W minioną niedzielę Jarosław Kaszowski po trzech latach przerwy znów wybiegł na murawę stadionu przy ul Okrzei, by oficjalnie już zakończyć swoją sportową karierę. Zagrał przez 15. minut w towarzyskim spotkaniu z Ruchem Chorzów, a potem już w większym wymiarze czasowym w meczu z reprezentacją Polski.
– To był jeden z najprzyjemniejszych momentów w moim życiu i zarazem najtrudniejszych. Nie jest łatwo opisać co czuję. Chyba jeszcze do mnie to nie dociera, że to byłe ten ostatni raz – powiedział, gdy było już po wszystkim – Jarosław Kaszowski
Kulminacyjny moment i ten najważniejszy chyba w tym dniu, miał miejsce około godziny 14. Wtedy to „Kasza” po ponad trzyletniej przerwie wybiegł na murawę stadionu przy ul Okrzei w niebiesko-czerwonych barwach z opaską kapitana na ręku. – Stres był, gdy wychodziłem z pierwszą drużyną na murawę. Nie mogłem przecież dać plamy, a graliśmy przeciwko zawodnikom, którzy występują na co dzień w ekstraklasie – opowiada „Kasza”.
Wychowanek Piasta plamy nie dał. Ustawił się na prawej pomocy i tak jak niegdyś spokojnie kontrolował to co działo się w jego strefie boiska. Po kwadransie Angel Perez zarządził zmianę. Jarosław Kaszowski przy ogromnym aplauzie prawie pięciotysięcznej publiczności w większości zaopatrzonej w koszulki z nr 8, w szpalerze ustawionym przez zawodników Piasta i Ruchu Chorzów opuścił boisko. Zanim jednak to się stało, jeszcze miało miejsce symboliczne przekazanie kapitańskiej opaski. Od bohatera tego dnia przejął ją Tomasz Podgórski. Zaraz potem legenda gliwickiego futbolu – Ryszard Kałużyński przekazał na wyłączność Kaszowskiego koszulkę z nr 8. Od 12. października numer ten jest zastrzeżony.

– Smutek czuje, ale przecież każdy koniec to początek czegoś nowego. Cieszę się bardzo, że udało się zorganizować tak fantastyczną imprezę, że dopisali kibice, przyjechali koledzy z boiska z którymi grałem, moi trenerzy – dzieli się wrażeniami ulubieniec gliwickich kibiców.
12. października 2014 był pięknym ciepłym, słonecznym dniem. Już od godzin porannych na stadion przy ul Okrzei przybywali kibice, by bawić się na festynie zorganizowanym wspólnie przez klub i Stowarzyszenie Kibiców Piasta. Były pokazy sztuk walki i szermierki, atrakcje dla najmłodszych, gastronomia, turniej piłkarski. O godz. 14. rozegrano mecz towarzyski z
Ruchem Chorzów, a parę minut po 16. kibice zobaczyli w akcji drużynę Przyjaciół Jarka Kaszowskiego i Reprezentacje Polski z Fundacji Kibica. Przybyli prawie wszyscy zaproszeni goście. W zespole „Kaszy” zobaczyliśmy 50 zawodników, którzy z nim grali czy to na dużym boisku czy też na hali. Troszeczkę starszym kibicom łza się w oku kręciła, a ci młodsi żywiołowo dopingowali. Jarek należał do najlepszych piłkarzy na boisku, a swoją ambitną postawę podkreślił zdobyciem gola. Robert Walkowiak, jak to miał w zwyczaju często robić jeszcze na boiskach klasy okręgowej, a potem IV ligi – wywalczył rzut karny. Piłkę na 11. metrze ustawił kapitan Piasta i strzelił tak, że Maciej Szczęsny nie miał żadnych szans na obronę. Nie było końca celebrowania radości i składania gratulacji. Na koniec na murawie pojawili się wszyscy piłkarze i przyjaciele. Jarkowi Kaszowskiego i jego drużynie nie udało się wygrać tego meczu, choć przez prawie całą godzinę jego „Team” prowadził wyrównaną grę. Szalę zwycięstwa na korzyść reprezentacji przechyli Zdzisław Kręcina. Obecny dyrektor Piasta pojawił się na murawie, gdy reprezentanci przeżywali trudne chwile. Zaraz potem nie kto inny, tylko jeden z najlepszych strzelców w historii polskiej piłki – Tomasz Frankowski zdobył gola, a zwycięstwo reprezentantów przypieczętował Adrian Sikora, który skompletował w tym meczu hat–tricka
Nie wynik był jednak najważniejszy. Po końcowym gwizdku sędziego wszyscy razem w klubowej restauracji na specjalnym bankiecie razem wspominali i świętowali zakończenie sportowej kariery żywej już legendy Piasta – Jarosława Kaszowskiego

P.S.
Kariera Jarosława Kaszowskiego w Piaście została przerwana nagle, zbyt wcześnie. „Kasza” mógł jeszcze kilka nawet lat cieszyć swoją grą kibiców, co zresztą próbował robić w innych klubach. W tym czasie nie brak było też działań, mających na celu zminimalizowanie roli, jaką Jarosław Kaszowski odegrał w historii gliwickiej piłki. Sztuka ta jednak nie udała się, bo i też nie mogła się udać. Dzięki wsparciu przyjaciół i kibiców dziś wieloletni kapitan Piasta znów gra dla swojego klubu, choć już w innej roli. Wszystko więc, tak jak w filmie z happy-endem, dobrze się skończyło i wszystkim tym, którzy do tego się przyczynili należą się wielkie podziękowania.
Opracowanie: Grzegorz Muzia
Gliwice, ul Okrzei – 12.10.2014
Przyjaciele Jarosława Kaszowskiego – Reprezentacja Polski Jerzego Engela 3:5 (1:0)
Przyjaciele: Krzysztof Kukulski, Jarosław Zadylak, Krzysztof Kozik, Adam Kompała, Mariusz Muszalik, Maciej Michniewicz, Paweł Gamla, Wojciech Gontarewicz, Paweł Zajączkowski, Sławomir Szary, Lumir Sedlacek, Janusz Bodzioch, Mirosław Widuch, Rafał Andraszak, Wojciech Kijewski, Marcin Feć, Krzysztof Szumski, Rafał Gałuszka, Andrzej Sala, Bartosz Iwan, Marcin Kiełpiński, Przemysław Dewucki, Krzysztof Kolasiński, Robert Walkowiak, Adam Kryger, Łukasz Krzycki, Rafał Kędzior, Mariusz Zganiacz, Damian Jędrasik, Daniel Chylaszek, Bartosz Garsztecki, Paweł Strumiński, Tomasz Kulczycki, Kazimierz Greń, Jarosław Wypych, Marek Pszonak, Adam Sarkowicz, Zbigniew Kałuża, Grzegorz Jaworski, Piotr Wieczorek, Magdalena Budny, Jarosław Kupis, Łukasz Żyrkowski, Tadeusz Sztorc, Tomasz Stępień, Damian Stolarczyk, Grzegorz Kasprzik, Grzegorz Dyrda, Mariusz Szumacher.
Reprezentacja: Maciej Szczęsny, Wojciech Kowalewski, Michał Żewłakow, Bartosz Bosacki, Tomasz Kiełbowicz, Arkadiusz Radomski, Bartosz Karwan, Kamil Kosowski, Mirosław Szymkowiak, Tomasz Sokołowski, Marcin Żewłakow, Andrzej Niedzielan, Tomasz Frankowski, Piotr Włodarczyk, Adrian Sikora, Zdzisław Kręcina, Tomasz Kiełbowicz.






















I wszystko byłoby ok, gdyby nie młyn, który kosmicznie dał dupy. Rozhisteryzowane dzieciaki. Protest???? Nie wiem co wami powoduje, ale daliście ciała w najważniejszym momencie.
Przykre.I jeszcze jedno, 24gliwice.pl cisza o niedzielnym benefisie.Ciekawe dlaczego?
dupy to dala ochrona i policja.A klub stara sie to zamiesc pod dywan. Wiec prosze pretensje do nich
zeby nie było.Na benefisie byłem ale na pikniku
Estonia 0 – 1 Anglia . Grał Vasiljevs. Nic o tym?
Vassiliev zagrał w pierwszej połowie. I więcej agencje informacyjne o jego występie nie piszą.
Dziękuję panie prokuratorze za info ,ale chyba należy się Kibicom osobny temat o tym jego występie jaki by nie był.
Kasza „wybral” piekny moment na odejscie,po wygranej nad odwiecznym rywalem na jego terenie i pokonaniu mistrza zeszlego sezonu u siebie.Czyz to nie wspanialy prezent od kolegow z druzyny?Powodzenia Jarek w dalszym zyciu zawodowym i prywatnym.
Pikniki i janusze chętnie stawili się w dobrej liczbie, żeby uczestniczyć w pięknym pożegnaniu Jarka Kaszowskiego.
Młynowa ekipa wypięła się na swoją „ikonę” i musieliśmy wysłuchiwać dziecięcych pisków nagłaśnianych przez megafon, podczas meczu reprezentantów Polski z gośćmi zaproszonymi przez Kaszowskiego. Wyszło żenująco.
Pozostała cześć młyna trwale pochorowała się od gazów, czy nie przyszła na złość organizatorom?
Pochorowałem się od gazów… Wybryk ochrony i policji na wyjściu zamieciony pod dywan to ja wolę Piasta oglądać w tv!!!
Mnie tez blokada na wyjściu podniosła ciśnienie.Ale na benefis Jarka, choćby na noszach, musiałem być!!!
Podziękowania oczywiście dla Jarka. Szkoda że nie zagrał w meczu ekstraklasy, to by było pożegnanie, i koszty mniejsze. Swoją drogą to ile nas kosztował ta impreza ? Może to początek kampanii wyborczej 🙂 powodzenia „w tym początku” …. „Każdy koniec to początek czegoś nowego „. Pytanie z jakiej listy wyborczej 🙂 Ktoś wie ?
Ja wiem ale nie POwiem
RAŚ 🙂
A tak swoją drogą to na ki chu.. było rzucać te petardy na murawę? Dobrze wiedzą jak się to potem odbywa. Klub i tak nie sra kasą to jeszcze będzie trzeba i za to zapłacić. Wsadź sobie jeden z drugim w dupę tą petardę i odpal. Wielki gieroj. Oprawę zrobił. Zadymiarz od siedmiu boleści. Potem gaz, damski foch i wielka obraza. Wyszło, że obrazili się na Kaszę.