Piast odpadł z europejskich pucharów – niby nic wielkiego, ale wciąż wielu jest tym zaskoczonych i szuka źródła problemu. Może czas poszukać go w sobie? Nam strzelać nie kazano – Mickiewicz napisał, Żeromski przywołał, a teraz te słowa pojawiają się praktycznie przy każdej porażce polskiej drużyny, czy to klubowej, czy narodowej w starciu z jakimkolwiek rywalem. Europejskie puchary zbierają swoje żniwo, w czwartek padło na Piasta Gliwice, którego odpadnięcie z rozgrywek po starciu z Karabachem Agdam spotkało się z gniewną reakcją mediów i kibiców.
Zdajmy sobie sprawę z tego, że Piast drużynę z Agdamu powinien przejść. Może nie lekko, łatwo i przyjemnie, ale patrząc na wyczyny innych azerskich drużyn w pucharach, a także na ogólną renomę klubów z tamtych rejonów (a ta, mimo hasła „słabych drużyn już nie ma” ciągle pozostaje ta sama), to gliwiczanie powinni wyjść z tego pojedynku zwycięsko.
Problem pojawia się jednak, gdy cała Polska uderza w gliwicki zespół, bo zhańbił kraj w pucharach, zabrał drogocenne punkty, których potrzebujemy, by zaliczyć aż dwa blamaże w Lidze Mistrzów. Na Piasta należy się też wkurwić, bo zadowala się jedynie podjęciem walki z drużyną z Azerbejdżanu. Drużyna z Okrzei miała podejść do tego meczu, wiedząc, że porażka nic nie zmieni. Oczywiście takie podejście zasługuje na mocną krytykę, ale naprawdę trudno uwierzyć w to, że to nie jest dobra mina do złej gry.
– Byliśmy zdecydowanie słabsi taktycznie – wyobrażacie sobie trenera Brosza, który by tak powiedział? Takie słowa usłyszą pewnie dopiero piłkarze w szatni Piasta, podczas odprawy pomeczowej. Wszystko, co nie nadaje się do wypowiedzi publicznej, po prostu się w niej nie znajdzie. Marcin Brosz spróbował pozytywnego przekazu po porażce i spotkał się z głośną reakcją mediów. Ale reakcje mediów mają to do siebie, że po dwóch dniach wszyscy zapominają o sprawie.
A w tej sprawie jest jeszcze trzecie dno. Krytykuje się Piasta za brak mentalności zwycięzców, a przy wyobrażeniowym spotkaniu wszystkich drużyn Ekstraklasy na pytanie: „Kto by się nie zbłaźnił jak Piast?” pewnie wszyscy podnieśliby rękę. Pozostają więc pytania: Kto bronił Górnikowi grać w pucharach? Ktoś groziłby Wiśle, jeżeli ta zajęłaby odpowiednio wysokie miejsce? Okazuje się jednak, że ten słabiutki Piast gra w pucharach, dlatego, że inni w Polsce byli od niego słabsi. To takie proste. Z tego zaś wynika, że starcie z Karabachem skończyłoby się dla nich gorzej, albo znacznie gorzej. W zależności od wyniku u siebie – oczywiście.
I tutaj od razu pojawia się inna kwestia. Piast przez wzgląd na poprzedni sezon i początek obecnego dorobił się reputacji drużyny zorganizowanej, która wykorzystuje błędy przeciwnika i ma zabójcze stałe fragmenty gry. Przesuwanie się linii obrony, gdy napastnicy zaczynają pressing, przerzucanie gry na drugą stronę, a także skrupulatne przygotowywanie rzutów rożnych wystarczy do tego, by w Polsce nazwać drużynę zorganizowaną.
Do Gliwic przyjechali goście z Azerbejdżanu i pokazali, że da się regularnie wykorzystywać słabe punkty rywala (trio Izvolt-Zbozień-Hanzel), można konsekwentnie wyłączać z gry zawodnika prezentującego najwyższą formę (Marcina Robaka), można też sprawić, by w ataku pozycyjnym Piast rozgrywał piłkę przez zawodników najmniej do tego predysponowanych (Matras-Klepczyński-Horvath). A gdy trzeba przejść z obrony do ataku i odwrotnie, nie jest to większy problem.
Skoro więc Karabach to świetna drużyna taktycznie, to dlaczego stracili dwie bramki? Ano dlatego, że piłkarze grający w tym klubie naprawdę nie prezentują wybitnego poziomu piłkarskiego. Różnica polega na lepszej organizacji gry, większego poziomu zrozumienia taktyki i zgrania między zawodnikami. Mamy więc Piasta, który jest zorganizowany na poziomie Ekstraklasy i mamy też Karabach, którego organizacja stoi na poziomie III rundy kwalifikacyjnej do Ligi Europy.
Co to oznacza? Że prawdziwym winnym odpadnięcia gliwickiej drużyny jest polski futbol. Piast dostaje krytyką skierowaną w siebie, a powinien to być jedynie rykoszet od krytyki skierowanej w całą krajową piłkę nożną. Jeżeli w tym kraju trenera zwalnia się po trzech słabszych meczach, jeżeli budowa drużyny w większości opiera się na dobrym dniu prezesa, a skautem zostaje ten, którego samochód najmniej pali, to jak możemy wymagać, by polskie kluby mogły w pucharach regularnie daleko zachodzić? Prędzej będą potykać się pierwszej przeszkodzie. I tak się właśnie dzieje.
Jacek Staszak
Dziennikarz serwisu KrótkaPiłka.pl






















Ludzie są okropni. Najpierw „Piast osiągnął wielki sukces, a udział w LE będzie dla niego nagrodą. Gliwiczanie zagrają bez żadnej presji, ponieważ są absolutnym beniaminkiem.”, następnie pięknie rozgrywamy dwumecz, przegrywamy przez przypadek, a potem czytamy: „WSTYD! JAK MOŻNA SIĘ BYŁO TAK SKOMPROMITOWAĆ?!”. Dla mnie to głupota. Albo oni myślą, że Karabach jest słaby, albo, że to Piast jest taki mocny, bo mieliśmy czwarte miejsce. Zapomnieli chyba, że to jest POLSKA liga.
Spokojnie, w większości to są krzyki sfrustrowanych zazdrośników, którzy nawet na mecze nie chodzą!
Krzyczą bo tak zaprogramowali ich rodzice i środowisko w jakim się chowali. Zagadnienie to jest bardzo rozległe i można by tu było długie elaboraty pisać,
tylko czy to coś da?
Krzyki? To ujadanie idiotów którzy niby za Piastem są a nie potrafią nawet na LE przyjść bo jemu szkoda 25 czy 35zł na bilet. No brawo w sumie za 35zł ten idiota ma Finlandię ale sześciopak jakiegoś dobrego piwka i szlugi. Żal mi takich ludzi co najpierw się jarają sukcesem a potem ujadają za plecami.
wszystko co tu zostalo napisane jest prawdą, moge tylko dodac dziękujemy wam za puchary dziekujemy za dobra gre za rok bedzie lepiej
i oto pełny obraz polskiego zawistnego narodu