Patryk Sokołowski do drużyny Piasta dołączył w przerwie letniej. Wychowanek Legii Warszawa wprawdzie zadebiutował już w I kolejce, ale na murawie zameldował się w doliczonym czasie gry.
Była więc to zmiana na zyskanie czasu. W meczu przeciwko Jagiellonii trener asygnował go do gry w 89 minucie. Tego występu jednak Sokołowski mile wspominać nie będzie, bo białostoczanie strzelili zwycięską bramkę, gdy był już on na boisku. W pełnym wymiarze czasowym zagrał przeciwko GKS 1962 Jastrzębie. Na listę strzelców jeszcze się nie wpisał. Na swój kolejny występ czekał do meczu Pucharu Polski z Legią Warszawa. Nie pojawił by się na boisku, gdyby nie dogrywka. Wszedł w 113 min, a chwilę później zdobył wyrównującego gola. Ledwie trzy dni później już w ligowym starciu przeciwko Wiśle Kraków ponownie wszedł z ławki i za chwilę popisał się pięknym golem, który przypieczętował wygraną gliwiczan.
– Nie patrzyłem dokładnie, kiedy trener mnie wpuścił. Myślę, że było to koło 85 minuty – zdradza Sokołowski
– Raz na pewno przyjąłem piłkę na klatkę, a potem od razu był gol – uśmiecha się 24-latek.
Z Legią – Sokołowski miał dużo szczęścia, strzelając z bliska po rzucie rożnym. W meczu z Wisłą bramka to był już efekt składnej akcji i precyzyjnego strzału.
– Zauważyłem, że jest szansa aby uderzyć, a było blisko więc decyzja prawidłowa. Dopisało też trochę szczęście, bo był lekki rykoszet i piłka weszła do bramki. Szczęściu jednak trzeba pomóc, z tych kilkunastu uderzeń, dwa wpadły. dziś tak się stało – mówił zaraz po meczu autor tego trafienia.
Ta bramka pozwoliła już spokojnie czekać na ostatni gwizdek sędziego. W poprzednich meczach bowiem zdarzało się gliwiczanom tracić gole w końcowych minutach, co było nie tylko frustrujące, ale kosztowało stratę cennych punktów.
– Szkoda, że nie udało się wcześniej zdobyć kolejne bramki, bo gralibyśmy na dużym spokoju. A tak była nerwówka prawie do samego końca. Dobrze, że udało się wbić tego drugiego gola, bo jak wiemy z autopsji zdarzały się nam straty bramek po 90 minucie, które zabierały nam punkty. Dziś mogliśmy się cieszyć już wcześniej z wygranej – przyznaje pomocnik.
W poprzednim sezonie Sokołowski bronił barw Wigry Suwałki. Był podstawowym zawodnikiem. Wystąpił w 32 spotkaniach i raz wpisał się na listę strzelców, a było to w ostatnim meczu sezonu przeciwko Ruchowi Chorzów w ostatniej minucie spotkania. W Piaście ma już dwa trafienia, a dopiero sezon się rozkręca.
– Takiej serii jeszcze nie miałem – przyznaje zawodnik. W I lidze zagrałem chyba trzy tysiące minut, a strzeliłem jedną bramkę. Teraz wystarczyło 15 minut, aby zdobyć dwie. Mam nadzieję, że będę dostawał więcej tych minut, bo to jest najważniejsze, a kolejne gole to tylko taki dodatek ekstra – stwierdza.
Piast ma szeroką kadrę, a szczęśliwie też zawodników omijają poważniejsze kontuzje. Nikt też jeszcze nie pauzował za kartki. W tej sytuacji trzeba być bardzo cierpliwym, aby dostać swoją szansę, jeśli się jest zawodnikiem rezerwowym.
– Każdy z nas na to ciężko pracuje. Ja też chcę grać więcej, ale to można osiągnąć tylko przez codzienny trening. Obojętnie czy dostanę minutę, pięć czy godzinę to muszę dawać z siebie wszystko i taka jest droga do tego, aby być w pierwszym składzie – podkreśla Sokołowski.
Na ten moment wydaje się, że 24 latek będzie jednak wciąż rezerwowym, ale już z większymi szansami na dłuższe występy.
źródło: piast.gliwice.pl
Foto: M. Willner























W kadrze są Bednarek Matynia??? i znowu Pietrzak którego Valencia i Mak wkręcali w trasę w piątek.Czym do cholery oni zasłużyli na tę powołania jak Czerwińskiego dalej w kadrze nie ma???Jak dla mnie to Brzęczek może spadać.Tak prowadzona kadra nigdy nic nie osiągnie.
Sorki wkręcali w trawę miało być.Ale ja osobiście po mundialu czuje się zrobiony w bambuko a obecny treneiro tylko to pogłębia.