Kamil Glik wspomina przejście z Piasta do Palermo

Glik-reprezentacjaW środę reprezentacja Polski zmierzyła się ze Szkotami. Biało-Czerwoni, jak zwykle przegrali, a najgroźniejszym zawodnikiem w ataku naszej reprezentacji był Kamil Glik. Za każdym razem, kiedy „Gliku” wraca do Polski, w rozmowie z nim pojawia się temat Piasta.

 

Propozycja transferu należała do gatunku tych nie do odrzucenia. W Piaście w pierwszym sezonie utrzymaliśmy się, a w drugim spadliśmy do pierwszej ligi, a ja otrzymałem ofertę z klubu Serie A, który grał w Lidze Europy, bo w poprzednim sezonie zajął piąte-szóste miejsce. Pierwsze doświadczenia nie były jednak najlepsze. Przez pół roku praktycznie nie podnosiłem się z ławki. Zagrałem tylko w dwóch-trzech meczach Ligi Europy, a w Serie A ciągle było zero. Poszedłem więc na wypożyczenie do Bari, gdzie sytuacja była w zasadzie nie do odratowania. Drużyna zajmowała ostatnie miejsce z małymi szansami na utrzymanie. Był to jednak dobry krok, bo zagrałem szesnaście meczów w Serie A i ten minimalny bagaż doświadczeń zabrałem do Torino. Decyzje, które podejmowałem do dziś, były chyba rozsądne. Udowodniłem też, że – wbrew niektórym opiniom – dorosłem do poziomu Serie A – mówi w rozmowie z weszło.com obrońca Torino.

Dopuszczałeś do siebie myśl, że zostaniesz na zapleczu Ekstraklasy w Gliwicach?

Oczywiście. Wiedziałem jednak, że Piast potrzebuje pieniędzy, by przeżyć. Wtedy dopiero zmieniały się władze i klub przechodził na własność miasta. Pieniędzy nie było za dużo, a cztery miliony złotych, jakie za mnie zostali, to praktycznie budżet na cały sezon. Do tego doszło – o ile dobrze pamiętam – 300 tysięcy euro z transferu Kamila Wilczka do Zagłębia. Całkiem sporo. A jak na pierwszą ligę – ogromne pieniądze. Wszyscy byli więc zadowoleni.

Zastanawiałeś się czasem co by było, gdybyś został wtedy w Piaście?

Lepiej, żebym się nie zastanawiał (śmiech). Po jakimś czasie Piast zrobił awans, ale pozostanie w Gliwicach nie byłoby dla mnie najlepsze. Po wpadnięciu w taki krajowy obieg trudno byłoby mi potem wyjechać. Zresztą, z Polski generalnie jest ciężko wyjechać, ale jak już ci się uda, to wrócić można zawsze. Wtedy nie miałem się nad czym zastanawiać.

Nie obawiałeś się wtedy o swoje losy? Nie zahaczyłeś się w Realu, ani na testach, w końcu przyszedł Piast… Mogły pojawić się momenty zwątpienia.

Wtedy byłem młody i nie myślałem o tym w ten sposób. Z perspektywy czasu – macie rację – nie wyglądało to dobrze. Oblane testy, spadek z ligi z Piastem, pół roku bez grania we Włoszech i kolejny spadek z Bari. Mogło się wydawać, że jedyne, na co mnie stać, to poziom Ekstraklasy. Momenty zwątpienia były, zwłaszcza jeśli chodzi o Włochy, ale mam mocny charakter i się zawziąłem. Później zacząłem udowadniać, że dorastam do poziomu Serie A i cieszę się, że nie podjąłem żadnych pochopnych kroków, jak na przykład powrót do Polski.

Cały wywiad znajdziecie na weszło.com

0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze