Przed Piastem kolejne trudne starcie. Tym razem do Gliwic zawita wrocławski Śląsk, drużyna teoretycznie wzmocniona, silniejsza niż w poprzednim sezonie, kiedy wywalczyła trzeci stopień podium, ale w niedzielę podopieczni Stanisława Lewego wybiegną na murawę stadionu przy Okrzei ze świadomością, że ostatni swój mecz, przegrali aż 0:5. Czy to pomoże Piastowi pokonać rywala?
– Piłka hiszpańska to inny poziom, inna jakość gry. Nie możemy porównywać Sevilli do Śląska, z całym szacunkiem do wrocławskiego klubu. Sevilla to marka znana w całej Europie. Oglądając ten mecz nie możemy więc się sugerować wynikiem. Trzeba patrzeć na Śląsk przez pryzmat naszej ekstraklasy, a tu wrocławianie prezentują się bardzo dobrze – odpowiada na pytanie Marcin Brosz.
Patrząc jednak na dorobek Śląska w lidze to imponujący nie jest. Wrocławianie dopiero w ostatniej, ligowej kolejce odnieśli pierwsze w tym sezonie zwycięstwo i to ze słabiutkim Widzewem. Co na to szkoleniowiec Piasta? – Przyjeżdża do nas trzeci zespół minionego sezonu, jak na nasze warunki mający w kadrze bardzo dobry piłkarzy. Na dodatek ich duma została podrażniona. Musimy się przygotować na bardzo ciężki pojedynek – po raz drugi podkreśla klasę rywala Marcin Brosz.
Nie zmienia to jednak faktu, że zawodnicy Śląska będą mieli w głowach wysoką przegraną. Zdołowani mogą nie złapać jeszcze właściwego rytmu – Nie liczyłby na to – mówi Brosz – Każdy piłkarz jest podrażniony taką porażką i następny mecz z pewnością potraktuje jako szansę na rehabilitacji, udowodnienie, że był to tylko wypadek przy pracy. Weźmy pod uwagę, że trzech kluczowych graczy Śląska nie zagrało w meczu z Sevillą, do Gliwic już przyjadą – dodaje szkoleniowiec Piasta.
Gdzie trener niebiesko-czerwonych upatruje więc szans na wygraną? – Zdajemy sobie sprawę, że tylko mobilizacja, pełne zaangażowanie i odpowiednia jakość gry może dać nam pozytywny wynik – odpowiada Marcin Brosz.
W starciu z Koroną zabrakło jednak wszystkich tych elementów, a na dodatek zawiodła taktyka. Nie istniał środek boiska, gubiła się obrona. Atak nie był zagrożeniem dla rywala. Jednym z powodów były roszady w ustawieniu. W pomocy zabrakło m.in. .Matrasa, który wcielił się w rolę stopera – To jest nie jest tak, że dany piłkarz jest przywiązany do danego miejsca na boisku. Mateusz od początku, jak do nas przyszedł był przymierzany na środek obrony. Wystawiając go jako defensywnego pomocnika, staraliśmy mu się wpoić pewne nawyki. Mateusz należy do zawodników o ogromnym potencjale, które staramy się wyciągnąć. Wrócił więc na nominalną pozycję, ale to nie jest takie proste, aby szybko przystosował się do nowej roli. Zakładamy, że ten powrót będzie stopniowy, że Mateusz na stałe zakotwiczy jako środkowy obrońca, ale w przyszłości. Bierzemy też pod uwagę ten wariant, że Jan Polak wróci na swoją pozycję, a Mateusz ponownie zagra jako defensywny pomocnik. Mamy jednak dwa dni do meczu i rozważamy różne opcje – cierpliwie wyjaśnia trener Piasta.
Co takiego się stało, ze Piast nie czaruje już swoja gra kibiców, jak to czynił jeszcze dwa miesiące temu, kiedy dwukrotnie wygrywał ze Śląskiem? – Wiele rzeczy jeszcze nam brakuje, których od siebie wymagamy. Zdajemy sobie sprawę, że nasza gra nie jest tak płynna, nie jest tak elastyczna jak jeszcze niedawno. Nie jesteśmy tak dynamiczni i agresywni w odbiorze, tak łatwo nie przechodzimy z obrony do linii ataku.Wierzę jednak, że w niedzielę już pokażemy, co potrafimy grać i wrócimy na właściwe tory.
źródło: piast.gliwice.pl





















