Piast Gliwice wygrał pięć spotkań z rzędu i były apetyty na szóstą wygraną. Nic jednak nie trwa wiecznie. Sposób na gliwiczan znalazła Pogoń Szczecin. Portowcy dobrze rozpracowali zespół Radoslava Latala. W pierwszej połowie wyłączyli z gry Nespora. Czech starał się , walczył, ale do czystej pozycji strzeleckiej nie potrafił dojść.
– Bardzo trudno grało mi się dzisiaj w ataku, cały czas byłem kryty przez dwóch zawodników. Dopiero kiedy na murawie pojawił się Josip, to ta gra trochę lepiej zaczęła wyglądać – przyznał już po meczu Nespor.
Gliwiczanie dobrze jednak weszli w ten mecz. Już w 7 min bowiem objęli prowadzenie. Jak się okazało jednak, były to miłe złego początki.
– Dobrze zaczęliśmy i nie potrafiliśmy tego kontynuować. Jesteśmy zdenerwowani na siebie i na nikogo więcej. Popełniamy głupie błędy, o których zawsze sobie mówimy, a przydarzają się cały czas. Zawaliliśmy sobie mecz na własne życzenie, bo mieliśmy szanse, by dobić przeciwnika następnymi golami – w ostrych słowach skomentował ten mecz Radosław Murawski.
Po zdobyciu gola nic nie zapowiadało, że Piast przegra to spotkanie. Niebiesko-czerwoni grali swoją piłkę, nie pozwalali rywalom na konstruowanie akcji, ale w 43 min wpadła bramka dla Pogoni.
– Strzeliliśmy bramkę jako pierwsi, niestety Pogoń pod koniec pierwszej połowy wyrównała, choć nic na to nie wskazywało. W drugiej części gry nie wiem, co się stało, taka chyba po prostu jest piłka nożna. Musimy wciągnąć wnioski z naszych błędów – zastanawia się Martin Nespor.
Wydaje się, że w drugiej połowie gliwiczanom zabrakło konsekwencji. W poprzednich, zwycięskich meczach podopieczni Radoslava Lalata nie pozwalali na zbyt wiele rywalom, tym razem oddali inicjatywę i jeszcze przytrafiały im się błędy. Obserwując grę po zmianie stron, tylko kwestią czasu było, kiedy padnie gol dla Portowców i tak się stało. Różnice na boisku zrobi Rafał Murawski, a też miejscowym dopisało szczęście przy golu Fojuta. Taka bramka pada średnio raz na 5 lat. Po tym meczu jeszcze można śmiało powiedzieć, że nic się nie stało. Porażki zdarzają się nawet Barcelonie, a Piast uległ drużynie, która w tym sezonie jeszcze nie przegrała. Kluczem do wykonaia planu, jakim jest gra w pierwszej ósemce, będą mecze na własnym stadionie. W najbliższą sobotę Piast podejmie Lechię Gdańsk
Musimy jak najszybciej wyrzucić z głów mecz w Szczecinie i skupić się na następnym, z Lechią Gdańsk. Nie stała się przecież katastrofa i nie ma się co załamywać i spisywać Piasta na stratę. Mam nadzieję, że nikt nie powie mi, że jesteśmy nagle najgorsi, bo przegraliśmy Teraz będziemy chcieli odegrać się przed własną publicznością – potwierdza te spostrzeżenia Radosław Murawski.
– Wynik nie do końca odzwierciedla to, co działo się na boisku. Trzeba to przyjąć na klatę i patrzeć z optymizmem w przyszłość – mówi na koniec kapitan Piasta.
Opracowanie: piast.gliwice.pl
Cyt. za: piast-gliwice.eu/sportowefakty.pl






















Witam !
Neśpor to ambitny zawodnik. Gra bardzo agresywnie i jest aktywny. Do tej pory nawet skuteczny. Brakuje mu jednak tzw. ” siły „. Taką ” siłę ” miał Wilczek. Jego ciężko było rzewrócić. Może musi trochę popracować na siłowni. Porażka w Szczecinie uwidoczniła niektórych zawodników o słabej mentalności. Słaby Bariśić. Nad tym Latal musi popracować. Mecz z Lechią wcale nie będzie łatwy. Zmienili trenera, który będzie chciał się wykazać. Oby Piast mu w tym przeszkodził i zagrał skutecznie.
Pozdrawiam.
@Jurek właśnie Barisic zaskakuje mnie in minus, muszę przyznać że spodziewałem się po nim wiele więcej, a co do naszej mentalności niestety wszystkiego nie wygramy, fakt punkty w Szczecinie były spokojnie do ugrania.
A sam mecz pokazał że naszą siła jest taktyka krótkiego grania przy rywalach a przy tym jednoczesnego przesuwania się wszystkich formacji, skracanie pola etc.
Co pociąga za sobą ciągłe zapierdzielanie i naciskanie na rywala w obronie i ataku, na nasze nieszczęście chłopaki jakby opadli z sił co słuszne zauważył Latal.
Teraz pytaniem jest czy po tej Wiśle szybko do siebie dojdą, bo jeśli nie to najbliższe mecze wcale nie muszą kończyć się dla nas pozytywnie,oby nie.
A tak na marginesie nie wiecie co dzieje się z Makiem bo już powoli zaczynam się obawiać scenariusza podobnego do Dawidka czy Collinsa.
Generalnie 3 tygodnie mijają od jego przyjścia, ponoć jak przyszedł to coś trenował i potrzebował góra 2-4 tygodni, czas mija w rezerwach go nie ma, ani widu ani słychu o nim,
Dla mnie z jego kombinacyjnym graniem i niezłym gazem byłby idealny na pozycję Badii albo ogólnie na skrzydła/środek pola, w rezerwach go nie widzę temu pytam ??
bolec – Mak będzie dostepny za miesiac moze półtora tak mówil Latal. Z tego co słyszałem to dzisiaj Latal zafundował ostry trening pilkarzom , podobno „leciały kurwy” bo trener wsciekly po porazce z Pogonia 🙂
Wrocili o 1 w nocy a juz o 10 obowiazkowo na trening i dostali ostro po dupach. Mowiac zartobliwie oby wiecej nie wkurw… Latala bo bedą mieli cięzko 🙂
Barisic jak będzie grał ogony to skończy jak Jurado.
Zawodnik musi systematycznie grać tylko wtedy jest w gazie.