Patryk Dziczek choć jest najmłodszym zawodnikiem w gliwickiej drużynie gra jak profesor.
Wychowanek Piasta bez respektu i strachu rozdziela piłkę, inicjuje akcje, walczy w defensywie, próbuje strzałów z dystansu i ma już w tym sezonie na koncie gola. W piątek po faulu na nim, Cracovia od 11 minuty musiała grać w 10. Niewątpliwie miało to wpływ na dalszy przebieg tego spotkania.
– Myślę, że tak było choćby z tego względu, że mieliśmy na boisku jednego zawodnika więcej, ale my w tym sezonie pokazujemy, że jesteśmy dobrze przygotowani, ze gramy w piłkę. Ważniejsze było to, że chwilę po tym jak Budziński opuścił boisko, strzeliliśmy bramkę na 1:0. To podcięło skrzydła Cracovii. Potem dołożyliśmy drugiego gola. Nie wykorzystaliśmy wprawdzie karnego, ale w drugiej połowie znów ich ukłuliśmy i w zasadzie było po meczu. Wprawdzie goście jeszcze zdobyli gola, ale cały czas kontrolowaliśmy grę i zasłużenie wygraliśmy – podsumowuje swój występ i całej drużyny „Dziku”.
Sytuacja po której arbiter zdecydował się pokazać czerwoną kartkę Budzińskiemu nie była jednak tak klarowna. Dopiero po tym jak arbiter skorzystał z wideoweryfikacji, gracz Cracovii musiał opuścić boisko
– Uważam, że kartka była jak najbardziej zasłużona. Ja szybciej przejąłem piłkę, a Budziński trafił mnie z tyłu w nogę. Na szczęście nic się poważniejszego nie stało. Rozbiegałem ją potem i było ok. Na pewno czekają mnie jednak jeszcze badania, jak już opadnie adrenalina, ale myślę, że będzie dobrze – ocenia wychowanek Piasta.
Przy prowadzeniu 2:0 gliwiczanie wykonywali rzut karny. Na uderzenie z 11 metra zdecydował się Tom Hateley, choć to Dziczek jako pierwszy wziął piłkę do rąk.
– Wytypowany był Tom i ja. Wprawdzie ja wziąłem piłkę, ale Tom powiedział, że chce uderzać. Jest starszym zawodnikiem więc oddałem mu futbolówkę. Każdemu może się zdarzyć nie trafić z karnego. W przerwie powiedzieliśmy mu, aby się nie przejmował, bo gramy dalej, no i strzelił gola na 3:0 – opisuje tę sytuację młody pomocnik.
Zwycięzców zwykle się nie sądzi, ale :Pasy”, mimo gry w osłabieniu kilka razy postraszyli gospodarzy.
– Czasami za szybko chcieliśmy wyjść z akcją do przodu. W podświadomości było to, że gramy z przewagą i prowadzimy, a wiadomo, każdy zespół chce strzelać jak najwięcej bramek. Mimo to uważam, że nasza wygrana nawet przez chwilę nie była zagrożona – zaznacza Dziczek.
Po tej kolejce gliwiczanie z dorobkiem 12 punktów zajmują czwarte miejsce w tabeli. Lepszego początku sezonu nie mogli więc sobie wymarzyć.
– Cieszymy się z dobrego startu, ale nie zamierzamy na tym poprzestać. Za tydzień gramy z Lechem w Poznaniu, pojedziemy tam po trzy punkty – obiecuje 20-latek
źródło: piast.gliwice.pl





















