W przeszłości piłkarze nie zwracali takiej uwagi na kwestie finansowe, jak obecnie.
Teraz dla młodych zawodników nie liczy się przywiązanie do barw klubowych, licytację wygrywa ten, kto da więcej – mówi rozmowie z katowickim Sportem Józef Gałeczka, były piłkarz Piasta Gliwice.
Młodsi kibice „Najlepszej głowy polskiej piłki nie mogą pamiętać”. Józef Gałeczka bowiem urodził się w 1939 roku w Gliwicach. Przygodę z futbolem rozpoczynał w Unii Foch Gliwice. W latach 1955-59 reprezentował barwy Piasta. Jak sam wspomina w tamtym czasie musiał łączyć trenowanie z pracą na kopalni i to na dole.
– Przez półtora roku zjeżdżałem na dół. To była cholernie ciężka robota, bo nie byłem sztygarem, ale „fizolem”. Dali mi łopatę i musiałem kopać, dbaliśmy o kanalizację, wykonywaliśmy inne prace. Po tych miesiącach spędzonych na kopalni miałem dosyć i dlatego wyjechałem do Australii – wspomina Gałeczka.
Nie dał rady, wyjechał do Australii, gdzie grał i także pracował. W 1962 roku wrócił do Polski, ale nie do Piasta. Zagłębie Sosnowiec dało mu propozycję nie do odrzucenia. Miał tylko trenować, grać i strzelać bramki., a na kopalnię zgłaszał się tylko po wypłatę.
W 1962 roku zadebiutował w reprezentacji Polski. W 1964 zdobył tytuł króla strzelców ekstraklasy (18 bramek). Potem z Zagłębiem zdobył Puchar Polski, jako zawodnik i jako trener.
Dziś pan Józef jest ikoną Zagłębia, ale martwi go los wszystkich śląskich klubów w tym i Piasta
– Współcześnie w futbolu wszystko obraca się wokół finansów. Ruch ma ogromne problemy pod tym względem i to wpłynęło na to, że drużynie odebrano punkty w trakcie rozgrywek. Zadłużony klub nie radzi sobie w lidze. W Piaście lepiej to wygląda, bo miasto w dużym stopniu wspiera klub, ale gliwiczanie z kolei są w kryzysie sportowym – analizuje były reprezentant Polski.
– Gliwiczanin wskazuje też, gdzie tkwi problem.
– W przeszłości piłkarze nie zwracali takiej uwagi na kwestie finansowe, jak obecnie. Teraz dla młodych zawodników nie liczy się przywiązanie do barw klubowych, licytację wygrywa ten, kto da więcej. Poza tym mierni piłkarze znajdują sobie kluby, które podpisują z nimi kontrakty i muszą później wywiązywać się z umów. W przeszłości jak ktoś grał słabo, lądował na ławie, a gdy nie poprawił się, musiał szukać szczęścia gdzie indziej – zaznacza Józef Gałeczka.
Były król strzelców zauważą też, że śląskie kluby długo mogą nie walczyć o najwyższe cele.
– Realistycznie patrząc, nie widać podstaw, aby w ciągu najbliższych lat sytuacja poprawiła się. Kluby żyją głównie dzięki samorządom. Bez wsparcia miast nie miałyby pieniędzy na grę w ekstraklasie, I lidze. Na Górnym Śląsku nie ma wielkich firm, które byłyby skłonne zainwestować w piłkę. Tego bardzo brakuje. Dobrze, że miasta pomagają, bo inaczej chyba mielibyśmy drużyny poza ligą centralną – zauważa Gałeczka.
A sytuacja może być jeszcze gorsza. Czarny scenariusz to taki, że Ekstraklasę opuszczą Ruch i Piast. Na awans z I ligi mają szanse GKS Katowice i Zagłębie z tym, że Sosnowiczan do klubów z Górnego Śląska się nie zalicza.
– Do końca pozostało trochę kolejek. Ruch i Piast mają szanse na utrzymanie, Zagłębie na awans, ale różnice pomiędzy zespołami są bardzo małe. Nie wytypuję, kto się utrzyma, a kto awansuje, bo na dziś to jest niemożliwe do przewidzenia. Najbardziej rozczarowuje gliwicki zespół, który zdobył w poprzednim sezonie wicemistrzostwo, a teraz jest na miejscu spadkowym. Przypuszczałem, że po świetnym sezonie, może być gorzej, ale zakładałem środek tabeli, a nie dolne rejony – mówi Józef Gałeczka.
Cały wywiad na stronie katowickisport.pl
























Gość mówi o przywiązaniu do barw klubowych itp. a sam poleciał do Zagłębia za kaską , hipokryzja ?
Nie poleciał za kaską, jak wrócił z Australii to miał wybór, pracować i grać w Gliwicach lub nie pracować i tylko grać i to w zespole I ligi,wiedział też że Piast nigdy za komuny nie awansuje do I ligi, nie pozwolą na to gremia komuny, więc wybór Gałeczki był jeden, tak jak i wielu innych wspaniałych piłkarzy wywodzących się z Gliwic.