ucharowy mecz z Zagłębiem pokazał jak ważną rolę w zespole odgrywa zawodnik potrafiący grać na szpicy, czyli typowy napastnik. Gdy Piast w ataku miał Kędziorę, a potem Robaka, to kibice nie musieli obawiać o wynik. Nawet jeśli nie strzelali oni goli, to na tyle absorbowali obronę, że robiło się miejsce dla pozostałych graczy. W niedzielnym meczu zawiódł nie tylko Docekal. Również i boczni pomocnicy Cicman i Izvolt nie potrafili skutecznie wykończyć akcji. Ruben starał się jak mógł, ale ten jeśli chodzi o skuteczność, to nie był jego dzień.
W tej sytuacji najlepsze sytuacji do zdobycia goli mieli obrońcy – Szkoda tych klarownych sytuacji, było groźnie, np. główka moja czy Csaby. Zabrakło trochę szczęścia – ocenia swoje sytuacje i kolegi Damian Zbozień.
Oceniając cały mecz, Piast prezentował się lepiej od rywala. Gliwiczanie częściej byli w posiadaniu piłki, więcej mieli też klarownych sytuacji na zdobycie gola, Co przyznaje Zbozień – Można się było pokusić o zwycięstwo. Byliśmy chyba lepszą stroną. Te bramki powinny dla nas wpaść w regulaminowym czasie gry, bo wiadomo karne to już loteria – mówi obrońca Piasta.
Gdy nie uda się osiągnąć wyznaczonego celu, to przynajmniej można próbować doszukać się jakiś pozytywów. – Mały plusik jest taki, że w końcu zagraliśmy na zero z tyłu po długim czasie – uśmiecha się Zbozień. – Teraz chociaż udało dotrwać się do karnych. To też kolejny plus. Może przy następnej okazji uda się wygrać karne – dodaje piłkarz.
Tak się składa, że Damian Zbozień z dwoma bramkami na koncie razem z Rubens Jurado pozostaje najskuteczniejszym strzelcem zespołu Piasta w tym sezonie. Na tym jednak piłkarz nie zamierza poprzestać – Chęci do strzelania są zawsze. Nawet ostatnio pojawiły się komentarze, że wolę bardziej bramki strzelać niż bronić. Staram się jednak rozsądnie włączać do tych sytuacji. Wiadomo w konsekwencji czasem się narażamy na kontrę, bo otwieram to pole. Wtedy jest ważne, aby zawodnik, który ma zmienić to pole był odpowiedzialny i nie stracił tej piłki. Dziś to momentami fajnie wychodziło, zabrakło jednak gola – tłumaczy były piłkarz Legii..
Mecze się wygrywa i przegrywa. Na tym polega sport. Po tej porażce pozostał jednak ogromny niedosyt, bo Piast w kolejnej rundzie trafiłby na GKS Tychy, a więc drużynę z pewnością łatwiejszą do przejścia niż choćby Zagłębie. Potem byłby już ćwierćfinał – Bardzo szkoda, bo mieliśmy nadzieje powalczyć dłużej w tym pucharze, ale teraz pozostaje się skupić na meczu z Koroną – wdycha i wyznaje Zbozień
Opracowanie własne/cyt. za Ekstraklasa. net





















