W Gdyni już przed meczem z Piastem dopisywano sobie trzy punkty.
W sporcie często jednak tak bywa, że takie podejście bywa zgubne o czym przekonali się gospodarze sobotniego meczu. Piast wygrał choć nie był zespołem lepszym. Gliwiczanie wykazali się jednak większym cwaniactwem i ekstraklasowym ograniem.
Antoni Łukasiewicz (Arka Gdynia):
Teoretycznie na papierze powinniśmy ten mecz gładko wygrać, a okazało się, że było zupełnie inaczej. Nie zmienia to jednak faktu, że nie mamy co się wstydzić swojej gry, była determinacja, było zaangażowanie, były chęci, było fantastycznie wsparcie ze strony kibiców. Gdybyśmy wygrali, to zdobylibyśmy bardzo ważne punkty pod względem ciężaru gatunkowego. Dałoby nam to większy komfort pracy przez najbliższe dwa tygodnie. Musimy jednak posypać głowy popiołem, przy dwóch sytuacjach pod naszą bramką mogliśmy się lepiej zachować. No i zabrakło zimnej krwi pod bramką przeciwnika. Jesteśmy zespołem, który nadal bardzo chce, zostawia całe swoje zaangażowanie na boisku, nawet pojedyncza wpadka nas nie zmieni.
Mateusz Szwoch (Arka Gdynia):
Taka jest piłka, że jest nieprzewidywalna. Kiedy mieliśmy 1:1 to my byliśmy bliżsi zdobycia zwycięskiej bramki. Piast niczym nam nie zagrażał, jedyną dla nich nadzieją były, stałe fragmenty gry. Wykorzystali rzut rożny i skończyło się dla nas porażką. Pierwsza bramka była bardzo przypadkowa, a takie gole najbardziej bolą. Jak przeciwnik gra dobrze i strzela piękną bramkę, to łatwiej się otrząsnąć, niż po takim golu. W pierwszych minutach słabo zareagowaliśmy na straconą bramkę, ale piętnaście minut pierwszej połowy i cała druga to była nasza dominacja. Szkoda, że nie udało się tego udokumentować.
Radosław Murawski (Piast Gliwice):
Przyjechaliśmy do zespołu, który na własnym boisku był jak skała, my jednak wywozimy stąd trzy punkty. Z tego się bardzo cieszymy. Dziś bardzo dobrze się ustawiliśmy, co w poprzednich spotkaniach cechowało Arkę. Byliśmy bardzo dobrze przygotowani taktycznie pod ten mecz. Nie otwieraliśmy się specjalnie, czekaliśmy na swoje okazje i one nam pozwoliły wygrać mecz. Można powiedzieć, że punktów dalej mamy mało, zwłaszcza gdy się to porówna z poprzednim sezonem. Jednak teraz już są nowe rozgrywki i na tym musimy się koncentrować. Brakuje nam tego szczęścia, które było z nami w poprzednim sezonie. Nie możemy jednak bazować na szczęściu. Musimy wziąć się za siebie i zacząć grać fajną piłkę.
Hebert (Piast Gliwice):
– Kiedy zmierzałem w ich pole karne, to miałem w głowie jedną myśl: „Muszę teraz strzelić gola”. Powtarzałem sobie to w głowie. To był bardzo trudny mecz… i oczywiście trochę szalony, jeśli chodzi o mnie. Nie wiem o co chodzi, ale ciągle coś dziwnego mi się przytrafia. Ponownie sprokurowałem karnego, ale chyba nie jest źle, bo znowu strzeliłem gola – uśmiechał się Hebert. To jest niemożliwe… W każdym meczu coś dziwnego mi się przytrafia… Choć uważam, że dzisiejszy karny był słuszny, ponieważ zagrałem piłkę ręką. Taki jest futbol, nie wszystkie rzeczy, które w tej dyscyplinie się zdarzają, są łatwe. Są również trudne momenty. I właśnie takie przeżywaliśmy ostatnio. Trzeba jednak potrafić się podnieść i pokazać charakter, odwrócić losy meczu. Tak się dzisiaj zdarzyło. Kiedy zmierzałem w ich pole karne, to miałem w głowie jedną myśl: „Muszę teraz strzelić gola”. Powtarzałem sobie to w głowie. Dostałem fantastyczną piłkę od Michała Masłowskiego i musiałem ją wykorzystać. Jestem bardzo szczęśliwy, że piłka wpadła do bramki
Sandro Gotal (Piast Gliwice):
Bardzo się cieszę z tego debiutu. Miałem długą przerwę w grze, ale dziś zagrałem prawie pół godziny i myślę, że nie było najgorzej. Wiem jednak, że mogę grać dużo lepiej i postaram się to pokazać w następnych meczach. Trener przedstawił nam plan na to spotkanie i sądzę, że dobrze wywiązaliśmy się ze swoich zadań. Niektórzy mogą narzekać na styl, ale dla nas dzisiaj najważniejsze było zwycięstwo. Jesteśmy szczęśliwi, że do Gliwic wracamy z trzema punktami zdobytymi na bardzo trudnym terenie.
źródło: Arka Gdynia SSA/piast-gliwice.eu






















Brawo Gerard, przede wszystkim za wywiad w języku polskim, może jedynie tego kurde było ciut za dużo. Gra też nie była taka zła, w pamięci pozostał między innymi kapitalny rajd pod koniec pierwszej połowy kiedy świetnie sobie poradziłeś z dwoma obrońcami. Ambicja i pełne zaangażowanie, a także technika oraz gra z pierwszej piłki to znaki rozpoznawalne Badiego..
Ja bardzo lubię Gerarda super facet a co najważniejsze sercem z miastem i klubem nie wiem kto tak jak on pokazuje swoje oddanie na boisku i poza nim.Brawo GERARD!!!