Drużynie Piasta przydarzało się już grać w skrajnie trudnych warunkach. Powodem były ulewy, nagłe śnieżyce, zmrożone murawy z niedoskonały jeszcze wówczas podgrzewaniem.
Zazwyczaj jednak miało to miejsce z zaskoczenia. W minioną sobotę gliwiczanie musieli się zmierzyć z Pogonią po całodziennych opadach. Już na 2,5 godziny przed rozpoczęciem meczu zastanawiano się, czy uda się rozegrać te zawody. Ostateczne decyzję w tej kwestii miał podjąć delegat wspólnie z sędziami przy opinii kapitanów obu zespołów. Nie jest jednak tajemnicą, że największy nacisk na rozegranie meczu mogła wywrzeć telewizja dla której jakość i wynik spotkania nie ma znaczenia, ale w program trzeba wypełnić. Nic więc dziwnego, że na pomeczowej konferencji najwięcej pytań dotyczyło sensu rozgrywania spotkań w takich warunkach.
– Więcej w tym meczu było walki niż futbolu, bo boisko nie nadawało się do gry. Wytrąciło nam to atuty, bo my chcemy grać piłkę kombinacyjną, także środkiem pola, a ta część boiska była całkowicie zniszczona – ocenił Waldemar Fornalik.
Spotkanie to ostatecznie udało się rozegrać, ale w dużej mierze o zagraniach i akcjach piłkarzy decydował przypadek
– Mecz się odbył, ale jakie byłby to widowisko, gdyby warunki były normalne? – pyta trener Piasta – Spotkały się dwie drużyny, które chciały grać w piłkę. Tymczasem ciężko było wymienić kilka podań, szczególnie w środku pola, gdzie my mamy swoje atuty w postaci choćby Vassiljeva, który nie czuł się dobrze na tym terenie – dodaje szkoleniowiec i zaznacza, ze Pogoń lepiej sobie radziła, bo grała skrzydłami, a tam murawa był lepsza.
Stan murawy to problem dla zawodników, ale aura i pewnie tez pora roku sprawiła, że na stadionie zasiadło ledwie 1600 kibiców. Jeszcze w grudniu w Gliwicach – Piast rozegra dwa spotkania, które można by określić jako hity jesieni. Już w niedzielę na Okrzei zawita Lech, a tydzień później przyjedzie Legia.
– Rok jest tak długi, że można byłoby znaleźć inne terminy, w okresie kiedy jest cieplej. Gramy w ostatni tydzień grudnia przed świętami co trzy dni. Pozostaje nam się modlić tylko oto, aby pogoda była inna. Idąc na konferencję przeżyłem takie déjà vu, bo przypomniały mi się czasy, kiedy murawy nie były podgrzewane. To wyglądało dokładnie to samo. Dziś boisko zostało zdewastowane. Na szczęście nikomu się nic nie stało – analizuje Fornalik.
– Boisko nie nadawało się do gry. Ten mecz nie powinien zostać rozegrany. Musimy się nastawić, że w następnych tygodniach będzie padać, a pojutrze nie przyjdzie lato. Jestem ciekaw czy uda nam się teraz naprawić boisko – zastanawiał się z kolei Kosta Runjaić – szkoleniowiec gospodarzy.
Ulewy zdarzają się nie tylko w listopadzie. Równie dobrze taka sytuacja mogłaby mieć miejsce we wrześniu czy marcu. Gdyby jednak nie było rundy dodatkowej i aż 37 ligowych spotkań w sezonie, to można by taki mecz przełożyć. Po raz kolejny więc rodzi się pytanie, czy system ESA37 ma sens?
Opracowanie: piast.gliwice.pl






















Statystyki końcowe nie kłamią kto grał lepiej. Boisko było takie samo dla obojga.