Zabrakło we mnie killera – Bartosz Szeliga.

Piast Gliwice zremisował trzeci mecz z rzędu.

Biorąc pod uwagę jednak klasę przynajmniej dwóch ostatnich zespołów z którymi mierzyli się gliwiczanie, można być umiarkowanie zadowolonym ze zdobytych dwóch punktów i  postawy niebiesko-czerwonych. Gliwiczanie mają jednak ogromny problem ze zdobywaniem goli. W tych trzech ostatnich spotkaniach strzelili tylko jedną bramkę.

– W meczu z Zagłębiem mieliśmy sporo sytuacji, może nie stuprocentowych, ale przeważaliśmy od początku do końca. W pierwszej połowie wprawdzie jeszcze Zagłębie kilka okazji miało, ale po przerwie zdominowaliśmy ich totalnie, szkoda jednak, że nic nie wpadło. Myślę, że zabrakło tego ostatniego podania i spokoju pod bramką. – Tak skomentował starcie z „Miedziowymi” Bartosz Szeliga.

Niewątpliwie wpływ na obniżenie jakości tego widowiska miała postawa gości. Drużyna z Lubina  długimi momentami cofała się całym składem na własną połowę, stawiając przysłowiowy autobus.

– Tak to też było. Zagłębie nastawiło się na obronę. W środku wystawili aż trzech defensywnych zawodników, ale mimo to potrafiliśmy parę razy przedrzeć się w ich pole karne. Małe to jednak pocieszenie, bo nie wygraliśmy tego meczu – kiwa głową „Szeli”

Jiri Necek tym razem ustawił zespół już bardziej ofensywnie. Od początku w ataku grali ze sobą Barisić i Szeliga.

– Dużo wygodniej gra się we dwóch, bo ma się oparcie w tym drugim napastniku. W meczu tym  środkowi pomocnicy też nam pomagali. Myślę, że zagraliśmy lepiej niż na Legii – ocenia napastnik Piasta.

Szelidze niewątpliwe jeszcze brakuje odwagi i typowego dla środkowego napastniku instynktu, co zresztą sam przyznaje

– To prawda, szczególnie było to widać przy  sytuacji gdy „Badi” mi zagrał. Gdybym sobie wypuścił piłkę do przodu, to lepiej bym tę akcję kończył. Zabrakło we  mnie takiego killera. Więcej natomiast było gry ciałem, ale taka jest też rola napastnika. Nie będzie tak, że w każdym meczu będę dostawał prostopadłe piłki – przekonuje Szeliga.

Trener Zagłębia – Piotr Stokowiec tłumaczył postawę swojego zespołu zmęczeniem dużą ilością rozegranych spotkań

– Coś w tej „fizyce” było, że potrafiliśmy ich zdominować, ale myślę, że po prostu byliśmy lepsi i bardziej zdeterminowani – zaznacza Szeliga.

Hebert z Sedlarem rozumieją się coraz lepiej, tworząc zaporę nie do przejścia. W dwóch ostatnich meczach Jakub Szmatuła nie musiał wyciągać piłkę z bramki.

Cieszy to, że po raz kolejny zagraliśmy na zero z tyłu, bo to oznacza, że ta nasza gra w obronie się stabilizuje, ale teraz jeszcze trzeba być skuteczniejszym z przodu, żeby zaczęło przybywać punktów  – stwierdza na koniec zawodnik Piasta.

źródło: piast.gliwice.pl

2 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
Skorpion

Zgadza się coraz lepiej im idzie tylko więcej odwagi i będzie super ?

darek

Przyjdzie na to czas Bartku