Jak nie u siebie, to gdzie, jak nie z Wisłą Płock, to z kim? Takie pytania zadają sobie pewnie zarówno zawodnicy jak i kibice niebiesko-czerwonych przed sobotnim meczem z „Nafciarzami”
Odpowiedź na nie wydaje się być oczywista. W sobotę jedyny wynik, jaki usatysfakcjonuje gospodarzy to zwycięstwo.
– Cieszy to, że zaczęliśmy strzelać bramki, ale musimy zdobywać ich więcej niż przeciwnik, bo punkty są nam bardziej potrzebne niż kolejne gole – przyznaje Michal Papadopulos.
Te ostatnie dwa spotkania w wykonaniu gliwczan były już poprawne, jeśli chodzi o grę do przodu. Brakuje jednak przysłowiowej wisienki na torcie, czyli wygranej.
– Piłkarsko i fizycznie poprawialiśmy się już zdecydowanie. Potrzebujemy teraz zwycięstwa, takiego na przełamanie, bo już nie pamiętam jak smakuje wygrana, to było tak dawno… – zauważa napastnik Piasta.
O wygraną łatwo jednak nie będzie. Wisła wyrasta na czarnego konia, przynajmniej tej rundy. Płocczanie zgromadzili już 20 punktów i tracą tylko trzy oczka do lidera.
– Na pewno trzeba podejść z szacunkiem do Wisły, ale uważam, że mamy od nich lepszą drużynę. Na wynik ich ostatniego meczu miała wpływ szybko pokazana czerwona kartka zawodnikowi ze Śląska i rzut karny. Przez 80 minut grali z przewagą zawodnika, ale nie zmienia to faktu, że mają niezłą drużynę, bardzo szybkie skrzydła i na to musimy zwrócić uwagę – analizuje „Papen”.
Wisła strzela gole, ale też je traci. Zapowiada się więc, że w sobotę kibice zobaczą tych bramek sporo.
– W ostatnich dwóch meczach stworzyliśmy sobie już sporo bardzo dobrych sytuacji, to cieszy, jeszcze trzeba je wszystkie wykorzystać i będzie dobrze – uśmiecha się na koniec najskuteczniejszy strzelec Piasta.
Opracowanie: piast.gliwice.pl





















