Pięć nie wygranych spotkań z rzędu, szybkie pożegnanie z Pucharem Polski wzbudziło wśród kibiców zrozumiałe, negatywne emocje. Nie brak nawet głosów, że jedenastce z Okrzei przyjdzie w tym sezonie walczyć o utrzymanie, zamiast o czub tabeli. Na takie stwierdzenie chyba jeszcze za wcześnie, choć rzeczywiście jest to jeden z najgorszych startów do ligowych rozgrywek w ostatnich 10. latach, czyli od czasu, gdy Piast powrócił na szczebel centralny.
W pierwszym, po 14 latach przerwy sezonie 20013/04 w II lidze, Piast po 7. rozegranych meczach miał na koncie 7 punktów. Drużyna prowadzona wówczas, przez Józefa Dankowskiego utrzymała się jednak na zapleczu ówczesnej ekstraklasy, z dorobkiem 36. punktów, kończąc rozgrywki na 10 miejscu.
W kolejnym sezonie było zdecydowanie lepiej, bo jedenastka z Okrzei po 7 meczach miała 10 pkt. i wydawało się, że będzie zespołem środka tabeli. Tak się jednak nie stało. Na koniec gliwiczanie, prowadzeni już wówczas przez Jacka Zielińskiego wprawdzie wywalczyli 36 oczek, ale musieli grać o utrzymanie w barażach. Gol Pawła Gamli zdobyty z rzutu karnego w rewanżowym meczu z Unią Janikowo dał Piastowi utrzymanie.
Kolejny sezon był specyficzny, bo zespół rozpoczął go z 10. ujemnymi punktami. Strata ta została odrobiona po 7 kolejkach. Od tego momentu drużyna, którą wciąż prowadził Jacek Zieliński zaczęła fantastyczny marsz w górę tabeli. Gdyby nie ujemne oczka, gliwiczanie do ostatniej kolejki liczyliby się w walce o najwyższe cele. Skończyło się na bezpiecznej, ósmej lokacie.
„Zielu” jednak, zdaniem ówczesnych władz klubu nieudanie zaczął kolejny sezon, choć po 7 kolejkach miał 9 oczek na koncie. Został zmieniony przez Bogusława Pietrzaka. Jakoś gry specjalnie się nie poprawiła, ale Piast zakończył rozgrywki wówczas na ósmym miejscu. Potem Piotr Mandrysz wprowadził po raz pierwszy zespół do Ekstraklasy. Po 7. kolejkach prowadzona przez niego drużyna miał 11. pkt. na koncie. Na koniec sezonu był ich 62. co dało trzecie miejsce i prawo gry w barażach. Ze względu jednak, że karnie za korupcje zdegradowano trzy zespoły z Ekstraklasy, gliwiczanie awansowali bezpośrednio be konieczności rozgrywania dodatkowych spotkań.
Premierowy sezon na najwyższym szczeblu rozgrywkowym rozpoczął się bardzo boleśnie dla niebiesko-czerwonych. Wprawdzie zaczęło się od zwycięstwa nad Cracovią i remisie w Bełchatowie, ale potem przyszła seria porażek i po 7. meczach drużyna prowadzona przez Marka Wleciałowskiego z dorobkiem ledwie 4 pkt., plasowała się na przedostatnim miejscu. Obecny asystent Waldemara Fornalika na tyle jednak zmobilizował drużynę, że udało się jeszcze jesienią zebrać dodatkowych 12 oczek. Mimo to władze klubu zdecydowały zmienić go na Dariusza Fornalaka. Po udanej wiośnie w wykonaniu jego podopiecznych, gliwiczanie z dorobkiem 33 pkt. zostali sklasyfikowani na 10 miejscu. Warto przypomnieć, że drużyna wynik ten osiągnęła głównie, dzięki solidnej grze w obronie. W całym sezonie Piast stracił tylko 26 goli, ledwie o 5 więcej niż Wisła Kraków, która wówczas sięgnęła po mistrzostw Polski.
Drugi sezon w Ekstraklasie Piast zaczął bardzo obiecująco. Po 7 meczach drużyna miał na koncie już 10 pkt. i efektowną wygraną nad Zagłębiem Lubin. Sprawdziło się jednak powiedzenie, że miłe są złego początki. Piast prowadzony najpierw przez Dariusza Fornalaka, a potem przez Piotra Wieczorka wywalczy tylko 27 oczek i z ostatniego miejsca w tabeli spadł do I ligi.
Od tego momentu Piasta prowadzi już Marcin Brosz. W sezonie 2010/11, kiedy to gliwiczanie szybko zamierzali wróci do elity, po 7. kolejkach drużyna miał już na koncie 13 punktów. Wiosną jednak niebiesko-czerwoni roztrwonili dorobek z jesieni i zakończyli rozgrywki na V miejscu.
Kolejny sezon Piast zaczął dokładnie tak samo. 7 meczy, 13 oczek. Pokerowe wręcz zagranie władz klubu, które zdecydowały się jesienne mecze rozgrywać na wyjazdach, a wiosenne, po oddaniu do użytku własnego stadionu już na nowym obiekcie okazało się kapitalnym rozwiązaniem. Piast u siebie bił rywali jak chciał, pewnie awansując do Ekstraklasy z pierwszego miejsca.
Po powrocie do elity i słabym starcie, gliwiczanie spisywali się nadspodziewanie dobrze. Cztery wygrane z rzędu pozwoliło już po 6 meczach mieć na koncie 12 punktów. Dalszy ciąg już znamy. Czwarta lokata na zakończenie sezonu i gra w europejskich pucharach
Mówi się, że dla beniaminków nie pierwszy, ale ten drugi sezon jest najtrudniejszy. Na razie reguła ta potwierdza się w przypadku Piasta. Po dobrym starcie, przyszła głęboka już zadyszka. Po 7. meczach gliwiczanie mają 8 punktów. Niby nie mało, ale to tylko trzy oczka przewagi nad miejscem z którego bezpośrednio spada się z Ekstraklasy. Sytuacja jest o tyle trudniejsza, że na razie nie ma w tym sezonie drużyny, która by nie potrafiła wygrywać. Każda z ekip znajdujących się za plecami zespołu Marcina Brosza ma na koncie przynajmniej jedną wygraną. Najbliższy mecz z Widzewem będzie miał w tej sytuacji ogromne znaczenie w kontekście założonych celów. Zwycięstwo na pewno podniesie morale i pozwoli wrócić do czołowej ósemki. Przegrana w perspektywie bardzo ciężkich spotkań lub remis, może sprawić, że przedsezonowe założenia będzie trzeba weryfikować.
Opracowanie: Grzegorz Muzia






















Widziałem minę Dudka jak w Ostropie grały rezerwy z drużyną ,której nazwy nie jestem w stanie wypowiedzieć,a tym bardziej zapisać.Jego mina wskazywała na to,że już wie,że z Collinsa i Rabioli w tym sezonie pożytku nie będzie.Piast do tej pory jak nawet stracił dwie bramki-to potrafił strzelić trzy.Teraz to już historia.Trela mimo ,że obroni kilka setek to zawsze przy okazji wpuści kilka baboli.Dostosował się do nieistniejącej defensywy.Pomoc-dno.Atak-brak.Reasumując-to jak się k..wa utrzymać?
Jak byłeś na ostropie to widziałeś,że Colinsa i Rabiole piłki większości mijały za to częściej podawano do Docekala. To świadczy o tym,że nasi piłkarze nie ufają nowym nabytkom. Chodź szkoda bo w trakcie kłótni na boisko to w szatni Colins wstawił się za Rabiole co świadczy,że się zakolegowali oby na boisku było to samo zrozumienie. Czasu ludzie czasu nie od razu Rzym zbudowali.
do: Kibica
Szanuje i to bardzo Twoje wypowiedzi, ale…
Pamiętaj , że I drużyna nie jest od szkolenia ani od „odbudowania” formy.
Do pierwszej drużyny każdej ligi każdego kraju maja trafiać zawodnicy, którzy mogą zagrać od razu lub co najwyżej po krótkim okresie przygotowawczym. Tak było np. z Robakiem (niestety).
Czy Piasta stać (niby za darmo zawodnicy) na kilku- miesięczny cykl przygotowawczo-opiekuńczo-rehabilitacyjno-rozgrzeszających?.
Wiadomo było już w maj/czerwiec, że potrzebny jest ktoś do obrony i ataku. I to na cito, a nie za kilka miesięcy.
Było kawał czasu, żeby cos w tym kierunku zrobić.
Piasta nie stać na „ochronkę” zawodników, którzy z różnych powodów wypadli z gry !!!.
A tak poza tym…serdecznie Pozdrawiam 🙂
ale ja pisze o sytuacji aktualnej ja wiem,że było na to dużo czasu ale nic już z tym się nie zrobi dla tego teraz trzeba czekać na Colinsa i Rabiole. Ale jestem dobrej myśli.
Dlaczego niby kolega niema racji? Jeśli Piast się utrzyma to będzie cud. Nieda się grać takimi ludkami w obronie bo to żadna obrona w środku bida a w ataku nie mamy nikogo bo nie wierzę że z Wilczka zrobią napastnika. Wstyd zarząd za takie transfery i za ogromne zaufanie dla trenerów kosztem wyników i kibiców.
scorpio jak nie masz pieniędzy to nie kupujesz na otwarciu okna transferowego – czekasz do zamkniecia bo ceny spadają taka prawda .
CAŁE ŻYCIE PIAST GLIWICE. Damy rade sezon długi teraz 3 pkt z widzewem pozwolą nam znowu uwierzyć !!!
Zgadza się. Tylko w tym wypadku albo rybka albo akwarium.
W tym wypadku można zapytać się jak to zrobił Górnik i Widzew, że sprowadził fajnych zawodników, nie mając kasy i mają zakazy na poważniejsze transfery i większe wypłaty dla nich?.
Szczęście, lepiej szukali?.
Jak P. Stokowiec mając zupełnie przeciętnych zawodników robi z Jagą to co Piast w zeszłym sezonie?.
Nie można było tak dalej tego prowadzić w Piaście?.
Jak czytam wywiad z Klepą (którego bardzo cenie i szanuję) to tym razem szlag mnie trafia. Co mecze w Eliminacjach do Pucharów zepsuły formę zawodników?.
Czy jak P. Kołodziejczyk szuka przyczyny w złym sędziowaniu.
A może przyczyn poszukać na swoim podwórku, zajrzeć do II zespołu, gdzie marnuje się kilku dobrych(polskich) zawodników, nielubianych przez P. Brosza?.