Kibic z Facebooka

facebookJeszcze kilkanaście miesięcy temu, gdy oddawano do użytku kolejne, nowe stadiony, Ekstraklasa S.A. chwaliła się rosnąca frekwencją na piłkarskich arenach. Ostatnio jednak nikt nie podaje statystyk mówiących ilu widzów zasiada na trybunach. Trudno się jednak temu dziwić, gdy przyjrzymy się liczbom. W tym sezonie w 15. kolejkach tylko w dwóch przypadkach na stadionie pojawił się komplet widzów. Było to w 9. kolejce, gdy Wisła Kraków podejmował Legię Warszawa i w 10, gdy Cracovia u siebie grała z Wisłą.

Frekwencja systematycznie spada wszędzie, również i na stadionie Piasta. Przy Okrzei jeszcze niedawno kręcono nosem, gdy na trybunach zasiadało 6. tys. kibiców. Teraz liczba czterech tysięcy jest zaczyna być uważana, za niezłą. Ostatni mecz z Łęczną, włącznie z kibicami gości na żywo oglądało 3852 widzów. Liczba ta i tak jest zawyżona, bo wliczono w nią posiadaczy karnetów, którzy akurat na tym spotkaniu nie byli. Taki sposób podawania frekwencji jednak wymusza Ekstraklasa S.A., która chce w ten sposób poprawić wskaźniki marketingowe.

Przy okazji tego spotkania została mocno podważona teoria, że największy wpływ na frekwencję mają wyniki. Przypomnijmy, że w dwóch poprzedzających pojedynek z Łęczna spotkaniach, gliwiczanie zaaplikowali rywalom aż 9 goli, tracąc przy tym ledwie dwie bramki. Podopieczni Angela Pereza  zagrali koncertowo, ofensywnie, czyli tak, jak najbardziej lubią kibice. Nie można też zarzucić klubowi z Okrzei, że ostatnie nie stara się, by przyciągnąć fanów na stadion. Zanim kończy się jedna promocja, pojawia się druga. Obniżane są ceny biletów,  pogoda również dopisywała, a kibiców mimo to ubywa. Specjaliści od sportowego marketingu nabrali wody w usta, bo nie wiedzą co powiedzieć, a w klubach głowią jak to jest możliwe.

Pewnie tylu, ilu jest znawców tej tematyki, tyle pojawi się tłumaczeń tego negatywnego zjawiska. My mamy swoją, nową teorię, że frekwencje w sposób niezamierzony i nieświadomy na stadionach zabijają same kluby, a w sposób w pełni świadomy – telewizja. TV się czepiać nie będziemy. W jej interesie bowiem jest, aby jak najwięcej ludzi wykupiło abonament i oglądało reklamy w przerwach pomiędzy meczami.

Przeanalizujmy więc  inne zjawisko. W Polsce pojawił się nowy typ kibica, którego nazwiemy „Kibicem z Facebooka”. Taki fan bardzo interesuje się swoją drużyną,  czyta wszystkie newsy, ogląda programy poświęcone klubowi. W dniu meczu natomiast zasiada przed komputerem, odpala jedną ze stron na żywo transmitujących spotkanie z udziałem jego drużyny, kibicuje i komentuje, cieszy się ze strzelonych bramek, lajkuje zdjęcia i informacje pojawiające się na społecznościowych portalach, wymienia uwagami z kibicami siedzącymi przed monitorami. Wszystko to ma miejsce w ciepłym domowy zaciszu, gdzie nie trzeba marznąć, można bezkarnie wypić kilka piw i nie trzeba zapłacić za bilet. Pracujący w klubowych marketingach cieszą się z tego, bo przybywa ludzi, którzy lubią profil klubu, rośnie oglądalność, są argumenty dla sponsorów, aby umieścić reklamę na stronie. Można też wykazać się przed swoimi władzami coraz lepszymi statystykami.

Gdybyśmy jednak narysowali dwie krzywe na jednym wykresie, gdzie pierwsza pokazywałaby wzrost popularności klubowych mediów, a druga frekwencje, to zauważymy, że pierwsza rośnie, a druga spada. Przez specjalistów od marketingu, to co pisze pewnie zostanie nazwane herezją. Tymczasem sami żeśmy to sprawdzili. Nawet w trakcie meczu u siebie, gdy wrzucimy na Facebooka interesujące zdjęcie czy informacje o golu, to szybko pojawiają się komentarze czy popularne lajki i nie są to tylko kibice z Anglii czy Niemiec, ale często gliwiczanie, którzy w dniu meczu zostali w domach. Kolejny przykład – największą frekwencję Piast miał w I lidze, gdy do użytku oddano nowy stadion, a marketing dopiero się tworzył. Nie było konkurencji w TV, bo stacja ORANGE pokazywała tylko wybrane mecze, a nie jak NC+ każde spotkanie. Było mniej informacji, więc kibic, aby zobaczyć mecz, zawodników, przychodził na stadion. Teraz może mieć wszystkie te informacje bez ruszania się z fotela. Dodajmy, że liczba tzw. lajków na Facebooku nie przedkłada się na ilość ludzi na trybunach.  Dla przykładu funpage Śląska Wrocław ma ponad 200 tys. polubień, a na trybunach nowoczesnego stadionu, który  może pomieścić 40 tys kibiców zasiada średnio 10 tys widzów.  Na hitowe spotkanie z Lechem stadion zapełnił się w 50%.

Ktoś powie, przecież w lidze włoskiej hiszpańskiej, angielskiej czy niemieckiej też specjaliści od PR stają na głowie, aby o klubie było głośno, a stadiony i tak są pełne. Są jednak zasadnicze różnice. Tamtejsze kluby regularnie grają w Lidze Mistrzów, a u nas tylko Legia reprezentuje Polskę na międzynarodowej arenie. Tam grają gwiazdy światowego futbolu, które przyciągają widzów. W Polsce tymczasem niechciani w zachodnich klubach. Tam też są tradycje przekazywane z pokolenia na pokolenie. Tato bierze syna na mecz, gdy ten dorośnie zabiera swoje dzieci etc.. Oczywiście tych powodów, dla których kibice przychodzą na stadiony w najmocniejszych ligach jest jeszcze więcej.

Na koniec tych rozważań trzeba sobie zadać pytanie, co zrobić, aby odciągnąć kibiców od monitorów i telewizorów. Na pewno nie da się  zlikwidować profili na społecznościowych portalach czy stron internetowych, telewizji też nie wygonimy, bo daje więcej kasy niż wpływa ze sprzedaży biletów czy karnetów. Nie mniej jednak kierunek, który został obrany przez specjalistów od sportowego marketingu  okazuje się na razie złym kierunkiem, bo  działania te nie przynoszą efektów w postaci  rosnącej frekwencji.

opracowanie: piast.gliwice.pl

3 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
CŻPG

Co można zrobić? By mecze transmitował Polsat i by je zakodował 😀 a tak całkiem serio żal mi takich ludzi co wolą nawet w lecie przy 25/28 stopniach kisić ogóra przez TV czy jak tu napisano Facebookiem i oglądać mecz własnej drużyny. Zwłaszcza ,że bilety nie drogie , dojazd bez problemowy nawet dla tych co nie mają aut ( autobusy na Opolską,Lipową i Poniatowskiego ) nowy stadion a ludzi i tak trzeba błagać na kolanach by przyszli na stadion. Wiecie jak się nazywają tacy kibice? PARÓWY !! By wam te piwska przed TV w gardle stanęły !!

Kali

Kibicow trzeba wychowac od wieku dzieciecego. Takimi zapelni sie czesc stadionu. A dalszych fanow trzeba roznymi metodami marketingowymi kusic. Waznym czynnikiem jest powazne traktowanie juz zdobytych kibicow przez klub i wyniki druzyny, ktore zaleza od wlasciwie prowadzonej, dlugoterminowej polityki kadrowej, szkoleniu mlodziezy i stopniowe wprowadzanie najlepszych do pierwszego zespolu. Aktualnie potrzeba jeszcze duzo cierpliwosci, by nadrobic dystans, poprzez zrownowazony rozwoj, do innych klubow z dlugoletnimi tradycjami, ktory w Piascie dopiero – tak naprawde – niedawno sie zaczal.

CŻPG

Zgoda wychować kibiców od najmłodszych lat. Ale w głowach wszystkich musi być odrobina fanatyzmu. Nie takiego fanatyzmu by coś rozpierdalać ale takiego by traktować mecze swojej drużyny jak obowiązek porównywalny do tego jak chodzenie do Kościoła czy Pracy. Puki co w Gliwicach panuje lenistwo jak i na przychodzenie na mecze Piasta ( zapełnienie stadionu średnio ok 40% ) jak i na wybory (frekwencja również w granicach 40% ) a gdzie reszta? A ma wszystko w dupie !!