Był okres, kiedy Piast ogrywał Clearex, ale w ostatnich dwóch spotkaniach to chorzowianie byli górą. W niedzielnym meczu pięciokrotny mistrz Polski pokonał gliwiczan 3:2.
Pojedynek ten mógł jednak zakończyć odwrotnym wynikiem, gdyby goście wykorzystali swoje szanse, szczególnie te z końcówki tego pojedynku.
– Teraz to jest takie gdybanie, gdyby oni strzelili, to by wyżej wygrali, gdybyśmy my trafili, to może byłby remis. Przede wszystkim to jest kolejny mecz w którym gramy dobrze, ale niestety tracimy bramki, nie po jakiś ładnych i składnych akcjach przeciwnika, tylko po naszych indywidualnych błędach – ocenia grę Piasta Przemysław Dewucki.
Z jego zdaniem zgadza się Marek Bugański – Wszystkie bramki padły po naszych błędach. Niepotrzebny był też szósty faul. Potem idziemy 3 na 2 i tracimy piłkę. Ostatni gol to mój błąd. Chcieliśmy dziś bardzo wygrać. Nie oddaliśmy Clearexowi pola, ale wracamy do Gliwic bez punktów – podsumowuje rozgrywający Piasta.
Chorzowianie szybko zdobyli pierwszego gola, potem dołożyli drugiego, ale Piast bliski był doprowadzenia do remisu.
– Wyszliśmy na dwubramkowe prowadzenie, potem wkradła się nerwowość, ale udało nam się ten korzystny dla nas wynik dowieźć do końca. Jesteśmy bardzo szczęśliwi i cały czas liczymy się w grze o medale – tak natomiast ocenia to spotkanie Maciej Mizgajski, autor dwóch goli dla chorzowian.
– Zabrakło nam przede wszystkim strzałów. Rafał Krzyśka jest aktualnie w takiej dyspozycji, że dwoma-trzema uderzeniami nie wygramy meczu z tak dobrym bramkarzem – kręci głową Dewucki, który w tym spotkaniu nie wykorzystał przedłużonego rzutu karnego. Precyzji zabrakło także Greczowi, który zmarnował tzw. setkę. Okazja do rehabilitacji będzie w najbliższą niedzielę. O godzinie 15:30 Piast w Pniewach zmierzy się z Red Dragons.
źródło piast.gliwice.pl/futsal/TVP3 Katowice





















