Lubię trudne wyzwania – Angel Perez Garcia

Angel-PerezAngel Perez Garcia w przekonywujący sposób. utrzymał Piasta w ekstraklasie i w konsekwencji otrzyma l od władz Piasta zadanie przygotowania drużyny do nowego sezonu. Nowy szkoleniowiec Piasta pochodzi Hiszpanii. Grał w najsłynniejszym klubie  świata – Realu Madryt. Przez najbliższe  miesiące będziemy go  oglądać na ławce rezerwowej. Poznajcie jaki jest Angel Perez, co lubi, czego nie i dlaczego już pokochał Polskę.

Andrzej Sługocki rozmawia z Angelem Perezem Garcią, hiszpańskim trenerem Piasta Gliwice

  • Za nami koniec sezonu. Utrzymał pan Piasta w piłkarskiej ekstraklasie. Może pan teraz pokazać tę czarodziejską różdżkę?
  • Nie rozumiem…
  • Kibice Piasta mówią, że na gali ekstraklasy, na której był pan obecny, powinna być jeszcze jedna kategoria: „piłkarski cudotwórca sezonu”. Miałby pan gwarantowaną wygraną. Pytam o tę różdżkę, bo jak za jej czarodziejskim dotknięciem zmienił pan drużynę nie do poznania.
  • (śmiech) Aaa, teraz rozumiem. Muszę pana zmartwić, żadnej magii w tym nie było. Jestem zwykłym człowiekiem. O utrzymaniu i dobrych wynikach zadecydowała tylko nasza wspólna ciężka praca, eliminacja błędów i modyfikacja strategii. Po przyjęciu oferty pracy w Gliwicach siedziałem kilka dni zamknięty w hotelowym pokoju i godzinami oglądałem materiał video z meczów Piasta i naszych rywali w ostatnich pięciu kolejkach piłkarskiej ekstraklasy. Przeanalizowałem to, ustaliłem taktykę i udało się.
  • Jakie błędy pan znalazł? Jak z drużyny, która z jednym wyjątkiem nie wygrała od 30 listopada, stworzył pan kolektyw aplikujący rywalom w pierwszym meczu aż pięć goli.
  • Piłka nożna to prosta gra, a o wielu rzeczach, które dzieją się na boisku, decydują detale. Znalazłem pewne błędy w taktyce, nieco przeorganizowałem zespół i efekty przyszły same. No i praca, na boisku i poza nim. Udało mi się mentalnie pobudzić piłkarzy. Zadziałało! (śmiech)
  • Przyjeżdżając do Polski, nie czuł pan presji? Postawiono panu niezwykle trudne zadanie. Wielu „ekspertów” widziało już Piasta w I lidze.
  • Lubię trudne wyzwania, ale ta konkretna sytuacja nie uwierała mnie jakoś szczególnie. Jestem odporny psychicznie. Wierzyłem w sukces. I tyle.
  • Cofnijmy się o 50 lat. Mały Angel Perez Garcia jest kilkuletnim brzdącem. Co robi?
  • Jak to co!? Gra w piłkę! Mieszkam z rodzicami i pięcioma braćmi w Madrycie. Tato prowadzi sklep mięsny, a my uganiamy się za futbolówką. Od  rana do wieczora. Dookoła place do gry, a na nich mnóstwo dzieciaków. Mając 11 lat, zapisuję się do dzielnicowego klubu.
  • A kiedy pojawił się słynny Real?
  • Ooo, chwilę to jeszcze trwało. Mój starszy brat miał kolegę, który znał jednego z bramkarzy Reala. Polecił mnie i tak znalazłem się w tym klubie. Miałem 15 lat, kiedy podpisałem pierwszy kontrakt. Potem ciężka praca, gra w juniorach i wreszcie przenosiny do Castilla Real, drugiej drużyny „Królewskich”. Występowałem tam 3 lata i w końcu doczekałem się. Trener pierwszego zespołu oglądał nas i zdecydował dokooptować do Realu Madryt trzech zawodników. Wśród nich byłem ja. W pierwszej drużynie zadebiutowałem w meczu sparingowym z Albacete. Pojawiłem się na boisku na kilkanaście minut przed końcem tego spotkania. Zmieniłem słynnego Ramona Grosso. To było dla mnie wielkie wydarzenie. Potem, przez trzy lata (1979 – 1982 – red.), regularnie grałem w pierwszej drużynie, osiągając z nią wiele sukcesów: mistrzostwo Hiszpanii, Puchar Króla, grałem w finale Pucharu Mistrzów. Występowałem u boku obecnego trenera reprezentacji Hiszpanii, mojego serdecznego przyjaciela i mentora – Vincente del Bosque oraz słynnego Jose Antonio Camacho. W swojej karierze reprezentowałem jeszcze barwy Realu Murcia oraz Elche. Grałem w reprezentacji Hiszpanii do lat 21. Po zakończeniu kariery pracowałem jako trener w hiszpańskich: Almería B, Sangonera Atlético i Atlético Ciudad oraz egipskim Ittihad El-Shorta. Przez pewien czas byłem też trenerem w szkółkach młodzieżowych Realu Madryt w Ameryce Środkowej. Od stycznia do marca 2014 roku trenowałem drużynę New Radian na Malediwach.
  • A propos Malediwów. Gdy obejmował pan drużynę Piasta, wielu wyśmiewało się z tego faktu. Pokazywano zdjęcia, na których trenuje pan zawodników… na plaży.
  • Wyśmiewać się mogą tylko dyletanci, którzy kompletnie nic nie wiedzą o futbolu. Szkoleniowca zawsze bronią wyniki. Wspomniane zdjęcie zostało zrobione podczas obozu na jednej z malediwskich wysp. Rzeczywiście, trenowaliśmy na plaży siłę i szybkość. Był również czas na sportową zabawę. Po południu omawialiśmy taktykę.
  • Dlaczego reprezentacja Hiszpanii jest najlepsza w Europie i na świecie?
  • Bo w hiszpańskich klubach, na każdym poziomie szkolenia, ciężko się pracuje. Od dzieciaka do seniora. To element decydujący i kluczowy. Praca zawsze przynosi efekty. Tutaj nie można udawać, opierać się na półśrodkach.
  • Kiedy dostał pan propozycję pracy w Gliwicach,  było to pewnie zaskoczenie. Nowy kraj, zwyczaje, ludzie, kultura.
  • Polska nie jest dla mnie obcym krajem. Byłem tutaj już dwukrotnie na meczach reprezentacji oldbojów Realu Madryt. Poprzez komunikatory internetowe utrzymuję kontakt z kilkoma Polakami. Kiedy zaproponowano mi pracę w Piaście, już po chwili oglądałem dostępne w sieci strony i filmy dotyczące klubu. I tak robiłem przez kilka dni. Lubię wiedzieć, gdzie i z kim przyjdzie mi pracować. Dlatego podczas pierwszego spotkania z zawodnikami Piasta z każdym z nich przywitałem się po imieniu.
  • Miał pan okazję zobaczyć już Gliwice?
  • Żałuję, ale jeszcze nie. Od kiedy jestem tutaj, mój dzień wygląda niemal tak samo. Trening, a wieczorem analiza tego, co zrobiliśmy i co jeszcze przed nami. Rozpracowywanie rywali. W hotelu, w którym mieszkam, tylko jem, śpię i oglądam piłkarskie mecze. Widziałem już w akcji wszystkie zespoły polskiej ekstraklasy. Raz tylko wyszedłem na spacer i raz pojechałem z moimi piłkarzami na dyskotekę po ostatnim meczu. To za mało, by mówić, że poznałem Gliwice (śmiech).
  • Dyskotekę?! Pana poprzednik Marcin Brosz był pana przeciwieństwem. Nie pozwalał na takie zbytki. Raz tylko zabrał piłkarzy na ryby. Dyscyplina była dla niego kluczowa.
  • Dyscyplina to jedno, a drugie – dobra atmosfera w szatni. Ja jestem dla moich piłkarzy jak ojciec, a nasze relacje przypominają do złudzenia stosunki na linii rodzic – dziecko. Zaufanie i respekt.
  • Kuchnia polska jest inna od hiszpańskiej. Polubił pan jakieś potrawy?
  •  O tak! Bardzo smakuje mi rolada i rosół. Fantastico (głośny śmiech)! Jedzenie macie super. I jeszcze jedno. Przekonałem się, że w Polsce bywają okoliczności, w których po prostu nie wypada odmówić kieliszka wódki (śmiech). Jednak bardzo rzadko piję mocne trunki, lubię od czasu do czasu  piwo.
  • Jest pan zodiakalną Wagą, a ludzie spod tego znaku dążą w życiu do równowagi, sprawiedliwości i bezstronności. Nie lubią konfliktów i za wszelką cenę ich unikają. Łatwo natomiast zjednują innych. To opis pana charakteru?
  • Wypisz, wymaluj! (śmiech)
  • Rzeczywiście, jest pan niezwykle sympatycznym facetem.  Zadam zatem to najważniejsze pytanie: będzie trenował pan Piasta w przyszłym sezonie?
  • Tak. Jestem już po rozmowach z zarządem klubu, ustaliliśmy warunki kontraktu. Teraz trzeba  tylko przygotować umowę i po moim powrocie z Hiszpanii (tuż po wywiadzie trener wyleciał do Hiszpanii – red.) podpiszę ją.
  • Trudne zadanie przed panem. Dwóch kluczowych zawodników – Trela i Matras – odeszło. Kilku innym kończą się kontrakty. Jak będzie pan budował drużynę bez znajomości polskiego rynku piłkarskiego?
  •  Chciałbym, aby zdecydowana większość zawodników, z którymi pracowałem w ostatnim miesiącu – a którym kończą się kontrakty bądź wypożyczenia – pozostała w klubie. Liczę, że uda się to zarządowi. Do kadry chciałbym dokooptować tylko kilku nowych graczy: bramkarza, bocznych obrońców, środkowego pomocnika oraz lewoskrzydłowego. Oprócz Krzyśka Szumskiego w prowadzeniu zespołu pomagać mi będzie najprawdopodobniej nowy asystent, mój rodak z Hiszpanii.
  • Pomówmy trochę o panu prywatnie. Żonaty?
  • O tak, nawet dwukrotnie! Moja obecna żona ma 43 lata (Angel jest 57-latkiem – red.) i ma na imię Isabel. Jesteśmy razem od 24 lat i mamy dwóch synów, 16- i 18-letniego. Z poprzedniego związku mam z kolei dwie dorosłe córki. Isabel towarzyszy mi we wszystkich moich sportowych wyjazdach. Tak będzie i teraz. Razem z naszymi synami przyjedzie do Polski i tutaj zamieszkamy. Właśnie szukam szkoły i drużyny piłkarskiej dla moich chłopaków. Obaj grają w futbol.
  • Jak pan ich zachęci do przyjazdu?
  • Już to zrobiłem. Powiedziałem, że Polska to fajny kraj z dużą ilością zieleni. Że mieszkają tutaj superludzie: gościnni, wylewni, serdeczni.

 Źrodło: Nowiny Gliwickie

0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze