W meczu z Górnikiem Łęczna znów poprowadził Piasta Radoslav Latal.
Czech tchnął w drużynę nowego ducha. Jego podopieczni strzelili trzy gole, po raz pierwszy w tym sezonie. Po tym meczu liczono, że będzie już tylko lepiej, ale Latal cudotwórcą nie jest. W Krakowie znów zobaczyliśmy Piasta sprzed kilku tygodni.
– Z naszej strony to było bardzo słabe spotkanie. Wiedzieliśmy, że nie będzie łatwo, jednak to co się stało można okreslić tylko jednym słowem – katastrofa. Nie ma na to łagodniejszych określeń. Wisła miała mnóstwo sytuacji i na dobrą sprawę już przed przerwą mogła z nami wysoko prowadzić. Trochę zabrakło im szczęścia – trafiali w słupki oraz poprzeczki. Dobry mecz natomiast rozegrał jedynie Jakub Szmatuła. O postawie reszty zespołu nie będę się wypowiadał – tak ocenił postawę swojego zespołu Radoslav Latal.
Trener tłumaczył też decyzje o zmianach.
– Bałem się, że może nam nie udać się utrzymać nawet remisu. Dlatego też w miejsce Macieja Jankowskiego wpuściłem Edvinasa Girdvainisa. Miał wzmocnić defensywę i sprawić, że jakoś dowieziemy ten punkt. Nie udało się nam to jednak. Do Gliwic wracamy w podłych nastrojach – podkreślił Czech
Radości, wręcz euforii za to nie krył Dariusz Wdowczyk
– Myślę, że taką Wisłę wszyscy chcą oglądać. Zapewniliśmy kibicom emocje do końca, jednak tym razem były to pozytywne odczucia. Zawodnicy pozostawili dużo zdrowia na boisku, zaciekle walczyli o zdobycie tej bramki. Mieliśmy multum sytuacji, jednak w skutek świetnej gry Jakuba Szmatuły na tego upragnionego gola musieliśmy czekać aż do 93. minuty – powiedział po meczu z Piastem trener Wisły
Wdowczyk wygrywając z Piastem pewnie przedłużył swój byt przy Reymonta, ale nie tylko dlatego, że zwyciężył 1:0. Krakowianie w tym meczu. byli lepsi pod każdym względem.
– Moim zdaniem Wisła była lepsza przez całe spotkanie. Moi piłkarze wiedzieli, że muszą wygrać ten mecz. Dlatego też w ich grze można dostrzec trochę nerwowości. Odczuwali sporą presję, aby zdobyć tego gola oraz komplet punktów. Długo się to nie udawało, jednak oni nie stracili wiary, że to może się udać. Poprzeczki, słupki oraz świetne interwencje Jakuba Szmatuły sprawiły, że bardzo długo musieliśmy czekać na to trafienie. Na szczęście nadeszło. To nagroda za ogromną walkę, jaką zawodnicy toczyli przez całe spotkanie – tłumaczył Dariusz Wdowczyk.
Opracowanie: piast.gliwice.pl/piast-gliwice.eu






















To u Latala jest w porządku – nie próbuje zakłamywać rzeczywistości i po prostu mówi jak było, w jakimś niebezpośrednim stopniu przyznając się również do swoich błędów.
Dokładnie, zdaje sobie sprawę że była padaka. Musi ogarnąć to towarzystwo, po tym co było za necka.
sarkowicz, do ciebie pytanie, wiem że tu zaglądasz. Dumny jesteś, po skumaniu się z neckiem i wydymaniu Latala?
Było kiedyś zmorą Piasta, tracenie bramek na początku meczu,
obecnie dzieje się to w doliczonym czasie.
Ale najgorsze jest to,że Piast znowu pokazał grę do niczego,
nawet Latal nic poradzić już nie może z tą drużyną.
Piast obrał drogę Górnika Zabrze i pewnie tak skończy,jak on,
co to się dzieje z tą wicemistrzowską drużyną.
Co prawda, Piast jest znowu wicemistrzem z mała poprawką,
trzeba tabelę odwrócić.Szkoda panowie, wstyd!!!
Jest ch…o ale przestańcie ich spisywać na straty, Latał nas juz raz z gówna wyciągnął i w następnym sezonie zrobił wicka, ten sezon będzie marazmem, lepiej być na to przygotowanym ale utrzymamy się w to nie wątpię. Odbudowa psychiczna trwa dłużej niż tydzień, tylko, źeby teraz nie wpadli w syndrom ostatniej minuty i będą w końcówkach spięci tak, że sypać będą błędami.
Jak dla mnie to jesteśmy słabi kondycyjnie. Obecnie gramy najsłabiej w lidze i pewnie wszyscy typują nas do spadku. Nie wiem jak ale trzeba uzbierać z 20 pkt do końca roku.
Z perspektywy całego meczu remis byłby wynikiem daleko niesprawiedliwym. Szkoda jednak, że tym razem sprawiedliwość miała miejsce. Żal mi Jakuba Szmatuły. Gdyby nie rykoszet najpewniej poradziłby sobie ze strzałem Patryka Małeckiego. Pozostaje więc nic tylko spiąć poślady na mecz ze Śląskiem i zacząć wreszcie grać skutecznie, odważnie i z polotem. Wisła pokazała, że oddanie kilkunastu strzałów zza pola karnego (szczególnie przy takich warunkach atmosferycznych) przyniesie w końcu jakiś efekt, bo tak to już jest. Kto strzela ten trafia. Przypadkowe rykoszety, odbicia, piłka wpada pod nogi napastników i gol sytuacyjny (ktoś kiedyś wyliczył, że to ponad 30% wszystkich padających bramek). Nie ma się co załamywać. Wystarczy zacząć mecz tak jak z Łęczną i tym razem powinno się udać 😉 Fujarki w górę i gramy dalej!