Drogi Piasta i Lechii krzyżują się od założenia obu klubów. Jeszcze w latach 40-tych XX wieku miał miejsce pierwszy gotówkowy transfer z gliwickiego klubu do najbardziej popularnej drużyny Trójmiasta. Wtedy na wybrzeże przeprowadzili się dwaj urodzeni gliwiczanie z niemieckimi korzeniami – bracia Robert i Henryk Grunerowie. W zamian Piast otrzymał nie tylko pieniądze, ale też Lechia sfinansowała zgrupowanie nad morzem.
Potem wielokrotnie drużyny te spotykały się na boiskach II ligi, a najbardziej spektakularny mecz miał miejsce w 1983 roku, kiedy oba zespoły zmierzyły się w finale Pucharu Polski. Już niedawno do Lechii przeprowadził się Dariusz Trela, ale nie udało mu się tam przebić do pierwszego składu.
Przed tym sezonem ruch był w drugą stronę. Na Okrzei trafił wychowanek biało-zielonych – Marcin Pietrowski. W Lechii zabrakło bowiem już dla niego miejsca, po tym jak sprowadzono tam całą grupę zawodników.
– Na pewno mecz z Lechią będzie wydarzeniem wyjątkowym. Muszę jednak podejść do tego spotkania bez żadnych sentymentów. Chcemy wyjść na boisko i wygrać to spotkanie. To jest teraz najważniejsze – mówił na przedmeczowej konferencji prasowej Pietrowski.
W Gdańsku już od dwóch sezonów mają apetyty na miejsce gwarantujące grę w eliminacjach do europejskich pucharów. Plany nie idą jednak w parze z wynikami. W tym sezonie Lechia z dorobkiem 8 punktów zajmuje 13 miejsce w tabeli. Atmosfera w drużynie na pewno więc jest nieciekawa.
– Ciężko mi powiedzieć, jak wygląda atmosfera w ich szatni. Na pewno mają znacznie wyższe aspiracje niż miejsce, które zajmują aktualnie w tabeli. W Gliwicach czeka ich jednak trudna przeprawa – zapowiada Pietrowski.
Gdańszczanie mają problemy z wygrywaniem spotkań zarówno u siebie, jak i na wyjeździe, ale w poprzednim sezonie dwukrotnie biało-zieloni ograli gliwiczan, a katem niebiesko-czerwonych okazał się Piotr Wiśniewski, który w tych dwóch meczach aż pięciokrotnie pokonywał bramkarzy Piasta.
– Piotrek to nasz talizman na mecz w Gliwicach. Już żartowaliśmy w szatni, że mamy na sobotę pewniaka do składu. „Wiśnia” ma nosa do strzelania bramek Piastowi, dlatego mamy nadzieję, że swoją dobrą serię podtrzyma także w sobotnim spotkaniu – przekonuje Maciej Makuszewski, pomocnik Lechii.
Tym razem jednak Jakub Szmatuła może spać spokojnie. Jeśli Wiśniewski przyjedzie do Gliwic, to raczej jako talizman, bo jest kontuzjowany i zagrać nie będzie mógł.
Gdańszczanie w tym sezonie wygrali tylko raz, pokonując Górnika Łęczna 3:1. To nikogo w zespole prowadzonym od 1 września przez Thomasa von Heesena nie satysfakcjonuje. Nic więc dziwnego, że Lechiści chcą w Gliwicach zgarnąć trzy punkty.
– Trzeba szanować zespół Piasta, za to co dotychczas osiągnął. Chłopaki wykonali w Gliwicach naprawdę kawał dobrej roboty i są w stanie urwać punkty każdej drużynie w naszej lidze, o czym przekonały się już m.in. Legia i Lech. My jednak wierzymy w swoje możliwości i uważam, że mamy na tyle dobry zespół, że stać nas na to, by pokonać lidera tabeli na jego terenie – przekonuje Makuszewski.
W Gliwicach też jednak zainteresowani są tylko kompletem punktów, zapowiada się więc, że będzie to otwarty mecz w którym nie zabraknie akcji i goli. My mamy nadzieję, że więcej tych bramek strzelą gliwiczanie.
Opracowanie: piast.gliwice.pl
Cyt. za: piast-gliwice.eu/lechia.pl





















