Matka ważniejsza od Boga – Collins John (wywiad)

collinsjohnPA300107_228x262Po odejściu Marcina Robaka atak Piasta praktycznie przestał funkcjonować, czego konsekwencją było odpadnięcie z Pucharu Polski. Marcin Brosz na konferencji po meczu z Zagłębiem, zapytany kto zastąpi Robaka, poprosił o cierpliwość. Wszystko wskazuje na to, że jak wcześniej już sugerowaliśmy na następcę Robaka szykowany jest Collins John. Jeśli w końcu dojdzie do podpisania z nim kontraktu , to Liberyjczyk z holenderskim paszportem może być jednym z najciekawszych piłkarzy grających w polskiej lidze i nie tylko pod względem sportowym. 

Historia życia Collinsa Johna przypomina scenariusz amerykańskiego filmu o sportowym talencie, wzlotach i upadkach.  Jego ojciec zginął podczas wojny domowej w Liberii, rodzina jest dla niego ważniejsza od Boga… Poznaj Collinsa Johna…

Z mamą i dwójką braci uciekał z ogarniętej wojną domową Liberii. Potem strzelał piękne bramki w Premier League dla Fulham, a do reprezentacji Holandii powoływał go sam Marco van Basten. Grał na kilku kontynentach, a teraz stara się o angaż w Piaście Gliwice. Collins John w wywiadzie udzielonym gazecie „Fakt” opowiada o najważniejszych wydarzeniach ze swojej kariery.

O wojnie domowej w Liberii:

Wojna domowa w kraju mojego urodzenia zaczęła się, jak miałem kilka lat. Ale szczerze? Nie chcę o tym za dużo mówić. Zginął wtedy mój ojciec. Pamiętam to wszystko, jak obrazy z filmu. Mama razem ze mną i dwójką moich braci postanowiła uciekać z Liberii. Łodzią przedostaliśmy się do Sierra Leone, a stamtąd popłynęliśmy do Holandii i dostaliśmy się do obozu dla uchodźców. Szybko zacząłem grać, a jako że miałem talent do strzelania bramek, to koledzy wołali na mnie Kanu albo Finidi George.

O swojej piłkarskiej karierze:

Moje życie jest takie, że raz jestem na górze, a raz na dole. Jako nastolatkowi wszystko mi wychodziło, strzelałem fantastyczne bramki, przeprowadzałem efektowne akcje. Miałem i mam talent do zdobywania bramek. Dlaczego wszystko potoczyło się tak, a nie inaczej? Podejmowałem złe decyzje, zabrakło trochę szczęścia, nie byłem też dość cierpliwy. Ale wierzę, że jeszcze wiele przede mną. Nie skończyłem przecież jeszcze 28 lat. Przede mną wciąż 5,6 lat grania. Popatrz na Marcina Robaka. Ma 31 lat, a dalej się rozwija, strzela gola, idzie do przodu.

O grze w Premier League:

Mój pierwszy sezon w Anglii nie był najgorszy, za to drugi najlepszy w karierze. Wszystko mi wychodziło. Co dotknąłem piłki, to wpadała do siatki. To było szalone! Zresztą w piłkarskiej karierze jest tak, każdy ci to powie, że masz jeden, dwa sezony, z których cię pamiętają, bo wtedy naprawdę dobrze ci szło. Jak tak miałem w Fulham.

O powołaniu do reprezentacji Holandii:

W 2004 roku zagrałem w dwóch meczach. Grałem wtedy w holenderskiej młodzieżówce i zdziwiłem się, że nie dostałem powołania. Zdenerwowany zadzwoniłem do swojego menedżera z pytaniem co jest grane? Powiedział mi, spokojnie, wszystko wyjaśnię. Po chwili collins johnoddzwonił i poinformował, że mam powołanie do narodowej kadry. Kiedy to usłyszałem rzuciłem się w objęcia Chrisa Colemana. To był niesamowity moment w mojej karierze.

Mój największy błąd:

W Fulham znalazłem się dzięki Chrisowi Colemanowi, który dziś jest selekcjonerem reprezentacji Walii. Wiele temu człowiekowi zawdzięczam. Sprowadził mnie do klubu z Londynu i postawił na mnie. Potem nie było już tak dobrze. Nowym szkoleniowcem został Lawrie Sanchez i w końcu musiałem odejść. Miałem alternatywę: Leicester albo Norwich. Ostatecznie trafiłem do tego pierwszego klubu. Potem był jeszcze Watford, ale nie to było moim największym błędem. Najgorszą decyzją był powrót do Holandii. Trafiłem do NEC Nijmegen. Przez dziewięć miesięcy nie trenowałem z powodu kontuzji, a oczekiwania z moim powrotem były ogromne. Przychodził przecież piłkarz z Premier League. Skończyło się na porażce i odejściu. Potem trafiłem do belgijskiego Roeselare, gdzie sprowadzał mnie holenderski trener. Klub miał jednak finansowe kłopoty i długo miejsca tam też nie zagrzałem.

O problemach pozaboiskowych:

Nie wiem skąd się wzięła taka opinia o mnie. Że byłem zawieszany w NEC i Roeselare? Nic takiego nie miało miejsca. Z Mario Been, szkoleniowcem NEC, zawsze kiedy się spotkam, to normalnie się przywitam, porozmawiam. Nigdzie mnie nie zawieszano.

Gra w Azerbejdżanie i Iranie:

Do Azerbejdżanu trafiłem do klubu o nazwie Gabala FK. Trenerem drużyny był tam wtedy Tony Adams, legenda Arsenalu. W Azerbejdżanie dobrze jest, kiedy jesteś w Baku. Co innego na prowincji… Stamtąd do Baku było z cztery, pięć godzin jazdy. Nie wyobrażam sobie, gdybym tam był teraz. Moja żona jest w ciąży. Do Baku do szpitala trzeba by chyba lecieć helikopterem.

Po trzech miesiącach mój kontrakt został rozwiązany. Moja matka zachorowała. Musiałem wracać do domu do Holandii. Rodzina jest dla mnie najważniejsza, a matka jest ważniejsza od Boga. Musiałem być przy niej. Zresztą mocno tęskniłem za domem. Kontrakt z Gabalą udało się wcześniej rozwiązać w dużej mierze dzięki pomocy Tony’ego Adamsa.

Co do Iranu, to dostałem taką propozycję finansową, że nie sposób było odmówić. Ile dostawałem miesięcznie? Tam jest inaczej. Przykładowo masz dostać milion euro za rok. 300 tys. płacą ci na wstępie, a potem przez sześć miesięcy nic. Potem dostajesz 4 tysiące, a po kilku tygodniach kolejna suma.

Występy w Chicago Fire:

Do Stanów Zjednoczonych trafiłem w dużej mierze przez swojego klubowego kolegę z Fulham Briana McBridge. W Chicago był wtedy kapitanem. Jeśli ktoś ci mówi, że MLS jest taka sobie, bo soccer nie może się równać z bejsbolem, koszykówką czy futbolem amerykańskim, to nie wierz w to. Na mecze przychodzi tam 70 tys. kibiców! Niedawno rozmawiałem o tym ze swoim przyjacielem Clintem Dempsey’em, który właśnie co trafił do Seattle Sounders. To niewyobrażalne! Piłka nożna rozwija się w USA w niesamowitym tempie.

O Krzysztofie Królu:

Razem graliśmy w Chicago. To mój dobry kolega. To w dużej mierze dzięki niemu jestem teraz w Polsce. Pomaga mi na miejscu i w każdej chwili mogę na niego liczyć. Cieszę się, że w swojej karierze mogę spotykać takich ludzi.

 O polskiej piłce i Messim:

Zanim tutaj trafiłem to sporo wiedziałem. W Holandii grałem razem z Saidi Ntibazonkizą. Wiedziałem też wiele od Joela Tshibamby. Łatwo na pewno u was się nie gra. Piłka jest oparta na dobrym fizycznym przygotowaniu. Na boisku jest dużo walki. Trzeba się mocno starać. Myślę, że gdyby przyjechał tutaj sam Messi, to nie byłoby mu wcale łatwo o zdobycie choćby z czterech bramek.

O swojej obecnej sytuacji:

Jestem coraz bardziej sfrustrowany. Ale nie na klub, ale na całą sytuację. Przyjechałem do Gliwic kilka tygodni temu. Potem proszono, żeby przyjechała moja żona. Nie mam 18 lat. Jestem doświadczonym zawodnikiem, wiem jak się na boisku zachować. Mimo zaległości treningowych, to jestem w stanie grać. Chciałbym, żeby wszystko się wyjaśniło jak najszybciej, bo w pewnym momencie mogę nie wytrzymać tego, tym bardziej, że żona jest w zaawansowanej ciąży. Mieszkamy w hotelu i nie wiemy co dalej. Ciężko to dalej ciągnąć, a z dnia na dzień wiem coraz mniej. Mam nadzieję, że cała sprawa szybko się wyjaśni i będę miał możliwość gry w polskiej lidze.

O bracie:

Mój brat Ola John gra w Benfice Lizbona. Jak zareagował na to, że jestem w Polsce? Ucieszył się, że znalazłem klub. Życzył mi wszystkiego dobrego. W piłkę gra też mój inny młodszy brat Paddy.

Rozmawiał Michał ZichlarzFakt

17 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
scorpio

Piast chyba nie ma wyjścia. Facet jest pod presją, będzie walczył. Może i zmądrzał. Tylko, żeby Piast z nim nie podpisał kontraktu jak z Robakiem i facet bo dobrych meczach nie odfrunął do konkurencji.
Lepszy on niż Docekal. W ciemno to mówię, bo już od Docekala nie można niczego dobrego oczekiwać.

benekpg

Może taka jest strategia Kołodziejczyka, żeby skonstruować korzystny dla Piasta kontrakt? Zmęczyć faceta do tego stopnia, żeby potem podpisał wszystko co mu się podsunie pod nos…

scorpio

Chyba masz rację. Bo jak teraz nie podpisze kontraktu, to się nigdzie nie załapie. Za 11 dni okienko tranferowe się zamyka.

Otho

Na Pucharze Polski siedzial przez wiekszosc meczu i przegladal ifołna… Na karnych sie przebudzil i zdarzylo mu sie nawet pokibicować.

Ktoś

BIEżCIE GO NATYCHMIAST!!!!!!!!

franekusa

JEST COS TAKIEGO JAK CV ,CZY TAKIE ROTACJE I ZMIANY KLUBOW NIC WAM NIE MOWIA,BEDZIE Z NIM PROBLEM ,OJ BEDZIE .LEPIEJ NIECH KLUB SZUKA KOGOS OD RAZU.

Kibic

Skoro Colins mówi,że Król załatwił mu przyjazd do Gliwic a teraz każdy widzi jak jest bez Robaka to max za te 11 Dni Colinsa zobaczymy.Bo wątpię,że w 11 dni kogoś Piast pozyska.

scorpio

A może Smolarek…?

local

Smolarek to emeryt, jego lampka już zgasła.

scorpio

Lepszy taki emeryt, niż Docekal, a lata prawie te same co Robak (1 rok starszy). A umiejętności jakieś pewnie zostały. Jagiellonia, nie dała mu pograć..

local

Tak samo jak zarząd Piasta będą czekali do końca licząc na niezłe pieniądze 😉

gonzo

Prawda jest taka, że Piast chce przede wszystkim zakontraktować Maków, jeżeli z nimi im się nie uda, to dopiero wtedy podpiszą umowę z Collinsem.

local

PEC złotym sponsorem Piasta!
Może więcej szczegółów Szanowna Redakcjo- uda się dowiedzieć?

gucio

PODPISAĆ Z NIM KONTRAKT JAK NAJSZYBCIEJ, JAKBY PODPISALI Z NIM KONTRAKT PO ODEJŚCIU ROBAKA TO MOŻE BY ZAGRAŁ Z ZAGŁĘBIEM I WYNIK BYŁBY INNY, A TAK I Z KORONA I ŚLĄSKIEM MOŻE BYĆ RÓŻNIE BO NA DOCEKALA I WILCZKA BYM NIE LICZYŁ

scorpio

Kurcze, Piast uparł się na braci Maków:
http://sportslaski.pl/piast-gliwice-jeszcze-w-tym-tygodniu-zaatakuje-braci-makow,sport-slaski,47360,info.html

Czy ich poskręcało. My potrzebujemy przynajmniej JEDNEGO dobrego snajpera. Za każdą cenę.

najwer ryszard

Napewno zakontraktuja Collinsa jak nie znajda innego tak na to wyglada czekaja na Maköw ale tego Collinsa widzialem w akcji a cos mu napewno z tego co umi zostalo,to zawodnik bojowy podobny do Traore ten dawny z Lechi,on jedynie na dzisiaj jest w stanie szczelac bramki dla Piasta.