Piast – Wisła Płock, inne drużyny, te same problemy

W niedzielę Piast zmierzy się z Wisłą Płock. Obie drużyny w tym sezonie zawodzą swoich fanów.

Piast, który miał ponownie walczyć o medale plasuje się na 12. miejscu w tabeli i ma tylko dwa punkty przewagi nad zajmująca przedostatnią lokatę Wisłę Płock. Oba zespoły walczą więc na ten moment o utrzymanie.

Nastroje w Gliwicach jeszcze są względnie umiarkowane. Dwa zwycięstwa z rzędu bowiem prawdopodobnie wywindowały by niebiesko-czerwony do pierwszej ósemki. Dużo gorzej jest w Płocku. Nafciarze bowiem na początku sezonu spisywali się nieźle. Byli nawet w grupie mistrzowskiej, ale potem nastąpiło załamanie formy. W ostatnich siedmiu meczach Wisła pięciokrotnie przegrała i dwa razy zremisowała. Fani tej drużyny już ponad dwa miesiące czekają na zwycięstwo. Władze klubu z Płocka zorganizowały spotkanie z kibicami, aby załagodzić napięta atmosferę. Prezes, trener i zawodniczy tłumaczyli się z postawy drużyny. Okazało się, że wiele problemów, które dotknęły Wisłę, dotyczą również i Piasta. Kibice zarzucili trenerowi, ze ten gra jednym napastnikiem.

– Na początku mieliśmy w składzie wicekróla strzelców pierwszej ligi Mikołaja Lebedyńskiego i jeszcze trzech: Jose Kante, Emila Drozdowicza i Popielę. Kadra zespołu w ekstraklasie może liczyć 25 ludzi, więc nie mogliśmy mieć więcej niż czterech napastników. Opuścił nas Lebedyński, jego decyzja bardzo pokrzyżowała nam szyki. Mógł dojść jeszcze Mateusz Piątkowski, walczyliśmy o niego do końca, ale niestety jego klub zablokował transfer. Musimy się wzmocnić na tej pozycji zimą, dyrektor Masłowski jeździ, ogląda napastników. Ostatnio obserwował młodego Polaka w Bundeslidze – tłumaczył prezes – Jacek Kruszewski.

– Napastnik to najbardziej deficytowa pozycja na rynku, nasze telefony się paliły do końca okienka transferowego. Gdybyśmy wiedzieli, że Lebedyński odejdzie, to inaczej byśmy rozwiązali sprawę, bardziej zaryzykowali w transferach. Ja wierzę w Kante, który strzelił cztery bramki, zrobił postęp, rozwija się. Zabrakło nam czasu, bo w dwóch ostatnich dniach okienka transferowego na rynku zostały ochłapy. No i my nie występowaliśmy z pozycji krezusa – dodał Marcin Kaczmarek, trener Wisły.

W Piaście też od początku sezonu wszyscy zgodnym chórem twierdzą, że głównym powodem braku dobrego wyniku  jest brak napastnika klasy Nespor. Przy Okrzei jednak jeszcze panuje względnie dobra atmosfera. W Płocku zdaniem kibiców tej drużyny zawodnicy są ze sobą skonfliktowani.

– Wpadliśmy w dołek skuteczności punktowej, w szatni jest 20 charakterów, więc to normalne, że są jakieś spinki, ale wszyscy ciągniemy wózek w jedną stronę. Jesteśmy zdesperowani, by teraz zdobywać punkty, mamy jeden wspólny cel – przekonywał Seweryn Kiełpin – bramkarz Wisły.

W Płocku przed niedzielnym meczem mówią sobie, jak nie z Piastem  to kim możemy wygrać? – Teraz najważniejszy jest niedzielny mecz z Piastem, mobilizujemy się i wygrywamy! I sytuacja się zmieni. Przecież nie jesteśmy jeszcze nawet w połowie rozgrywek – podsumowuje prezes Wisły Jacek Kruszewski.

W Gliwicach takich rozmów i emocji nie ma, ale też sobie wszyscy powtarzają, jak nie z rozbitą Wisłą, to z kim wygrać? Podopieczni Radoslava Latala pojadą więc do Płocka w roli faworyta, choć nie zdecydowanego. W sporcie jednak słabość rywala  trzeba bezwzględnie wykorzystywać.

Opracowanie: piast.gliwice.pl/www.sport.pl

3 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
Iwona

Mam ogromną prośbę do trenera Latala !Na miłość Boską nie wystawiaj Pan do składu Szeligę i Masłowskiego.O ile ten drugi jeszcze coś od czasu do czasu gra to ten pierwszy jedyne co potrafi to pokazywać język do kamer

Iwona

Wystarczy jedno słabe ogniwo w drużynie ,żeby cała gra zespołu poszła na marne

łabędyPiast

Piast faworytem ? nasze wyjazdy są tragiczne, nie jesteśmy faworytem, może się uda.