Piast w trakcie ostatniego okienka transferowego pozyskał dwóch napastników: Piotra Parzyszka i Karstena Ayonga. Obaj mieli z czasem sprawić, że gliwiczanie zaczną strzelać więcej bramek. na razie jednak na to się nie zanosi.
Pierwszy z nich – Parzyszek szans dostał już dużo, ale dopiero w meczu z GKS Jastrzębie mógł pobiegać po murawie przez pełne 90 minut. Polak wychowany na holenderskich boiskach zawiódł. „Najlepszym” podsumowaniem jego występu była sytuacja z końcówki meczu, kiedy będąc w sytuacji sam na sam, nie potrafił strzelić na tyle mocno, by piłka choćby przeleciała obok interweniującego bramkarza gospodarzy.
Mierzący ponad 180 cm wzrostu Karsten Ayong miał szaleć w polu karnym, rozbijać rywali, wygrywać pojedynki główkowe, czyli zrobić różnicę w szesnastce przeciwnika, a nawet specjalnie nie biegał. Kameruńczyk z czeskim obywatelstwem strzelił wprawdzie gola, ale tylko dlatego, że piłkę sprezentował mu golkiper Jastrzębia.
Dużo lepiej prezentował się od tej dwójki Łukasz Krakowczyk. Wypożyczony z Piasta do GKS-u napastnik przynajmniej próbował szarpać i wychodzić na pozycję. P
Na szczęście na ten moment skuteczność nie jest największym problemem gliwiczan. Papadopulos trafia dość regularnie, i o miejsce w składzie martwić się nie musi. Bramki zdobywają też gracze z pola.
W meczu tym okazję do pokazania się mieli też zawodnicy, którzy w tym sezonie jeszcze nie wystąpili lub pojawiali się na murawie na kilka minut. Z nich jednak tylko Byrtek dał mocny sygnał trenerom, że może być brany przy ustalaniu wyjściowej jedenastki. Pozostali muszą jeszcze trochę popracować. Trzeba jednak wziąć pod uwagę to, że w takich składzie i ustawieniu zespół zagrał pierwszy raz ze sobą. Trudno więc było się spodziewać płynnej gry i piłkarskich fajerwerków.
Opracowanie; piast.gliwice.pl
foto: gksjastrzebie.com





















