Moja przygoda z piłką – Marcin Grzywa

Dla Marcina Grzywy sezon 2018/19 będzie drugim w jego karierze sezonem w Piaście i zarazem w futsalu.

Wcześniej urodzony w Katowicach zawodnik grywał tylko na otwartych boiskach. Nie jest to jednak przypadek, że postanowil zostać piłkarzem

– U mnie w rodzinie wszyscy od kilku pokoleń grali w piłkę:  dziadek, wujek, tata, który grał w dawnej drugiej lidze, czyli dzisiejszej pierwszej w AKS Niwka Sosnowiec i starej trzeciej lidze. Tata miał nawet epizod w młodzieżowej reprezentacji Polski, był bramkarzem.  Niestety  do wcześniejszego zakończenia kariery zmusiło go życie. Wtedy w piłce młodzi zawodnicy nic nie zarabiali, choć był to dość wysoki poziom, a z czegoś trzeba było żyć. Dalej jednak grał w drużynie zakładowej, ale  już dla frajdy. Tam parę razy widziałem go na turniejach – zdradza Marcin Grzywa.

Jest takie powiedzenie, że jabłko od jabłoni daleko nie odleci. Marcin już od najmłodszych lat biegał za piłką, na początku po podwórku.

– Nie  mieliśmy dostępu do boiska z prawdziwego zdarzenia. Bramki robiło się ze wszystkiego. Podkradało się z budowy  jakieś cegły, kostkę i ustawialiśmy słupki – jak najwyższe. Jak byliśmy starsi, to ktoś przyniósł łopatę, inny siekierę, ścinało się brzozy i były już dwa słupki. Każdy wtedy chciał być bramkarzem – wspomina rozgrywający Piasta.

Z racji wzrostu Grzywa mógł być bramkarze, ale?

– Też próbowałem, ale średnio mi to wychodziło. Lepiej między słupkami spisywał się mój brat – Paweł i tak zostało do dziś – zauważa zawodnik.

Każdy młody chłopak ma swoich idoli. Obecnie najczęściej młodzi chłopcy biegają w koszulkach Ronaldo, Messiego czy Lewandowskiego, a kim był Marcin Grzywa?

My byliśmy bracia Tachibana  z japońskiej kreskówki kapitana Tsubasu, myślę, że dlatego że byliśmy braćmi  -śmieje się Grzywa.

Na początku kariera naszego bohatera przebiegała wręcz podręcznikowo.

– Zacząłem trenować mając 12 lat. Po dwóch latach trafiłem do Ruchu Chorzów, wiek juniora skończyłem natomiast w Stadionie Śląskim. Zaraz potem grałem w drużynie Ruchu w Młodej Ekstraklasie. Potem już tak trochę obijałem się po trzeciej i niższych ligach. Grałem w AKS Mikołów, Szczakowiance Jaworzno, a przed przyjściem do Piasta W LZS Piotrówka – wylicza Grzywa.

Marcin to uniwersalny futsalista. Gra dobrze lewą jak i prawą noga, a zawdzięcza to trenerowi za którym kiedyś specjalnie nie przepadał.

Swojego pierwszego trenera nie wspominam zbyt dobrze. Wszystkie ćwiczenia jak wykonywaliśmy na boisku były ukierunkowane na prawą nogę, a ja miałem wiodącą lewą. Zawsze dostawałem ochrzan, ale byłem tak zawzięty, że tą prawą nogę doprowadziłem do takiego ‘stanu” że mogłem operować jedną i drugą – dziś to się przydaje – podkreśla futsalista Piasta.

 

Na razie Marcin walczy o to, aby regularnie  występować w futsalowej drużynie Piasta. Od dłuższego już jednak czasu z powodzeniem uprawia Minifutbol

– W Playarena  coś udało się osiągnąć. Byłem trzy razy na mistrzostwach Europy. W tym roku są pierwsze mistrzostwa świata. Czy pojadę – nie wiem, nikt miejsca za darmo mi nie odda, konkurencja jest olbrzymia – przyznaje Grzywa.

Piast Gliwice dla Marcina Grzywy jest pierwszym futsalowym klubem w karierze. W swoim premierowym sezonie zazwyczaj był rezerwowym ale już pod koniec minionego sezonu często wychodził w jednej z pierwszych czwórek. Przyszła kampania może być dla niego przełomowa na co mocno liczymy.

Źródło: piast.glwiice.pl/futsal

0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze