski.
W poprzednim sezonie „Konczi” zagrał we wszystkich 37 meczach. W tym wystąpił na razie w 11 spotkaniach z tego tylko 7 przez pełne 90 minut, ale to było spowodowane kontuzją, której nabawił się jeszcze przed sezonem.
– Pierwszy raz zdarzyło mi się, że praktycznie cały okres przygotowawczy spędziłem poza drużyną, bo miałem swój indywidualny tok przygotowań. Brakowało mi rytmu meczowego, bo nie zagrałem ani jednego sparingu – przyznaje Konczkowski.
Teraz jedynym jego „problemem” jest Marcin Pietrowski, który wrócił już do zdrowia i formy po urazie.
Taki to jest sport, że nieszczęście jednego, jest szczęściem drugiego. Marcin dobrze zaczął, potem jednak czerwona kartka i uraz. Ja wskoczyłem i obaj walczymy o swoje, ale taka rywalizacja nam pomaga, żeby być w dobrej formie – zauważa.
Piast w tym roku rozegra jeszcze cztery mecze, z czego z trzema zespołami będącymi w wysokiej formie, a przewaga nad dziewiątym zespołem zmalała już do trzech punktów.
– Musimy zrobić wszystko, żeby zdobyć jak najwięcej punktów i utrzymać się w górnej ósemce. Stać nas na to i nie możemy gubić punktów, jak w ostatnim meczu z Zagłębiem Sosnowiec. Złość w szatni była, bo przeważaliśmy, ale nie zdobyliśmy choćby jednej bramki. Jesteśmy dobrze przygotowani do sezonu i końcówka roku też powinna być udana – przekonuje Konczkowski.
Cały wywiad na sportdziennik.pl





















