Gdy Piast finalizował transfer Mateusza Szczepaniaka ten na koncie miał 22 z rzędu rozegranych spotkań bez gola. Nie brak więc było głosów, że to będzie to kolejny, chybiony transfer.
Tymczasem wypożyczony z Cracovii napastnik ma już na koncie trzy bramki, które przyczyniły się do zdobycia sześciu punktów, a gdyby wynik starcia z Górnikiem nie był zweryfikowany na niekorzyść gliwiczan, to dorobek drużyny byłby jeszcze większy.
– Wiele wydarzyło się w ostatnich dwóch miesiącach. Zmiana klubu, otoczenia, przeprowadzka, ale wszystko to wyszło mi na dobre. Co do meczu z Górnikiem, to już chyba wszyscy wiedzą jakie mamy na ten temat zdanie więc nie będę do tego wracał. Rzeczywiście trochę szalone te dwa ostatnie miesiące dla mnie były, ale najważniejsze, że wygrywamy i pniemy się w górę tabeli – ocenia początek swojej przygody z klubem z Okrzei Mateusz Szczepaniak.
Po inauguracji rundy wiosennej, kiedy to Piast uległ Jagiellonii 0:2 nie brak było głosów, że gliwiczanie będą jednym z kandydatów do spadku.
– Na porażkę z Jagiellonią patrzymy teraz inaczej niż zaraz po tym meczu. „Jaga” jest na fali. Owszem, zaliczyli wpadkę z Lechem, ale pozostałe mecze wygrali. Grają naprawdę super piłkę – zauważa Szczepaniak.
Napastnicy żyją z goli i są z tego rozliczani. Jesienią był z tym problem, wiosną bramki zdobywają głównie zawodnicy za to odpowiedzialni.
– Nie zgodzę się z opinią, że w poprzedniej rundzie było aż tak źle. Michał Papadopulos strzelił 7 bramek, więc ze swoich obowiązków w pełni się wywiązał. Na końcowy wynik ma wpływ suma wielu czynników. Co do mojej osoby natomiast od początku dobrze się rozumiem z kolegami. Ważny też jest aspekt psychologiczny. Ta bramka strzelona Lechii była bardzo istotna. Dała nam bardzo potrzebne trzy punkty i przełamanie. Cieszy mnie, że pomagam drużynie i że pniemy się do góry podkreśla Szczepaniak.
W meczu z Sandecją gliwiczanie odnieśli najwyższe w tym sezonie zwycięstwo. Było to też piąte z rzędu spotkanie bez straconego gola.
– Myślę, że zagraliśmy podobnie jak z Górnikiem. Wykorzystaliśmy wszystkie sytuacje, które sobie stworzyliśmy. Uważam jednak, że więcej musimy wypracowywać sobie okazji. Wtedy jeszcze ten wynik poprawimy – zaznacza napastnik.
W piątek Piast zmierzy się z Zagłębiem Lubin. Gliwiczanie do tego pojedynku podejdą już bez presji na zwycięstwo, ale na pewno z takim zamiarem wywalczenia trzech punktów.
– W Lubinie jest presja, aby drużyna zagrała w grupie mistrzowskiej, a na razie jest na granicy. Na pewno więc zawodnicy będą mieli to z tyłu głowy i może nam to pomóc. Myślę, że kluczowy będzie początek meczu. Przede wszystkim nie możemy stracić bramki. Z każdą kolejna minutą Zagłębie będzie wtedy grało bardziej nerwowo, a to może być dla nas młyn na wodę – przewiduje napastnik.
Terminarz sprzyja Piastowi. Gliwiczanie zagrają bowiem na koniec rundy zasadniczej dwa mecze u siebie i jedno spotkanie na wyjeździe z Wisłą Płock, zespołem z którym zawsze dobrze grało się drużynie z Okrzei. Gdyby udało się w tych spotkaniach zdobyć przynajmniej 7 punktów, to dawało by miejsce między 10-12. To skutkowałyby natomiast możliwością rozegrania czterech spotkań u siebie w rundzie finałowej.
– Można sobie dywagować, wymyślać różne scenariusze i dopisywać punkty. Ta liga jednak jest taka, że często jest na odwrót niż wszyscy przewidują. Analizując wyniki między zespołami często nie ma tu logiki. W każdej kolejce zdarzają się niespodzianki i wpadki faworytów, dlatego też skupiamy się na najbliższym meczu i nie robimy żadnych analiz. Nie możemy się też nakręcać że jest super, bo nie przegraliśmy pięciu spotkań z rzędu, tylko jeszcze trzeba pracować, aby zrobić jak największą przewagę nad strefą spadkową przed rundą finałową – podkreśla na koniec Mateusz Szczepaniak.






















Dobrze gada wódki mu dać