Gerard Badia trzyma kciuki za futsalistów Piasta

Gerard Badia od minionej soboty jest bohaterem wszystkich kibiców Piasta po tym jak strzelił zwycięską bramkę Górnikowi Zabrze. Nie wszyscy jednak wiedzą, że  Badia swoją przygodę z piłką zaczynał od futsalu.

–  Pochodzę z małego miasteczka w Katalonii. Mieszka tam dwa tysiące ludzi. Nie mieliśmy dużego boiska, więc grałem w futsal, bo to też u nas bardzo popularna dyscyplina. Na pierwszy trening poszedłem w wieku 7 lat. Byłem najmłodszym zawodnikiem w drużynie. Przez cztery lata uprawiałem tę dyscyplinę, uczestniczyliśmy w regionalnej lidze juniorów zdarzało mi się nawet nie raz zaliczyć  hat-tricka – wspomina Katalończyk.

Nie mogło więc zabraknąć go na otwarciu nowej hali, która od tego sezonu stała się domem futsalistów Piasta. Gerard kibicował drużynie Klaudiusza Hirscha razem z córką i kolegami z zespołu z dużego boiska. Jakie wrażenie zrobiła na nim hala?

– Mecz, oprawa, to bardzo mi się podobało,  jednak  brakowało mi takich głośnych kibiców. Hala też robi wrażenie, ale jest chyba trochę za duża… W futsalu dobrze jest, jak kibice są blisko parkietu, a zawodnicy czują ich  oddech  na plecach. Mam jednak nadzieję, że będzie się zapełniać, a to stworzy odpowiednią atmosferę  – ocenia zawodnik Paista.

W zespole z Akademickiej gra aż trzech Hiszpanów, choć pochodzą z różnych regionów kraju, gdzie futsal jest bardzo popularny. Gerard Badia miał już więc okazję ich ocenić i porozmawiać.

– Tak, była okazja wymienić parę zdań. Oni są bardzo zadowoleni, że mogą grać w Polsce. To jeszcze młodzi chłopcy, świetni technicznie, dużo potrafią, jak mają piłkę, to ciężko im ją odebrać. Potrzebują jednak czasu, aby się zaaklimatyzować. Jest bariera językowa, różnica też między sposobem gry w futsal w Polsce i Hiszpanii. Z każdym dniem i treningiem będą coraz pewniejsi i drużyna będzie miała z nich pożytek – przekonuje Katalończyk.

Okazuje się też, że Badia ma już przyjaciela wśród futsalistów Piasta, ale nie jest to żaden z Hiszpanów, tylko… Rafał Franz.

– Gliwice to małe miasto. Oboje mieszkamy w centrum więc często mamy okazję się spotykać. Przynajmniej raz w tygodniu spotykamy się na kawie, albo idziemy na obiad.  Rafał przychodzi na nasze mecze, kibicuje Piastowi, a ja jego drużynie – zdradza kapitan niebiesko-czerwonych z dużego boiska.

Już w poprzednim sezonie, gdy futsalawa drużyna  grała na Jasnej, zawodnicy  Piasta  z boiska trawiastego często wpadali, by dopingować swoim kolegom z „halówki”, a przy okazji spotkać się z kibicami.

– Musimy się trzymać razem. Gramy pod tą samą marką, pewnie mamy wielu wspólnych kibiców.  Ja bardzo lubię futsal i mam nadzieję, ż tym sezonie uda mi się częściej bywać na meczach niż w poprzednim – obiecuje ulubieniec kibiców Piasta.

Źródło: piast.gliwice.pl/futsal

1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
Stasiu

Pamiętam jak na meczu z Legią, na Łazienkowskiej, strzelił im gola głową :)!!!