Paweł Oleksy jeszcze niedawno bronił barw Piasta. W Gliwicach biegał z nr 23 na plecach. Wiosną grał rewelacyjnie, przyczyniając się do końcowego sukcesu, jakim było zajęcie czwartek miejsca w lidze i gra w europejskich pucharach. Nie dane było mu jednak zadebiutować w niebiesko-czerwonych barwach w tych rozgrywkach. Zagłębie Lubin ściągnęło go z powrotem. Jak się można było spodziewać trener Hapal wystawił go przeciwko Piastowi. Oleksy nie będzie jednak powrotu na Okrzei mile wspominał.
– Trochę dziwne uczucie. Wszystko jest takie świeże, bo jeszcze parę tygodni graliśmy razem w jednej drużynie, a teraz przyszło zagrać przeciwko sobie. Byłby miły powrót, gdyby nie ta porażka. – wdycha Paweł Oleksy
Jak gra Piast wszyscy już doskonale wiedzą. Nie trzeba nawet oglądać spotkań z udziałem niebiesko-czerwonych. Wystarczy zobaczyć w jakiej kolejności padają bramki. Zazwyczaj jako pierwszy trafi rywal. Potem jest szaleńcza pogoń za wynikiem, jak na razie udana. Zagłębie również prowadząc nie potrafiło utrzymać korzystnego rezultatu, dlaczego? – Prowadziliśmy 1:0 przez prawie cale spotkanie. Mieliśmy swoje sytuacje. Jakbyśmy je wykorzystali, to nie stracilibyśmy zwycięstwa. Strzeliliśmy jedną bramkę, trzeba było iść za ciosem i strzelić drugiego gola – próbuje wyjaśnić przyczyny niepowodzenia Oleksy.
Gdy się traci dwie bramki w przeciągu dwóch minut, i to w samej końcówce, to można się zniechęcić do gry i biegania, szczególnie, że mecz toczył się przy prawie 40 stopniowy upale. Podłamany też był i Oleksy – Przez większość tego meczu prowadziliśmy. Z przebiegu gry przynajmniej należał nam się remis. Trzeba jednak przyznać , ze Piast cisnął nas do końca mocno zepchnął do defensywy. Przez większość czasu dobrze się broniliśmy, ale ta końcówka do nas nie należała – analizuje przyczyny porażki były już obrońca Piasta.
Opracowanie Łukasz Domagała





















