Piast przerwał jedną z najgorszych serii w swojej historii i wreszcie pokonał w meczu o punkty Lecha Poznań 3:2. Pierwsza odsłona nie była udana dla niebiesko-czerwonych, bo przegrywali 0:1. Po zmianie stron jednak gliwiczanie zagrali koncertowo, strzelając poznaniakom trzy bramki. Po kolei na listę strzelców wpisywali się: Wilczek, Szeliga i Podgórski. Bramki dla gości zdobyli Pawłowski i Kamiński.
Po dwóch tygodniach przerwy zarówno forma Piasta jak i Lecha była sporą niewiadomą. Przedstawiciele obu zespołów podkreślali jednak, że celem jest zwycięstwo. Każda strata punktów w tej drugiej części sezonu bowiem oddalałaby te ekipy od wyznaczonych przed sezonów celów. „Kolejorz” przyjechał jednak na Śląsk bez trzech, podstawowych zawodników. Z rożnych powodów nie mogli zagrać Sadajew. Douglas i Linetty. W zespole gospodarzy zabrakło jedynie Radosława Murawskiego.
Gliwiczanie odważnie zaczęli ten mecz i już w 1 minucie wywalczyli rzut rożny. Chyba nawet za odważnie, bo w 3 min nadziali się na kontrę po której najpierw Hamalainen trafił w poprzeczkę, piłka nieszczęśliwie wylądowała jeszcze pod nogami Pawlaka, który strzałem z obrębu pola karnego otworzył wynik tego pojedynku. Zaraz po wznowieniu gry gospodarze mieli okazję na wyrównanie. Po zagraniu Żivca zrobiło się spore zamieszanie w polu karnym gości, po czym Klepczyński wyłożył piłkę Carlesowi na 16 metr, ten jednak uderzył tuż obok słupka. Szybko zdobyty gol zawsze ustawia mecz, tak też było i tym razem. Lech mógł od tej pory pozwolić więcej pograć piłką gospodarzom i czekać na okazje do kolejnej kontry. Obrona gości grała uważnie i nie pozwalała gliwiczanom na stwarzanie sobie okazji do zdobycia wyrównującej bramki. Jedyne, które były, to te po rzutach wolnych wykonywanych przez Badię. Poznaniacy też jednak specjalnie nie forsowali tempa, stąd sytuacji po których mógłby zmienić się wynik praktycznie nie było. Z ciekawszych wydarzeń na murawie można w tym okresie odnotować strzał z rzutu wolnego w wykonaniu Drewniaka, pewnie jednak obroniony przez Alberto oraz akcję i dośrodkowanie Szeligi, nie zakończone jednak strzałem. W 35 min goście przejęli piłkę na własnej połowie i wyszli z kontrą, po której Pawlak zagrał na 18 metr do Lovrencsicsa ten uderzył jednak tam, gdzie stał bramkarz Piasta. W odpowiedzi Szeliga strzelał głową z 10 metrów, ale niecelnie. W 45 min popis nonszalancji dał Hamalainen. Fin broniący barw Lecha wyszedł sam na sam z Alberto, zatrzymał jednak piłkę, a potem chciał efektownym strzałem umieścić ją w bramce, trafił na szczęście dla gospodarzy w poprzeczkę. Pierwsza połowa zakończyła się jednobramkowym prowadzeniem gości, co nie przekreślało szans zespołu Angela Pereza na korzystny wynik.
Piast źle rozpoczął pierwszą połowę, ale drugą kapitalnie. Już w 47 min, po dośrodkowania z rzutu rożnego w wykonaniu Badii, Wilczek będąc na 9 metrze strzałem głową doprowadził do remisu. Nie upłynęło pięć minut, a niebiesko-czerwoni prowadzili już 2:1. Bartosz Szeliga uciekł obrońcom i będąc sam na sam, na pełnej szybkości zmienił wynik na 2:1 na korzyść Piasta. Mocno podrażniło to Lechitów, bo podkręcili tempo, próbując odrobić stratę, a to otworzyło szanse na kontrataki dla Piasta, w konsekwencji widowisko zrobiło się godne miana ekstraklasy. W dalszej części tego meczu Lech wypracował sobie przewagę, czego efektem był wyrównujący gol. W 68. min Kamiński z ostrego kąta zmieścił piłkę przy krótszym słupku. Do końca meczu było jeszcze sporo czasu, a remis nie urządzał żadnej ze stron, obie strony więc próbowały stworzyć sobie kolejne okazje na zmianę tego remisowego rezultatu. Na kwadrans przed ostatnim gwizdkiem sędziego poznaniacy zamknęli gliwiczan pod ich polem karnym, ale jedyną konsekwencją tej przewagi była seria rzutów rożnych. Potem gospodarze oddalili zagrożenie i sami j próbowali zagrozić gościom i udało się. W 88. min kapitalne, krosowe podanie otrzymał Tomasz Podgórski, rezerwowy w tym meczu kapitan Piasta podciągnął z piłką kilkadziesiąt metrów i przepięknym uderzeniem okienko poznańskiej bramki pokonał Gostomskiego. W końcówce tego fantastycznego w wykonaiu gospodarzy pojedynku Ruben i Wilczek jeszcze umieszczali piłkę w bramce, ale sędziowali uznali, że gole te padły z pozycji spalonej. Nie zabrało to jednak gliwiczanom w pełni zasłużonej wygranej.
23 listopada 2014, 18:00 – Gliwice, ul Okrzei
Piast Gliwice – Lech Poznań 3:2 (0:1)
Bramki:
1:0 – 3` Szymon Pawłowski,
1:1 – 47` Kamil Wilczek (asysta Gerard Badia),
2:1 – 50` Bartosz Szeliga (asysta Kamil Wilczek),
2:2 – 68` Marcin Kamiński
3:2 – 86` Tomasz Podgórski (asysta Konstantin Wasilljev_
Piast: 91. Alberto Cifuentes – 14. Adrian Klepczyński, 28. Kornel Osyra, 33. Hebert, 19. Piotr Brożek – 26. Bartosz Szeliga (75, 17. Tomasz Podgórski), 4. Carles Martínez, 20. Łukasz Hanzel (46, 84. Konstantin Vassiljev), 12. Saša Živec, 21. Gerard Badía (69, 77. Rubén Jurado) – 10. Kamil Wilczek.
Lech: 33. Maciej Gostomski – 4. Tomasz Kędziora, 23. Paulus Arajuuri, 35. Marcin Kamiński, 20. Hubert Wołąkiewicz – 11. Gergő Lovrencsics (82, 28. Dariusz Formella), 6. Łukasz Trałka, 17. Szymon Drewniak (56, 24. Dawid Kownacki), 16. Darko Jevtić, 8. Szymon Pawłowski (67, 77. Muhamed Keïta) – 19. Kasper Hämäläinen.
żółte kartki: Hebert – Trałka.
sędziował: Szymon Marciniak (Płock).
widzów: 5173.






















Resultado histórico.Dziękujemy.
Świetny mecz, wysokie tempo, akcja za akcję, gole i dramaturgia. Tak grający Piast to ewidentnie zasługa trenera Angela Pereza. Do tego facet ma szczęście… Wejście Podgórskiego budziło wątpliwości na sektorach świadomych pikników, które potwierdziły się już po paru pierwszych kontaktach z piłką: banalne straty, leniwe truchtanie zamiast gryzienia trawy, praktycznie osłabienie zamiast wzmocnienia drużyny walczącej o utrzymanie remisu.
I ten Podgórski strzela efektowną bramkę dającą upragnione a nie do końca zasłużone 3 punkty…
Hajto dziś powiedział w czasie komentowania meczu Bundesligi, że „dobry trener to ten, który ma dobre wyniki, bo nie ma takiego pojęcia jak dobry trener bez wyników…”.
Wilczek jest w życiowej formie, dziś fantastycznie obracał się z poznańskimi byczkami na plecach. Badia i Żivec to świetne nabytki Piasta, Klepczyński zadziwia wydolnością i zaangażowaniem, Hebert praktycznie z jednym błędem w meczu przeciw tak wybieganym, dynamicznym przeciwnikom. Ciekawe, że w takim meczu praktycznie Cifuentes nie miał okazji niczego bronić, bo Lechici niby wjeżdżali dryblingami w pole karne i rzucali dziesiątki dośrodkowań, ale strzały na bramkę blokowali nasi obrońcy.
Oby po meczu z Wisłą Perez nie musiał tłumaczyć, że orka z Lechem spowodowała przemęczenie…
i dodam wejście vasiljieva pociągało grę pracuś zivec miodzio ja zawsze mówię nikogo nie wolno skreślać
Cifuentes to jednak nie Trela(bramka na 2:2 obciąża jego konto), a Darek grzeje ławę w Lechii bo łysy to ikona tego klubu.
Trela chciał więcej zarabiać to zarabia grzejąc ławę. Ciufu może nie Trela ale wtedy był Trela a za to byli Polak i Horvath. Teraz jest cifu oraz Osyra Herbert i obrona wygląda lepiej niż wcześniej 🙂 Po meczu z Lechem nie mam wątpliwości,że jesteśmy wstanie grać o wyższe cele niż tylko gra w pierwszej 8. Wisła to nie ta sama Wisła jest wysoko ale też zdążają się jej wtopy. Za to mam straszny nie dosyt jeżeli chodzi o doping widać zmiany co chwila na gnieździe nie służą dopingowi co nie powinęło usprawiedliwiać tego , że tylko po bramkach byliśmy w stanie przekrzyczeć liczniejszego ( niestety) Lecha. Jeżeli chodzicie do młyna i są takie mecze jak z Lechem , Legią itd to sprężcie się wczoraj stać was by było na doping na wysokim poziomie ale niestety lenistwo robi swoje.
Czapki z głów Panie Klepczyński, Hebert też fajnie. Na sektorze vipów i rodzinnym słychać było pomruk gdy wszedł Podgór i proszę, to jednak był cud. Panie Agel, jest Pan BEST MEN!!!!!!!!!!dzięki:)Generalnie oglądało się 2 połowę z zaciśniętymi pięściami, aż pod koniec chciało się krzyczeć.Cóż parę dni temu rozmawiałam z Kubą Szmatułą( pozdrawiam :)), powiedział mi, że jak nie z Perezem to z kim możemy wygrać z Lechem, oni naprawdę stworzyli drużynę. dzięki za emocje.
Mimo wszystko Darka szkoda. Torcik go poniżał. Za to co dla nas wybronił mam dla niego wielki szacunek. Wybrał niestety fatalnie. W każdy innym klubie, po tym co zrobił Bąk w Zabrzu musiałby stanąć między słupkami. Łysy to jednak ulubieniec kibiców, i Brzęczek się też wycofał.