Punkt zdobyty w Toruniu w kontekście pozostałych wyników okazał się podwójnie cenny.
Żadna z drużyn mogąca wyrzucić Piasta z trzeciego miejsca nie wygrała swojego meczu, a to oznacza, że gliwiczanie wciąż mają dwa oczka przewagi nad czwartą Pogonią i trzy nad Toruniem, a od Red Dragons odskoczyli na cztery pkt. Sytuacja w tabeli byłaby jeszcze lepsza, gdyby Piast na cztery minuty przed końcem meczu z FC Toruń nie stracił bramki, co pozostawiło mały niedosyt wśród zawodników Piasta.
– Niedosyt jest zawsze, ale zawsze lepiej jest przywieźć z boiska przeciwnika punkt niż nic. Nie ma co ukrywać. Toruń to zespół bardziej od nas ograny. W swoim składzie mają kilku kadrowiczów, a u nas nie mógł zagrać Mizgajski. Myślę więc, że należy się cieszyć z tej zdobyczy – stwierdza Robert Satora.
Pojedynek ten miał kilka faz. Po szybko straconej bramce, gliwiczanie rozgrali bardzo dobre 10 minut, kiedy to zdobyli dwa gole.
– Pierwsza część tego meczu była wyrównana, ale myślę, że ze wskazaniem na nas. Po przerwie też stworzyliśmy sobie parę sytuacji, które mogliśmy zamienić na bramkę, a wtedy myślę, ze wygralibyśmy to spotkanie. Przede wszystkim dobrze graliśmy w obronie, Michał też robił co mógł w bramce, ale nie udało się upilnować Wojciechowskiego, jak Toruń grał w przewadze, wtedy padł wyrównujący gol – tak ocenił ten mecz rozgrywający Piasta.
„Sati”, choć należy do grona najbardziej utytułowanych zawodników Piasta, to rzadko pojawia się na parkiecie. Zawodnik jednak nie narzeka, cierpliwe czeka na swoje szanse. W Torunie trener Jacek Podgórski dał mu okazję zagrania w drugiej czwórce i się nie zawiódł. Satora wypracował pierwszego gola dla Piasta, był też wyróżniającym się zawodnikiem w pierwszej połowie.
– Ostatni raz zagralem w meczu z Chojnicami, więc ta przerwa w występach była długa, choć cały czas trenuję i jestem do dyspozycji trenerów. Była okazja pokazać się w Pucharze Polski, choć ten mecz akurat nam nie wyszedł. Koledzy z PA Nova okazali się lepsi. Przed Toruniem za kartki wypadł teraz Mizgajski, trenerzy dali mi więc szansę. Tyle ile mogłem, starałem się pomóc drużynie. Miałem konkretne założenia. Przytrzymać piłkę, rozegrać wprowadzić spokój. Fajnie, że udało się zaliczyć asystę. Ja sam w meczu mogłem zachować się lepiej w paru sytuacjach. W drugiej połowie już trochę zabrakło mi sił, ale wywalczyliśmy ważny punkt – przypomina Robert Satora.
W poprzednim sezonie zdobycie 29 punktów wystarczyło Nbitowi, aby zająć na koncie rozgrywek szóste miejsce. Wydaje się, że w tej kampanii tez to powinno wystarczyć, aby zagrać w grupie mistrzowskiej.
– Nie możemy tak myśleć. Do zgarnięcia jest jeszcze 15 punktów. Na pewno nie uda się to wszystkim zespołom, ale może się tak zdarzyć, że akurat wygrają te drużyny z dolnej strefy. Mam jednak nadzieję, że nie tylko utrzymamy te miejsce, ale może nawet je poprawimy. Jak będziemy ciężko pracować i zawsze na boisko wychodzić w pełni skoncentrowani, to może nam się to uda – przekonuje „Sati”
W tym sezonie zawodników Piasta szczęśliwie omijają kontuzje. Kartki też gliwiczanie łapią w rozsądnych liczbach
– Myślę, że w tym sezonie jesteśmy bardzo dobrze przygotowani pod względem fizycznym. Trenerzy wyciągnęli wnioski też po tej sytuacji sprzed roku. Odpowiednie treningi, rozgrzewki, roztrenowanie, mamy dobrego fizjoterapeutę, który o nas dba. Każdy z nas też pracuje indywidualnie na siłowni, bo tego na samych treningach nie da się uzyskać – podkreśla Satora.
Po przerwie na mecze Pucharu Polski – Piast zmierzy się z Red Dragon Pniewy, obecnie szóstym zespołem w tabeli
– Red Dragons to drużyna, która dużo bramek nie strzela, ale gra bardzo solidnie w obronie. U siebie w całym sezonie przegrali tylko dwa mecze z Rekordem i Gattą, a więc zespołami ze ścisłej czołówki. Są wprawdzie za nami w tabeli, ale na pewno musimy podejść do nich maksymalnie skoncentrowani, jeśli chcemy wywieźć stamtąd dobry wyniki – zaznacza Robert Satora. To spotkanie zostanie rozegrane dopiero 4 marca.
Opracowanie: Piast Gliwice – Futsal





















