Puchar Polski od lat ewidentnie nie leży klubowi z Okrzei. Tylko raz w ostatnich 20 latach udało się gliwiczanom dotrzeć do ćwierćfinałów, a było to w sezonie 2014/15.
Przeszkodą nie do przejścia okazało się wówczas Podbeskidzie. W pozostałych sezonach Piast odpadał albo już w 1/16 lub 1/8 finału najpóźniej. Często też o wyeliminowaniu gliwiczan decydowały rzuty karne. Tak było w sezonie 2013/14 (mecz z Zagłębiem Lubin) czy 2016/17 (z Lechią Gdańsk). We wtorek historia się powtórzyła.
– Bardzo nas to boli, bo przez te 120 minut graliśmy dobrze. Udało się wyrównać w końcówce dogrywki, a potem rzuty karne, loteria, no i niestety odpadamy z Pucharu Polski. Trudno – smucił się po meczu Jakub Czerwiński.
Teoretycznie Legia była faworytem tego pojedynku, więc doprowadzenie do rzutów karnych można uznać za dobry wynik. Przy egzekwowaniu jedenastek zimniej krwi zabrakło najpierw Korunowi, a potem precyzji Sokołowskiemu.
– Karne to loteria. Tutaj decyduje głowa, decydują milimetry, jak przy uderzeniu Patryka Sokołowskiego. Trudno – stało się. Nie mamy do nikogo pretensji, bo jesteśmy drużyną. Razem wygrywamy i razem przegrywamy. Teraz mamy niewiele czasu, żeby przygotować się do piątkowego meczu o ligowe punkty – podkreśla.
Zanim jednak doszło do wykonywania rzutów karnych, w dogrywce nie brakowało emocji także poza boiskiem, kiedy to trener Legii Ricardo Sa Pinto o mało co nie pobił się z kierownikiem Piasta Adamem Fudali. Szarpali się też sami zawodnicy.
– To się zdarza, emocje sięgnęły zenitu. Tak jest w piłce – mówi Czerwiński.
Niewątpliwie jedną z przyczyn tego, że Piast szybko żegna się z tymi rozgrywkami jest to, że kolejni trenerzy dają w tych meczach szansę pokazania się zmiennikom, albo jak kto woli oszczędzają podstawowych zawodników. Trener Legii dokonał tylko dwóch zmian w porównaniu do ostatniego meczu ligowego, szkoleniowiec Piasta – siedmiu. Niewątpliwie Waldemar Fornalik decydując się na taki ruch, myślał już o piątkowym starciu z Wisłą Kraków. Szkoleniowiec w końcu jednak wpuścił do gry kilku ważnych zawodników. Czy ten 120 minutowy pucharowy maraton nie przeszkodzi jego podopiecznym w osiągnięciu dobrego wyniku z Białą Gwiazdą??
– Liczę, że nie. Nie powinna to być dla nas żadna wymówka. Od dzisiaj przygotowujemy się już do tego meczu w piątek – zaznacza na koniec Czerwiński
Opracowanie: piast.gliwice.pl
Cyt za: interia.pl





















